Wojna, która wybuchła pod koniec lutego 2026 r. między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a Iranem, przerodziła się w największy od dekad szok podażowy na rynku ropy. Ataki na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej i de facto blokada Cieśniny Ormuz – przez którą płynie ok. 20 proc. światowej produkcji ropy – doprowadziły do spadku wydobycia w regionie o co najmniej 8–10 mln baryłek dziennie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) uruchomiła rekordowe 400 mln baryłek rezerw strategicznych, a notowania Brent przekroczyły chwilowo 120 USD za baryłkę, stabilizując się w tej chwili w przedziale 95-105 USD. To nie jest zwykła korekta – to strukturalny kryzys energetyczny, który zmusza do ponownej oceny zależności geopolitycznych i ekonomicznych. Kto zyskuje, a kto traci?
Amerykański „łupek” na czele
Na ten moment zwycięzcy są wyraźni. Największym beneficjentem są amerykańscy producenci łupkowi. USA są największym eksporterem LNG na świecie. Amerykański gaz trafia do Europy i Azji głównie drogą atlantycką i przez Kanał Panamski, nie wpływają na niego zakłócenia związane z Zatoką Perską. Wyższe ceny natychmiast poprawiły marże wydobycia – według szacunków analityków globalnego banku inwestycyjnego Jefferies Financial Group, sektor już zarobił dodatkowe 5 mld USD, a przy utrzymaniu poziomu 100+ USD zyski do końca roku mogą sięgnąć 65 mld dolarów. Ameryka, która stała się eksporterem netto ropy, zyskuje podwójnie: geopolitycznie (osłabienie Iranu) i ekonomicznie (wzrost eksportu do Azji i Europy). Trudno nie odnieść wrażenia, iż powszechnie krytykowany za udział w wojnie przeciwko dyktaturze ajatollahów Donald Trump miał na uwadze także ten aspekt gospodarczy. Paradoksalnie na plus wychodzi też Rosja – jako alternatywny dostawca dla Chin i Indii może zarabiać na sprzedaży swoich surowców, ale jednocześnie zyskiwać na premii geopolitycznej wobec Pekinu.
Polsce zaskakującym zwycięzcą jest Grupa Orlen. Akcje spółki na GPW wystrzeliły o kilkanaście procent od początku konfliktu, a WIG-Paliwa był jednym z nielicznych zielonych indeksów. Rafinerie ze zdywersyfikowanym portfelem dostaw (nie płyną przez Ormuz) i wysokimi marżami crack spread zyskują na globalnym chaosie, podczas gdy konsumenci płacą więcej. Przegrani to przede wszystkim importerzy netto: Europa, Japonia, Indie i Chiny. Dla Azji blokada Ormuz to bezpośredni cios – tamtędy płynie większość surowca z Zatoki. Dlatego Chińczycy zapowiedzieli niedawno zwiększenie inwestycji właśnie na kierunku wydobycia gazu łupkowego. Potencjał Państwo Środka ma ogromny – największe złoża możliwego do wydobycia gazu łupkowego, szacowane na 36 bln m3. Problem stanowią jednak wysokie koszty operacyjne, trudny teren i wciąż uboga infrastruktura.
W Europie wzrost cen paliw już przekłada się na inflację transportową i produkcyjną. W Polsce diesiel na stacjach przekroczył 6,40–7,00 zł/l, benzyna 95 zbliża się do 6 zł/l, a analitycy UCE Research szacują dodatkowy impuls inflacyjny w marcu o 0,5 pp. Najbardziej cierpią przewoźnicy, rolnicy i logistyka – koszty operacyjne rosną lawinowo.
O co toczy się gra?
To nie jest wyłącznie wojna o nuklearny program Iranu i zapewnienie bezpieczeństwa sojusznikowi USA, Izraelowi. To walka o kontrolę nad globalnymi szlakami energetycznymi. Cieśnina Ormuz to wąskie gardło, przez które światowa gospodarka otrzymuje dziennie ok. 20 mln baryłek. Iran, odpowiadając blokadą, używa klasycznej broni energetycznej – dokładnie tak, jak w latach 70. czy podczas wcześniejszych kryzysów bliskowschodnich. USA i Izrael dążą do radykalnego osłabienia Teheranu i całej „osi oporu” (Iran–Rosja–Chiny), jednocześnie umacniając pozycję dolara i amerykańskiego LNG/ropy jako alternatywy. Gra jest więc o nowy porządek energetyczny XXI wieku: kto będzie dyktował warunki dostaw i ceny.
Widać wyraźnie, iż kryzys naftowy i amerykańska polityka w tym zakresie rezonują na Stary Kontynent. Niemcy w ubiegłym roku, 96% gazu zakupili od Amerykanów, ale chcą tę zależność zmniejszać. Stąd rozmowy toczące się z Kanadą – państwowy gigant naszego zachodniego sąsiada, koncern Uniper zajmujący się importem gazu, prowadzi z Kanadyjczykami umowy dotyczące zwiększenia dostaw skroplonego LNG. Z kolei w Holandii znów rozgorzała debata na temat ponownego otwarcia największego pola ze złożami gazu w Groningen. Zostało ono zamknięte w październiku 2023 roku w wyniku szkód i trzęsień ziemi. Teraz część holenderskich polityków postuluje dywersyfikację energetyczną i powrót do wydobycia surowca.
W krótkim okresie największym beneficjentem są amerykańskie firmy energetyczne – producenci gazu łupkowego i operatorzy LNG. W nieco dłuższej perspektywie zyskuje także pozycja geopolityczna USA. Natomiast w długim okresie sytuacja staje się bardziej złożona. jeżeli wysokie ceny energii utrzymają się zbyt długo, mogą doprowadzić do spowolnienia globalnej gospodarki, co ostatecznie uderzy również w popyt na amerykański gaz.
„Długa” fala
Pytanie, które warto postawić brzmi: jakie mogą być długofalowe skutki kryzysu ropnego w Zatoce Perskiej?. Scenariusze są trzy. Krótki konflikt (szansa na to maleje każdego dnia) – ceny spadną gwałtownie po odblokowaniu Cieśniny Ormuz. Trwający kwartał – Brent ustabilizuje się powyżej 90-100 USD. Najczarniejszy (uszkodzenie infrastruktury na wyspie Chark, przez którą przepływa 90% irańskiej ropy na eksport, wydłużenie konfliktu i długotrwała blokada) – 120–150 USD i ryzyko globalnej recesji. Goldman Sachs i Bernstein już rewidują prognozy w górę na cały 2026 r. choćby po zakończeniu walk ceny nie wrócą do 70 USD – rynek będzie pamiętał ryzyko geopolityczne i żądał wyższej premii. To oznacza strukturalnie droższe paliwa w Europie i Polsce przez lata.
Jak kryzys odbija się i może odbić na Polsce? Polska jest w relatywnie dobrej pozycji – ale tylko dzięki decyzji sprzed kilku lat o całkowitej rezygnacji z rosyjskiej ropy. Orlen sprowadza surowiec głównie z Arabii Saudyjskiej (ok. 50 proc.), Norwegii (ok. 30 proc.), USA, Afryki i Morza Śródziemnego. Większość dostaw (wyjąwszy część ładunków od Saudów) nie idzie fizycznie przez Ormuz, a długoterminowe kontrakty z Saudi Aramco i Equinor dają Warszawie bufor. Ministerstwo Energii i Orlen zgodnie deklarują: „nie przewidujemy przerw w dostawach ani przestojów rafinerii”. Rezerwy strategiczne plus uwolnienie IEA dają dodatkowy spokój i kupują czas.
Jednak ceny na stacjach rosną – i będą rosły dalej, jeżeli konflikt się przeciągnie. To bezpośredni cios w portfele kierowców, koszty firm transportowych i inflację. W najgorszym scenariuszu może to zahamować wzrost gospodarczy w 2026 r. i zmusić NBP do ostrożniejszego podejścia do stóp procentowych. Paradoksalnie Orlen jako spółka giełdowa zarabia, ale państwo jako właściciel musi się liczyć z politycznym kosztem drożyzny.
Na „kryzys ropny” zareagowały branże odległe od energetycznych – w Polsce niepokoje w Zatoce Perskiej skłoniły banki do większej ostrożności. Już teraz wiele z nich podniosło wymagania kredytowe, dokładniej przygląda się sektorom energochłonnym, skracają horyzont finansowania i podnoszą marże kredytowe lub wymagają większego zabezpieczenia (o czym poinformował mnie choćby przyjaciel, któremu bank najpierw zaproponował korzystną ofertę refinansowania kredytu mieszkaniowego, po czym, pośrednio w wyniku wojny w Iranie, ją cofnął). Banki podwyższyły też oprocentowanie kredytów hipotecznych, szczególnie ze stałą stopą.
Recepta na bezpieczeństwo
Jak uodparniać gospodarkę na przyszłe zawirowania? Kryzys pokazuje, iż dywersyfikacja dostaw to podstawa, ale niewystarczająca. Polska musi pójść dalej – w kierunku rzeczywistej suwerenności energetycznej:
Po pierwsze – przyspieszyć program energetyki jądrowej. Im większy udział energii, która nie jest powiązana z globalnym rynkiem surowców, tym mniejsza podatność na szoki cenowe. Pierwsze bloki po 2030 roku to nie luksus, ale konieczność. Atom jest jedynym źródłem, które daje stabilną, niskoemisyjną bazę bez zależności od importu i warunków atmosferycznych.
Po drugie – należy zwiększyć rezerwy strategiczne powyżej obecnego poziomu i stworzyć mechanizmy prywatnego magazynowania (na przykład w postaci ulg podatkowych dla firm).
Po trzecie – kontynuacja i pogłębianie dywersyfikacji: więcej LNG z USA i Kataru, rozwój Baltic Pipe (GAZ-SYSTEM prowadził inwestycje uzupełniające, takie jak rozbudowa tłoczni gazu w Gustorzynie, Odolanowie oraz Goleniowie, co pozwala na efektywniejsze rozprowadzanie surowca wewnątrz polskiej sieci przesyłowej. w tej chwili koncern prowadzi szeroki program inwestycyjny na lata 2026–2035, który obejmuje kilkadziesiąt projektów infrastrukturalnych. Ich celem jest zwiększenie przepustowości krajowej sieci, ulepszenie rozprowadzenia gazu z nowych źródeł, oraz integracja z rynkami sąsiednimi na Litwie, Słowacji i Ukrainie). Do tego eksploracja własnych złóż gazu – należy wykorzystać potencjał złóż odkrytych w rejonie wyspy Wolin i przyspieszyć badania i działania na tym kierunku – chodzi o 22 mln ton ropy i kondensatu oraz ok. 5 mld mł gazu ziemnego. To największe konwencjonalne odkrycie ropy w historii Polski, szczególnie istotne w dobie potencjalnego, kolejnego kryzysu energetycznego. Obszar koncesji „Wolin” – czyli nie tylko jedno złoże, ale cały blok poszukiwawczy – może zawierać łącznie choćby 33 mln ton ropy i aż 27 mld mł gazu. To oznacza, iż Wolin East może być tylko fragmentem większego systemu złożowego.
Po czwarte – należy liberalizować rynek energii. Zamiast kolejnych interwencji cenowych i podatków, należy pozwolić cenom sygnalizować inwestycje. Niższe bariery regulacyjne dla prywatnych inwestycji w rafinerie, terminale i OZE (tylko te opłacalne ekonomicznie, nieideologiczne). Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na ryzyka energetyczne – szeroko zakrojone w Polsce plany budowy farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim niosą za sobą zagrożenia – w razie konfliktów zbrojnych ich infrastruktura może łatwo paść ofiarą ataków, cyberataków, działań dywersyjnych, oraz zniszczeń. Mówi o tym między innymi brytyjski raport Instytutu Alana Turinga. Aby przeciwdziałać potencjalnym zniszczeniom, należy rozważyć szereg zabezpieczeń przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. Raport Stowarzyszenia Wind Europe mówi o drugiej stronie medalu i potencjale farm wiatrowych w wykorzystaniu ich w zakresie monitoringu morskiego przy pomocy radarów i sensorów.
Po piąte – rezygnacja z dotacji dla nierentownych kopalni, przy jednoczesnym utrzymaniu wydobycia węgla jako zabezpieczenia energetycznego w kopalniach, które generują zyski. Tylko w ubiegłym roku rząd dofinansował górnictwo kwotą 9 miliardów złotych. w tej chwili jedyną rentowną kopalnią jest lubelska Bogdanka (ponad 283 miliony zysku netto w ub. roku).
Po szóste – budowa sojuszy. Bliska kooperacja z USA (LNG i ropa), umacnianie relacji z Arabią Saudyjską i Norwegią oraz realistyczna polityka wobec OPEC+. Do tego długofalowa i przemyślana strategia zakupowa sprzętu wojskowego i inwestycje w obronność, które wzmocnią Polskę i zwiększą szanse na utrzymanie stabilności energetycznej (między innymi poprzez realny potencjał odstraszania przeciwnika).
Kryzys ropny 2026 r. nie jest przypadkiem – to przypomnienie, iż energia jest bronią geopolityczną. Polska, która już raz (w 2022–2023) udowodniła, iż potrafi zerwać uzależnienie od jednego dostawcy, ma dziś szansę uzyskanie odporności energetycznej. Wymaga to jednak konsekwencji, odwagi inwestycyjnej i odrzucenia iluzji, iż „Zielony ład” zapewni bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo daje dywersyfikacja, rezerwy, siła i własne moce wytwórcze – najlepiej jądrowe. Czas działać, zanim kolejny kryzys zastanie nas znowu w defensywie.

15 godzin temu
















