SNB utrzymał w czwartek stopy procentowe na poziomie 0 proc., ale to nie sama decyzja jest dziś najważniejsza. Prezes Martin Schlegel wprost przyznał, iż prawdopodobieństwo ujemnych stóp wzrosło, a bank jest gotowy aktywnie sprzedawać franka na rynku walutowym. Dla inwestorów to jasny sygnał – Berno nie zamierza bezczynnie patrzeć na rekordową siłę swojej waluty.
Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) pozostawił w czwartek 19 marca swoją główną stopę procentową na poziomie 0 proc. Decyzja była jednomyślnie oczekiwana przez ekonomistów ankietowanych zarówno przez Reuters, jak i Bloomberg, więc sama w sobie nie zaskoczyła nikogo. To już trzecie z rzędu posiedzenie, na którym stopy pozostają bez zmian – po tym, jak w czerwcu 2025 roku SNB obniżył je do zera z poziomu 0,25 proc.
Tym, co naprawdę przyciągnęło uwagę rynków, jest wyraźna zmiana retoryki towarzyszącej decyzji. Prezes Schlegel na konferencji prasowej nie owijał w bawełnę. Stwierdził, iż SNB „zwiększył gotowość do interwencji na rynku walutowym w celu tłumienia szybkiej aprecjacji franka szwajcarskiego”, a popyt na helwecką walutę wymaga od banku centralnego „podwyższonego stanu alertu”. Dodał również, iż mandat banku jest jasny i dotyczy stabilności cen, a do jego realizacji instytucja dysponuje dwoma narzędziami – stopami procentowymi i interwencjami walutowymi – i jest przygotowana na użycie obu.
Prawdopodobieństwo ujemnych stóp wzrosło
Najpoważniejszym sygnałem z dzisiejszej konferencji było stwierdzenie Schlegela, iż „prawdopodobieństwo ujemnych stóp procentowych wzrosło”. To pierwsza tak bezpośrednia deklaracja od miesięcy. Jeszcze w grudniu 2025 roku większość ekonomistów wykluczała taki scenariusz przed 2028 rokiem. Teraz sytuacja się komplikuje.
Frank szwajcarski od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie zachowuje się jak magnes dla kapitału szukającego bezpieczeństwa. Kurs EUR/CHF spadł w okolicę 0,9065, co oznacza najsilniejszą pozycję franka wobec euro od jedenastu lat. W relacji do dolara kurs USD/CHF oscyluje wokół 0,79 – za jednego dolara płaci się niecałe 80 centymów, co stanowi poziom nienotowany od lat. Inwestorzy instytucjonalni tłumaczą ten ruch niskim zadłużeniem Szwajcarii, stabilnością gospodarczą, przewidywalną polityką i – paradoksalnie – zerowym oprocentowaniem, które w warunkach globalnego chaosu nie odstrasza, ale przyciąga kapitał preferujący bezpieczeństwo nad rentowność.
Interwencje walutowe – broń pierwszego wyboru
Wszystko wskazuje na to, iż SNB będzie wolał aktywną sprzedaż franka na rynku walutowym niż powrót do ujemnych stóp, które byłyby bolesne dla deponentów i sektora bankowego. Już na początku marca, łamiąc tradycyjny okres ciszy przed posiedzeniem, bank wydał niespotykany niezapowiedziany komunikat, stwierdzając, iż gotowość do interwencji walutowych „wzrosła”. Formuła ta jest standardowo stosowana wyłącznie w komunikatach towarzyszących decyzjom o stopach – jej pojawienie się poza kalendarzem miało jednoznacznie ostrzec spekulantów.
Z raportu rocznego SNB opublikowanego we wtorek wynika, iż w całym 2025 roku bank centralny kupił waluty obce za 5,2 mld CHF (ok. 6,6 mld USD). Lwia część tych operacji przypadła na drugi kwartał, kiedy frank umacniał się w reakcji na tzw. Liberation Day – ogłoszenie globalnych ceł przez administrację Trumpa. W czwartym kwartale 2025 roku interwencji praktycznie nie było. Wynikało to z porozumienia zawartego we wrześniu z amerykańskim Departamentem Skarbu, w którym obie strony potwierdziły, iż interwencje walutowe są „ważnym instrumentem polityki pieniężnej SNB”, ale jednocześnie Szwajcaria zobowiązała się do niestosowania ich w celu uzyskania nieuczciwej przewagi handlowej.
To delikatna lina, po której SNB musi teraz balansować. Przypomnijmy – za pierwszej kadencji Trumpa Szwajcaria trafiła na amerykańską listę manipulatorów walutowych, co potem zmusiło bank do daleko idącej ostrożności. Schlegel wielokrotnie podkreślał jednak, iż groźba ponownego umieszczenia na liście nie powstrzyma go przed działaniem, jeżeli stabilność cen będzie tego wymagać.
Frank neutralizuje wzrost cen energii
SNB podniósł dziś warunkową prognozę inflacji na 2026 rok z 0,3 proc. do 0,4 proc. To konsekwencja wzrostu cen energii – ropa Brent przebiła w czwartek 114 USD za baryłkę, a europejski benchmark gazu TTF skoczył o 24 proc. po atakach na infrastrukturę energetyczną w Iranie i Katarze. Rząd federalny w Brukseli skorygował w środę prognozę wzrostu PKB Szwajcarii w dół – do 1,0 proc. z 1,1 proc. – jednocześnie podnosząc oczekiwaną inflację właśnie do 0,4 proc. z 0,2 proc.
Paradoks polega na tym, iż silny frank skutecznie neutralizuje wzrost cen energii, bo tani import obniża ogólny poziom cen. Przy inflacji na poziomie zaledwie 0,1 proc. rok do roku (dane za luty) Szwajcaria balansuje na krawędzi deflacji. SNB może wręcz tolerować mocniejszego franka jako naturalny hamulec dla przenoszenia wyższych cen energii na konsumentów. Inaczej mówiąc – siła waluty jest jednocześnie problemem i rozwiązaniem, w zależności od tego, z jakiej perspektywy się na nią patrzy.
Co to oznacza dla rynków?
Dzisiejszy komunikat SNB nie pozostawia wątpliwości – interwencje walutowe stały się narzędziem pierwszego wyboru, a scenariusz ujemnych stóp, choć wciąż nie podstawowy, po raz pierwszy od miesięcy został oficjalnie uznany za bardziej prawdopodobny. Dla rynku forex to jasna wskazówka, iż SNB będzie próbował bronić psychologicznych poziomów EUR/CHF w okolicy 0,90 i nie pozwoli na niekontrolowaną aprecjację.
Agresywniejsze interwencje mogłyby nieco osłabić helwecką walutę, ale na razie gołe słowa Schlegela muszą wystarczyć. Realne dane o skali interwencji w pierwszym kwartale 2026 roku poznamy dopiero w czerwcu, równolegle z kolejną decyzją SNB. Do tego czasu rynek będzie rozgrywał dwa scenariusze: albo wojna w Iranie się uspokoi i frank straci część napędu, albo eskalacja podbije go na nowe szczyty – a wtedy Berno będzie musiało przejść od słów do czynów.
Źródła: Reuters, Bloomberg, Swissinfo

2 godzin temu







