Giełda Papierów Wartościowych Tajlandii chce od 2027 r. umożliwić spółkom emisję akcji o nierównych prawach głosu. Reforma ma przekonać do debiutu przede wszystkim firmy rodzinne oraz przedsiębiorstwa technologiczne, których właściciele obawiają się utraty kontroli. Dla Bangkoku to próba zatrzymania odpływu atrakcyjnych emitentów i przełamania najgłębszej od lat zapaści na rynku pierwszych ofert publicznych.
Propozycja Stock Exchange of Thailand (SET) zakłada odejście od obowiązującej zasady „jedna akcja – jeden głos”. Spółka mogłaby wyemitować co najmniej dwie klasy akcji: papiery przeznaczone dla inwestorów publicznych oraz akcje uprzywilejowane pod względem liczby głosów, pozostające najczęściej w rękach założycieli lub dotychczasowych właścicieli.
W praktyce pozwoliłoby to rodzinie kontrolującej przedsiębiorstwo sprzedać większą część kapitału, a jednocześnie zachować decydujący wpływ na skład rady dyrektorów i strategiczne decyzje. Obecna tajlandzka ustawa o spółkach publicznych opiera wykonywanie prawa głosu na proporcji jednej akcji do jednego głosu, dlatego wdrożenie nowego modelu wymaga zmiany prawa.
Przewodniczący SET Kitipong Urapeepatanapong poinformował, iż giełda pracuje nad reformą wspólnie z Ministerstwem Finansów, Ministerstwem Handlu, tajlandzką Komisją Papierów Wartościowych i Giełd oraz innymi instytucjami. Według obecnego harmonogramu zmiany miałyby zostać przyjęte przez parlament jeszcze w 2026 r., a wejść w życie w roku następnym. Nie jest to jednak przesądzone: projekt przez cały czas znajduje się na etapie rządowo-legislacyjnym, a szczegółowe zabezpieczenia dla akcjonariuszy mniejszościowych nie zostały dotąd publicznie przedstawione.
Rynek IPO praktycznie zamarł
Presja na reformę jest duża. Według danych przytoczonych przez Bloomberga tajlandzkie spółki pozyskały w ofertach publicznych od początku 2026 r. zaledwie około 700 mln bahtów, czyli równowartość około 21-22 mln dolarów. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku oznacza to spadek o około 95 proc. jeżeli sytuacja nie poprawi się w ostatnich miesiącach roku, będzie to najsłabszy wynik od rozpoczęcia prowadzenia porównywalnych statystyk w 2003 r.
Skalę regresu pokazuje również raport roczny SET. W całym 2025 r. na tajlandzkich platformach giełdowych zadebiutowało 21 podmiotów, które pozyskały łącznie 8,23 mld bahtów. Rok wcześniej wartość ofert sięgała 20,5 mld bahtów, a w 2023 r. przekraczała 38 mld bahtów.
Giełda tłumaczy tegoroczną słabość m.in. niepewnością geopolityczną, wpływem wysokich kosztów energii na perspektywy gospodarcze oraz odkładaniem ofert przez emitentów. Problem ma jednak także charakter strukturalny. SET pozostaje rynkiem zdominowanym przez banki, energetykę, petrochemię i inne sektory tradycyjnej gospodarki, podczas gdy gwałtownie rosnące firmy technologiczne częściej wybierają finansowanie prywatne lub rozważają debiut za granicą.
Firmy rodzinne fundamentem tajlandzkiego parkietu
Szczególnym adresatem reformy są przedsiębiorstwa rodzinne. Według danych przedstawionych przez SET w lipcu 2026 r. stanowiły one 705 spośród 843 notowanych spółek. Ich łączna kapitalizacja wynosiła około 10,93 bln bahtów, czyli 54 proc. wartości całego rynku.
Wiele takich firm w ogóle rezygnuje z wejścia na giełdę lub oferuje inwestorom jedynie niewielki pakiet akcji. Skutkiem jest niski free float, który ogranicza płynność i utrudnia większym funduszom budowanie pozycji. Zdaniem władz SET akcje dwuklasowe mogłyby rozwiązać oba problemy: zwiększyć liczbę debiutów oraz skłonić właścicieli do sprzedaży większej części kapitału bez oddawania kontroli nad przedsiębiorstwem.
Reforma wpisuje się w szerszą strategię giełdy. SET prowadzi m.in. rozmowy dotyczące potencjalnych notowań takich podmiotów jak Line Man Wongnai, sieć CJ More oraz Thai Beverage, która w tej chwili jest notowana w Singapurze. Równolegle wspierany jest fundusz private equity dla spółek „nowej gospodarki”, obejmującej m.in. sztuczną inteligencję, technologie medyczne, deep tech oraz nowoczesną produkcję żywności.
Azjatyckie giełdy już poszły tą drogą
Bangkok nie byłby pionierem. Struktury z uprzywilejowanymi prawami głosu funkcjonują już m.in. w Hongkongu, Singapurze i Indonezji. Rynki te wprowadziły je przede wszystkim po to, aby konkurować o gwałtownie rosnące spółki technologiczne i firmy kierowane przez założycieli.
Nie oznacza to jednak pełnej swobody. W Singapurze liczba głosów przypadających na akcję uprzywilejowaną jest ograniczona, a przy części najważniejszych uchwał stosuje się zasadę jednego głosu na akcję. Hongkong przewiduje m.in. konwersję akcji uprzywilejowanych po ich sprzedaży lub odejściu założyciela. Stosowane są również obowiązki informacyjne, niezależne komitety nadzorcze oraz klauzule wygaszające dodatkowe prawa głosu.
Takich zabezpieczeń mogą oczekiwać także inwestorzy w Tajlandii. OECD wskazuje, iż struktury dwuklasowe mogą sprzyjać innowacyjności i zachowaniu długoterminowej strategii spółki, ale jednocześnie zwiększają ryzyko trwałego uprzywilejowania akcjonariusza kontrolującego, transakcji z podmiotami powiązanymi oraz osłabienia ochrony mniejszości.
Reforma potrzebna, ale nie wystarczy
Akcje dwuklasowe mogą pomóc SET poszerzyć ofertę i poprawić płynność, ale same nie odbudują rynku IPO. O powodzeniu reformy zdecydują jej szczegóły: maksymalna przewaga głosów założycieli, zakres stosowania nowych przepisów, zasady konwersji akcji oraz ochrona inwestorów publicznych.
Na dziś projekt pozostaje propozycją, a nie obowiązującym prawem. Dla inwestorów najważniejsze będzie więc nie tylko to, czy parlament dopuści nierówne prawa głosu, ale również czy Bangkok znajdzie równowagę między konkurencyjnością giełdy a standardami ładu korporacyjnego. Bez niej ułatwienie debiutów mogłoby odbyć się kosztem zaufania, które tajlandzki rynek próbuje w tej chwili odbudować.
Źródła: Stock Exchange of Thailand, Bloomberg, Bangkok Post

2 godzin temu








