Susza opóźniła wiosenny redyk. Baca: „Nie ma trawy dla owiec”

1 dzień temu
Zdjęcie: redyk


Tegoroczny sezon wypasu owiec w górach zaczyna się z opóźnieniem. Powód jest prosty – brak deszczu i bardzo słaba kondycja pastwisk. Jak przyznaje Andrzej Majerski, baca ze Szczawnicy, na hale nie ma jeszcze z czym wychodzić, bo trawa po prostu nie zdążyła urosnąć.

Andrzej Majerski przygotowuje się do swojego 28. sezonu wypasu. Jego bacówka znajduje się w rezerwacie Biała Woda w Jaworkach, na wysokości ponad 800 m n.p.m., gdzie warunki są trudniejsze niż w niższych partiach. W poprzednich latach redyk rozpoczynał się już pod koniec kwietnia, często w okolicach dnia św. Wojciecha. W tym roku wszystko się przesunęło i wyjście z owcami planowane jest dopiero na maj.

Ponad tysiąc owiec i pół roku pracy bez przerwy

Baca prowadzi własną hodowlę – ma ponad 400 owiec i bydło – ale na hale wypędza znacznie większe stado. w okresie to często ponad tysiąc sztuk, które przez kolejne miesiące wymagają stałej opieki. Wiosenny redyk oznacza początek intensywnej pracy, która trwa aż do jesieni.

Życie na hali to codzienna obecność przy zwierzętach – bez względu na pogodę. Pada, wieje czy świeci słońce, baca i jego pomocnicy muszą być na miejscu, doglądać stada i doić owce. Z ich mleka powstają tradycyjne sery – bundz, oscypek, bryndza czy redykołki – które są ważnym źródłem dochodu. W dobrym sezonie sprzedaż odbywa się głównie na miejscu, bo turystów nie brakuje. Gdy ruch jest mniejszy, sery trafiają na targi i stragany w okolicy.

Piękna tradycja góralska! Zobacz jak wyglądał redyk jesienny 2024 w Szczawnicy! [FOTORELACJA]

Dlaczego hodowla owiec przestaje się opłacać?

Mimo wielowiekowej tradycji pasterstwo w Polsce przeżywa trudny okres. Jak podkreśla baca, problemem jest przede wszystkim brak opłacalności. Szczególnie dotyczy to wełny, która dziś praktycznie nie ma wartości rynkowej.

Koszt strzyżenia jednej owcy to około 7 zł, a za kilogram wełny można otrzymać zaledwie kilkadziesiąt groszy. Dla porównania – jeszcze kilkadziesiąt lat temu była to na tyle cenna surowiec, iż pozwalała budować domy i utrzymywać całe rodziny. Podobnie wygląda sytuacja ze skórami. Dawniej były cennym produktem ubocznym, dziś często nie znajdują żadnego zastosowania. W efekcie hodowla owiec przestaje być opłacalna, a wielu gospodarzy rezygnuje z wypasu.

Czy tradycyjny redyk ma jeszcze przyszłość?

Zmiany widać gołym okiem. W latach 80. i 90. na samym Podhalu było tyle owiec, ile dziś w całej Polsce. W rejonie Jaworek, gdzie kiedyś wypasano choćby kilkanaście tysięcy sztuk, dziś jest ich zaledwie 6-7 tysięcy.

Opuszczone hale zarastają lub są zalesiane. Tam, gdzie kiedyś wypasano owce, pojawiają się drzewa, a tradycyjny krajobraz gór powoli znika. Zdaniem bacy, jeżeli ten trend się utrzyma, może to oznaczać koniec pasterstwa w wielu regionach. Jednocześnie podkreśla, iż wypas owiec to nie tylko produkcja, ale także istotny element kultury i turystyki. To właśnie dzięki owcom hale są zielone i otwarte, a turyści mają co podziwiać.

Mimo trudności wielu baców przez cały czas wychodzi na hale. Dla nich to nie tylko praca, ale sposób życia, którego – mimo rosnących problemów – nie chcą porzucić.

Idź do oryginalnego materiału