Donald Trump zapowiedział wczoraj wprowadzenie nowego pakietu ceł. Wprowadzono 10-procentową ogólną stawkę celną dla wszystkich państw oraz dodatkowe cła wzajemne – dla Unii Europejskiej wyniosły one 20 proc., a dla Chin aż 34 proc. W przypadku Chin oznacza to, iż stawka celna na produkty z tego kraju wzrośnie aż do 54 proc., ponieważ nowa taryfa sumuje się z wcześniej nałożonymi cłami.
Cła (negatywnie) zaskoczyły analityków
To poziom zdecydowanie wyższy niż wcześniejsze zapowiedzi, a także oczekiwania analityków. Spodziewano się jednego typu ceł – albo ogólnej taryfy, albo ceł odwetowych. Tymczasem zastosowano oba rozwiązania jednocześnie. Tak wysokie stawki oznaczają zdecydowane odejście od paradygmatu wolnego handlu, który przez lata stanowił fundament globalnego wzrostu gospodarczego.
Zarówno wcześniejsze decyzje Donalda Trumpa, jak i pierwsze zapowiedzi – m.in. ze strony sekretarza handlu Scotta Bessenta – wskazują na otwartość USA na negocjacje. Sekretarz wezwał inne kraje, by nie podejmowały pochopnych decyzji i nie wprowadzały ceł odwetowych. Wobec skomplikowanej siatki globalnych relacji handlowych, właśnie takie bilateralne rozmowy mogą w dłuższej perspektywie doprowadzić do nowego porozumienia handlowego. Jak ono będzie wyglądać – tego dziś jeszcze nie wiemy.
Widzimy natomiast, jak wyliczono wysokość ceł. Co ciekawe, poziomy stawek oparto na dość prostym wzorze: stosunku nadwyżki handlowej danego kraju wobec USA do całości jego eksportu do Stanów Zjednoczonych. Wstępne zapowiedzi sugerowały szerszą analizę – miały obejmować kwestie walutowe, podatkowe oraz bariery pozataryfowe. Ostatecznie jednak zdecydowano się oprzeć wszystko na samym bilansie handlowym.
Przyjęto również arbitralny wskaźnik 50 proc. – ostateczna taryfa to połowa wyliczonej różnicy. To oznacza, iż administracja Trumpa nie dostosowuje się do poziomu ceł innych krajów, jak wcześniej zapowiadano, ale działa wyłącznie na podstawie deficytu handlowego. Może to wskazywać, iż podstawowym celem ceł jest ograniczenie deficytu handlowego USA – a tym samym, iż nowe stawki mogą mieć charakter tymczasowy.
Cła w wysokości 20% dla UE
Produkty z Unii Europejskiej – w tym z Polski – objęto cłami na poziomie 20 proc. Dla naszej gospodarki nie musi to być znaczący problem, jednak pośrednio możemy ucierpieć na zmniejszonym eksporcie Niemiec do USA. Niemcy eksportują tam towary o wartości 161 mld euro rocznie. Poszczególne polskie firmy eksportujące na rynek amerykański mogą zostać dotknięte tą decyzją. Warto pamiętać, iż aż 20 proc. eksportu całej Unii Europejskiej trafia właśnie do Stanów Zjednoczonych. Nowe taryfy mogą doprowadzić do przetasowań w globalnym handlu. Przykładowo – Europa może skorzystać na tańszych produktach z Chin, które przestaną być eksportowane do USA z powodu wysokich ceł.
Cła prawdopodobnie wpłyną na poziom inflacji w Stanach Zjednoczonych – spodziewany jest efekt inflacyjny również w innych krajach, tam gdzie pojawią się cła odwetowe. W globalnych relacjach handlowych – podobnie jak w polityce międzynarodowej – zasada wzajemności ma duże znaczenie. Odstępstwa od niej są rzadkością. Skutkiem ceł będzie prawdopodobnie spowolnienie wzrostu gospodarczego – zarówno w USA, jak i na świecie. Może ucierpieć także Unia Europejska, a Polska – choć w mniejszym stopniu – również może odnotować niewielkie spowolnienie.
Rynkowa reakcja pozostaje umiarkowana. Amerykańskie indeksy w handlu pozasesyjnym spadły o około 3–4 proc. Większe spadki dotknęły poszczególne firmy – Tesla straciła około 8 proc., Apple 7 proc. Są to spółki, których łańcuchy dostaw opierają się na krajach takich jak Chiny, Indie czy Wietnam. Dużo straciły również firmy z branży obuwniczej i odzieżowej, mocno dotknięte 46-procentowym cłem na produkty importowane z Wietnamu. Akcje Nike zostały przecenione o 7 proc., a europejski Adidas stracił aż 10 proc. Spadły także akcje Nvidii – o około 6 proc.
Jest zdecydowanie za wcześnie, by ocenić pełny wpływ propozycji Donalda Trumpa. Do momentu wejścia ceł w życie, co ma nastąpić 5 i 9 kwietnia, mogą jeszcze trwać negocjacje. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, iż administracja USA potrafi zmienić zapowiedziane poziomy ceł w ostatniej chwili. Tym bardziej iż zastosowany mechanizm opiera się wyłącznie na deficycie handlowym USA, a nie na rzeczywistych poziomach ceł pobieranych przez inne kraje.
Wydarzenie, które zmieni światowy handel
Możliwe, iż jesteśmy świadkami powstawania nowego modelu globalnych relacji handlowych. Skutki tych zmian mogą być dalekosiężne – zarówno dla poszczególnych krajów, jak i dla konkretnych firm. Wiele przedsiębiorstw już dziś analizuje swoje łańcuchy dostaw w kontekście wprowadzonych ceł.
Rynek będzie mógł ocenić skutki nowych taryf dopiero w dłuższym okresie, zwłaszcza pod kątem wpływu na konkretne firmy. Na plus należy zaliczyć fakt, iż spadł poziom niepewności – wiadomo już mniej więcej, jak będą wyglądały zapowiadane wcześniej przez Donalda Trumpa cła. W najbliższym czasie inwestorzy powinni zachować spokój i unikać gwałtownych decyzji. Warto natomiast szukać firm, które mogą zyskać na takim, a nie innym układzie globalnego handlu.
O autorze
Paweł Majtkowski – analityk eToro na polskim rynku, który dzieli się swoim cotygodniowym komentarzem na temat najnowszych informacji giełdowych. Paweł jest uznanym ekspertem rynków finansowych z dużym doświadczeniem jako analityk w instytucjach finansowych. Jest on też jednym z najczęściej cytowanych ekspertów w dziedzinie gospodarki i rynków finansowych w Polsce. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Jest także autorem wielu publikacji z zakresu inwestowania, finansów osobistych i gospodarki.