
Strefa ASF w Piotrkowie Trybunalskim od tygodni paraliżuje sprzedaż świń. W efekcie stopniowo wypycha rolników z rynku. Mimo iż choroba występuje w środowisku dzików, to konsekwencje ponoszą wyłącznie gospodarstwa hodowlane. Dzisiaj rolnicy mówią wprost o zaniechaniach, presji biurokracji, a choćby o „sabotażu” ze strony decydentów.
Strefa ASF w Piotrkowie coraz mocniej ogranicza obrót trzodą chlewną. Hodowcy wskazują na narastającą biurokrację, brak działań w terenie oraz decyzje, które — jak mówią — noszą znamiona „sabotażu”.
Strefa ASF w Piotrkowie jako codzienny problem gospodarstw
Strefa ASF w Piotrkowie wciąż jest utrzymywana, dlatego hodowcy świń funkcjonują w stałym reżimie ograniczeń. Restrykcje dotyczą głównie obrotu zwierzętami, jednak w praktyce blokują normalne prowadzenie produkcji.
„W naszym okręgu wprowadzona została strefa związana z chorobą ASF, która wystąpiła i wciąż występuje wyłącznie w środowisku dzików. Restrykcje oczywiście mają rolnicy i to naprawdę duże. Szczególnie ten kryzys odczuwają hodowcy utrzymujący niewielką liczbę świnek” — przedstawia w rozmowie z naszym portalem Janusz Terka, hodowca świń i przewodniczący rolniczej „Solidarności” w powiecie piotrkowskim.
Rolnicy podkreślają, iż drastyczne dla nich w skutkach decyzje nie zapadają lokalnie. Co więcej, nie odpowiada za nie powiatowa inspekcja.
„To nie inspekcja weterynaryjna na poziomie powiatu decyduje, tylko główny lekarz weterynarii” — dodaje Terka.
ASF u dzików, konsekwencje w chlewniach
Przypomnijmy, problem, którego źródeł należy upatrywać w „dziku zero” znalezionym 4 grudnia w terenie, polega na tym, iż choroba do dzisiaj nie występuje w stadach hodowlanych. Mimo to system działa tak, jakby zagrożenie było bezpośrednie.
„Nie ma żadnego zagrożenia w tej chwili, o ile chodzi o świnki hodowlane. Mamy natomiast chorobę w środowisku” — podkreśla hodowca.
Jednocześnie rolnicy wciąż słyszą, iż prowadzone w okręgu piotrkowskim działania realizowane są zgodnie z przepisami i procedurami.
„Argumentacja głównego lekarza weterynarii jest taka, iż musimy się stosować do przepisów unijnych. To jest taka formułka” — mówi Terka.
Rolnicy zwracają jednak uwagę, iż unijne regulacje są ogólne i dają państwom dużą swobodę interpretacji. Tymczasem z jakiegoś powodu nasza administracja jest nadmiernie restrykcyjna.
Procedury, które blokują sprzedaż świń
W strefie ASF w Piotrkowie sprzedaż świń wymaga spełnienia długiej i niepewnej procedury. Ściśle mówiąc, najpierw potrzebna jest zgoda powiatowego lekarza weterynarii. Następnie musi się zgodzić zakład skupujący. Jednak ostateczna decyzja należy do lekarza z powiatu, do którego trafiają zwierzęta do rzeźni.
„Może on stwierdzić, iż nie przyjmie zwierząt ze strefy i nie musi tutaj argumentować. Po prostu nie przyjmuje i mamy sprawę zamkniętą” — tłumaczy Terka.
W efekcie tuczniki nie są sprzedawane na czas. To natomiast generuje straty i presję cenową.

Strefa ASF w Piotrkowie utrudnia funkcjonowanie gospodarstw, przy czym najbardziej uderza w mniejsze hodowle świń, które przez ograniczenia w sprzedaży i procedury ponoszą dziś największe straty
fot. agrofoto.pl adamn999
Cena spada, a gospodarze tracą nadzieję
Cena żywca w regionie spadła do poziomu 3–4 zł za kilogram. Jednak choćby taka stawka nie gwarantuje sprzedaży.
„Finalnie, zwłaszcza tym większym hodowcom gdzieś się udaje te zwierzęta sprzedać, tylko iż to jest ciężko” — mówi rolnik z piotrkowskiej strefy ASF.
Według naszego rozmówcy i oglądu sytuacji niedługo skala likwidacji gospodarstw hodowlanych będzie dramatyczna.
„Na terenie mojej gminy jest 44 lub 45 gospodarstw hodujacych świnki. Sądzę, iż w ciągu roku, może choćby pół roku zostanie może jedna czwarta” — ocenia Terka.
Rolnicy są zmęczeni sytuacją i coraz częściej myślą o rezygnacji z produkcji.
Obietnice walki z ASF bez realizacji i brak działań w terenie
Zapowiadane 23 grudnia 2025 r. podczas spotkania hodowców z sekretarzem stanu Jackiem Czerniakiem działania wobec dzików nie zostały wdrożone. Nie ma skutecznej redukcji populacji ani ogrodzeń.
„Z tego wszystkiego nie robi się naprawdę nic. Redukcji populacji dzika nie ma” — relacjonuje nam sytuację z terenu Terka.
Rolnicy przypominają, iż ogrodzenie strefy było obiecane jeszcze przed świętami. Mianowicie ministerstwo obiecało je 23 grudnia ubiegłego roku i czym prędzej zapomniało, a może wycofało się z obietnicy.
Lasy Państwowe wycofały się z udziału w projekcie, a samorządy nie mają środków, by realizować takie inwestycje.
„To jest sabotaż ze strony ministerstwa”
W rozmowach z rolnikami coraz częściej pojawiają się bardzo mocne słowa.
„Powiem też, iż sabotaż, tak to by trzeba chyba nazwać, jest sabotaż ze strony ministerstwa” — mówi wprost Janusz Terka.
Rolnicy twierdzą bowiem, iż lokalne decyzje, które mogłyby poprawić sytuację, są blokowane na poziomie centralnym.
„Jeżeli na poziomie lokalnym są podejmowane decyzje, które miałyby pozytywny efekt, to z poziomu Warszawy jest przymus, iż te decyzje mają być odwoływane” — dodaje.
Zdaniem piotrkowskich hodowców problemem jest brak znajomości realiów terenowych oraz sztywne trzymanie się raz przyjętego schematu. Bowiem jak słyszymy, ministerialni urzędnicy i GIW nie chcą się wycofać z raz podjętych decyzji, mimo realnych i rozsądnych argumentacji.
Strefa ASF w Piotrkowie i pytanie o przyszłość gospodarstw
Strefa ASF w Piotrkowie stała się symbolem systemowego problemu. Choroba pozostaje w środowisku dzików, natomiast ciężar restrykcji spada na hodowców trzody. Rolnicy widzą brak dialogu, brak elastyczności i brak realnych działań w terenie.
„Konsekwencje dzisiejszych zaniechań będą skutkować tym, iż gospodarstw będzie coraz mniej” — ostrzega Terka.
Na dziś odpowiedź na pytanie, co ministerstwo na to, wciąż pozostaje bez konkretów. Natomiast skutki decyzji są już widoczne w chlewniach i bilansach gospodarstw.

22 godzin temu














