Obiecałem ten wpis Tomsiemu, w jednym z komentarzy. Udzieliłem wtedy krótkiej, hasłowej odpowiedzi. Dzisiaj czas ją rozwinąć.
Pomysł I. Nieruchomości. Składka emerytalna wynosi dzisiaj ok. 19,5% podstawy, czyli naszej pensji. Dla zarabiającego „najniższą krajową” 950 zł/m-c. W rok uzbieramy ok. 11.400 zł. Mało. Pamiętajmy jednak, składki ZUS to nie tylko emerytura, ale całkowicie nieprzydatna renta (8%). I robi się 16.000 zł.
Ale już w przypadku osoby z przeciętnymi poborami 2 razy więcej (32k/rok). Dla kogoś, kto płaci składki maksymalne (250% procent średniej krajowej) – 80k/rok.
Najuboższy kupi sobie udział w nieruchomości (20 lat odkładania wystarczy na kawalerkę), przez 40 lat pracy – 2 kawalerki. Zysk – niech będzie 3600 zł/m-c. Dwa razy minimalne świadczenie. Bogatsi wykorzystają lewar (zdolność kredytową) i na kawalerkę zarobią w 7 lat. Dość proste – prawie 6 kawalerek i 10k zł emerytury. Z ZUS dostaliby za 15 lat ok. 1800 zł.
W tym miejscu wielu podniesie zastrzeżenia. Jak to, kawalerki, w obecnej sytuacji demograficznej? Ależ kawalerka to tylko przykład. Może być udział w magazynie, lokal użytkowy, ziemia rolna, działka budowlana, cokolwiek.
A jak było? W 2005 r. kupiłem kawałek (ok. 2000 m2) ziemi rolnej za 3000 zł (1,5 zł/m2). Składka emerytalna od ówczesnej średniej pensji wyniosła 5574 zł. Ze średniej składki można było kupić 3716 m2 działki. Dzisiaj, kiedy zmienił się plan, wybudowano drogę, jedna działki w tym rejonie kosztują ok. 90 zł/m2. Mnożąc powierzchnię przez obecną cenę, uzyskujemy – 334 tys. zł. Tylko jeden rok? A ile dał nam ZUS. Zakładając skumulowaną waloryzację 534%, dostaniemy…. 29.765 zł.
Jeszcze raz przytoczę historię mojej ciotki. W 2002-2003 r. kupiła parę hektarów ziemi, za astronomiczną wtedy cenę 8000 zł/ha. Wszyscy pukali się w głowy, a ona chciała zwyczajnie mieć spokój za płotem. Dzisiaj wartość 120 tys. zł/ha. Doliczając czynsze dzierżawne – 136.000 zł. 1700%. ZUS 565%. Znowu, w 2002 r. składka od średniej pensji oscylowała wokół 5000 zł. Każdy mógł sobie kupić ziemię rolną – para rocznie ok. 1.2 ha dobrej ziemi, w fajnym miejscu. Pracując tylko 3 lata (2001-2003) – miałaby 3.6 ha – w tej chwili warte (bez odsetek od czynszu) – ca. 408 tys. zł.
Drugie zastrzeżenie „opisujesz dane historyczne, dzisiaj nie do powtórzenia”. Tego akurat nie wiemy. Natomiast skumulowana waloryzacja ZUS też pewnie nie wyniesie 565% w 23 lata, jak w ostatnich dwóch dekadach. Może się i tak zdarzyć, iż wybuchnie wojna. Kapitał emerytalny spadnie do zera, a ziemia rolna pozwoli nam przeżyć.
Pomysł 2. Prywatny fundusz emerytalny. Coś w rodzaju IKZE/IKE, a choćby OFE. Podałem własny przykład – OFE, z wielokrotnie niższą składką osiągnęło wynik prawie połowy oszczędności ZUS. Dobrze zbilansowane inwestycje dają takie rezultaty. choćby metoda „kup i zapomnij” pozwoli pobić ZUS. Jeszcze raz wracamy do wyliczeń dzisiejsze 500 zł odkładane przez 40 lat na 8% (rynek akcji-podatek), da nam 1 mln oszczędności. 1 mln = 40k/rok (współczynnik FIRE 4%), 3400 zł/m-c. 2x emerytura z ZUS, przy znacznie niższych składkach (średnia pensja przypomnę ok. 2700 zł/m-c).
Teraz ważna kwestia. System ZUS pozornie służy najbiedniejszym. Oni dostaną emeryturę po 25 latach pracy za minimalną i będzie to 1800 zł. Bogatsi włożą 2 razy więcej, a dostaną tyle samo. Ale to tylko pozory. Polski model emerytury jest silnie zależny od klasy społecznej. Ludzie gorzej wykształceni, zwłaszcza mężczyźni, żyją krótko. Dostaną tę swoją minimalną, statystycznie przez 3 lata. Tymczasem bogata kobieta (przykład profesorek z jednego z wpisów) weźmie 1800 zł, ale przez 25 lat. W konsekwencji, zyska znacznie więcej.
Pomysł 3. Ubezpieczenia. o ile opakujemy produkt w ubezpieczenie – osiągniemy 2 plusy: zero podatków, oraz rozproszenie ryzyka, jak w ZUS, ale zawsze coś dostaniemy. I teraz patrzmy na emeryturę niemiecką. Tam wpłacając 300E (odpowiednik naszego 1350 zł, czyli składki od pensji minimalnej) przez 30 lat, dostaniemy ok. 800 E emerytury (2x emerytura minimalna). Jakieś pytania?
W necie są kalkulatory, tylko trzeba znać niemiecki w stopniu nie mniej niż średnim.
Pomysł 4. Dzieci lub obcy ludzie. Ryzykowny, bo wymaga zmiany mentalności. W Polsce dzieci dostają coś za nic, za sam fakt bycia spadkobiercą. W wielu krajach, system działa inaczej – młody wykupuje majątek od rodzica, albo wypłaca mu rentę, w zamian za przekazanie majątku wcześniej. Ryzyko? Nieuczciwość, niepowodzenie młodych.
Popatrz – odłożyłem sobie ten 1 mln. Moje własne dziecko (albo dziecko sąsiada, lub całkiem obcy człowiek) przejmuje kasę i wypłaca mi 5% rocznie – 4800 zł, ok. 3x więcej niż emerytura minimalna. Działa we Francji.
Da się też inaczej. Inwestuję w 4 dzieci (dając im majątek na start), a one dorzucają mi na stare lata po 600 zł (waloryzowane). Wyjdę 20% lepiej niż w ZUS, a każde dziecko dostanie jakieś pieniądze na start.
Albo własna firma. Wyobraźmy sobie prosty rachunek – firma warta 8-letni zysk. Ktoś sprzedaje biznes przynoszący 300k/rok – zyska 2,4 mln. Spokojnie na emeryturę wystarczy (same 4% odsetki – 8k/m-c).
Pomysł 5. Odwrócona hipoteka w wersji cywilizowanej. Nie nasze drapieżne akcje, tylko normalne obliczenia. przez cały czas mieszkam w mieszkaniu, ale dostaję rocznie 3% jego wartości. Z mieszkania wartego 1 mln – dostaję 2500 zł/m-c (1,5 raza więcej niż w ZUS), ale nie odkładam dodatkowo. Dla tych, którzy uwierzyli, iż „mieszkanie jest ich aktywem” oraz nie zamierzają nic oszczędzać.
Do tej pory działa to po bandycku 800 zł/m-c z mieszkania wartego 1 mln.
Pomysł 6. Obniżenie kosztów życia. Tu dochodzimy do sedna. W ZUS (systemie państwowego ubezpieczenia solidarystycznego) i tak nas czeka dokładnie taki sam los. 20-30% stopy zastąpienia (emerytura/ostatnia pensja) nie zapewni nam idealnych warunków. Przecież 20% to 1800 zł ze średniej pensji.
Czy nie lepiej dostać tę kasę do ręki, czasowo obniżyć koszty życia i zainwestować? Oczywiście, iż lepiej. Warto zrobić to już dziś, bo za 30-40 lat (a choćby 12 lat, w przypadku kobiet) rzeczywistość okaże się mega smutna. Jeszcze raz powiem – odłożenie 500 zł/m-c w funduszach zrównoważonych, da lepszy efekt niż 1350 zł składki ZUS. Więc obniżmy ten poziom. Gorsze auto, tańsze wakacje i wystarczy.
Na koniec główne zastrzeżenie zwolenników ZUS – ludzka głupota zniszczy system socjalny. Jak napisał Schiller w „Dziewicy Orleańskiej” „Z głupotą choćby bogowie walczą nadaremno”. W społeczeństwie istnieje 10% głupków, którzy wszystko przejedzą, i nic na to nie poradzimy. W wielkim skrócie 3 mln idiotów, kontra 27 milionów myślących. Dzisiaj dopłacamy do ZUS i KRUS z budżetu około 95 mld zł. Wypłacając tym 3 mln symboliczną zapomogę 1000 zł/m-c, potrzebujemy rocznie 36 mld (1000 zł x 3 mln x 12 miesięcy). przez cały czas niecałe 38% dzisiejszych wydatków.
Po drugie, ci idoci zwykle żyją krócej (bo głupotą wykazują się także w innych dziedzinach życia – patrz „redneck engineering”), więc koszty okażą się jeszcze niższe – załóżmy, iż na poziomie 30% dzisiejszych wydatków na system ZUS-KRUS.
Lepiej budować wszystko pod 90% myślących, którzy jednak wybiorą jeden z 6 przedstawionych wyżej sposobów. Zyskają i oni, i budżet państwa.
Teraz popatrzmy na „średniaka” (pomiędzy medianą, a średnią pensją) – miałeś 5500-7000k netto – dostaniesz 1800 zł i żyj sobie wolny najmito. W realu – 90% będzie pracowało do śmierci, ponieważ niewielka grupa potrafi przetrwać za 25% przeciętnej pensji. A gdyby potrafili? To jest to argument za FIRE. Popatrz – 1800 zł to 21.600 zł/rok i 4% od nieco ponad 0,5 mln zł.









