Takaichi leci do Trumpa. Na stole konsekwencje wojny z Iranem, 550 mld dolarów i przyszłość jena

1 godzina temu

Japońska premier wyrusza do Waszyngtonu na rozmowy, które mogą zaważyć nie tylko na sojuszu dwóch potęg, ale i na notowaniach na globalnych rynkach. Stawka? Ropa, obrona przeciwrakietowa i gigantyczny pakiet inwestycyjny.

Sanae Takaichi, pierwsza kobieta na stanowisku premiera Japonii, w środę 18 marca wsiada do samolotu do Waszyngtonu. W czwartek zasiądzie naprzeciwko Donalda Trumpa w Białym Domu. Będzie to ich drugie spotkanie – poprzednie, w październiku ubiegłego roku, miało niemal sielankowy charakter. Oboje ogłosili wówczas „nową złotą erę” sojuszu. Od tamtej pory świat zdążył się jednak wywrócić do góry nogami i czwartkowe rozmowy to coś znacznie więcej niż dyplomatyczna kurtuazja. Dla rynków finansowych mogą okazać się jednym z najważniejszych wydarzeń tego tygodnia – obok dzisiejszej decyzji Fed i czwartkowego maratonu banków centralnych.

Ormuz, czyli pięta achillesowa Tokio

Żeby zrozumieć, dlaczego ten szczyt ma takie znaczenie rynkowe, trzeba zacząć od jednej liczby: 95 proc. To tyle ropy naftowej Japonia importuje z Bliskiego Wschodu. Około 70 proc. tych dostaw płynie przez Cieśninę Ormuz, która od wybuchu konfliktu amerykańsko-izraelskiego z Iranem pod koniec lutego jest de facto zablokowana. Irańskie ataki na tankowce i groźby wobec żeglugi sprawiły, iż ruch przez cieśninę niemal zamarł, a cena Brent przez cztery kolejne sesje utrzymywała się powyżej 100 dolarów za baryłkę.

W środę rano ropa lekko potaniała – Brent oscylował w okolicach 101 dolarów, WTI spadł do około 93 dolarów – głównie dzięki porozumieniu Bagdadu z Kurdystanem Irackim w sprawie wznowienia eksportu ropociągiem do tureckiego portu Ceyhan. To jednak drobna ulga, a nie rozwiązanie problemu. Japonia już w zeszłym tygodniu zaczęła uwalniać strategiczne rezerwy ropy, w obliczu narastającego ryzyka stagflacji w trzeciej co do wielkości gospodarce świata. Przypomnijmy: japońskie PKB w ostatnim kwartale 2025 roku wzrosło ledwie o 0,1 proc. kwartalnie. Kolejny szok energetyczny może zepchnąć gospodarkę w recesję.

Jen pod presją, interwencja coraz bliżej

Dla traderów na rynku walutowym szczyt Takaichi-Trump to przede wszystkim historia o jenie. Para USD/JPY utrzymuje się w rejonie 159 jenów za dolara – czyli w strefie, w której Tokio historycznie sięgało po interwencje walutowe. Słaby jen dramatycznie podbija koszty importu energii, pogłębiając spiralę inflacyjną. Bank of America wskazywał już w styczniu na rosnące prawdopodobieństwo skoordynowanej interwencji japońsko-amerykańskiej, a rynek z uwagą śledzi każdy sygnał z Waszyngtonu w tej sprawie.

Bank Japonii, którego dwudniowe posiedzenie trwa właśnie w środę i czwartek (decyzja zostanie ogłoszona w czwartek rano czasu polskiego), niemal na pewno utrzyma stopy procentowe na poziomie 0,75 proc. – rynek wycenia to z 98-proc. prawdopodobieństwem. Jednocześnie sondaż Reutersa wskazuje, iż podwyżka do 1,00 proc. jest realna do końca czerwca. Problem w tym, iż zaostrzanie polityki pieniężnej w warunkach szoku podażowego z rynku ropy to klasyczny dylemat, przed którym stanęły już adekwatnie wszystkie duże banki centralne. jeżeli czwartkowe rozmowy w Waszyngtonie przyniosą jakiekolwiek sygnały dotyczące wsparcia dla japońskiej waluty, para USD/JPY może zareagować natychmiast i gwałtownie.

550 miliardów dolarów, które wiążą ręce i otwierają portfele

Fundamentem relacji handlowych Tokio-Waszyngton jest zawarte w lipcu 2025 roku porozumienie, na mocy którego Japonia zobowiązała się zainwestować 550 mld dolarów w strategiczne sektory amerykańskiej gospodarki w zamian za obniżenie ceł do 15 proc. Pierwsza transza – 36 mld dolarów ulokowanych w projekty gazowe, LNG i surowce krytyczne – została ogłoszona w lutym. Teraz oba rządy pracują nad drugą rundą, która ma objąć również projekt w energetyce jądrowej.

Realizacja tego pakietu ma bezpośrednie przełożenie na tokijską giełdę. Nikkei 225 w środowej sesji azjatyckiej zyskał ponad 2,5 proc., wspinając się na poziom powyżej 55 000 punktów. Japońskie koncerny energetyczne i konglomeraty przemysłowe wyraźnie reagują na każdą informację o postępach w negocjacjach inwestycyjnych. Z drugiej strony – brak konkretów mógłby gwałtownie sprowadzić indeks z powrotem w okolice marcowych minimów.

Okręty, satelity i „Złota Kopuła”

Osobnym wątkiem rozmów będzie bezpieczeństwo – i tu sprawy stają się naprawdę skomplikowane. Trump od początku konfliktu z Iranem naciska na sojuszników, by wysłali okręty wojenne do Cieśniny Ormuz. Takaichi w poniedziałek powiedziała w parlamencie, iż Tokio nie planuje na razie wysyłki jednostek Sił Samoobrony. Dzień później jednak złagodziła ton, deklarując, iż rząd „energicznie bada opcje w ramach obowiązującego prawa”. Japońska konstytucja wciąż ogranicza możliwości działań militarnych za granicą i premier balansuje między presją Waszyngtonu a pacyfistycznym kręgosłupem własnej polityki zagranicznej.

Takaichi ma jednak w zanadrzu propozycję, która może zrobić wrażenie na Trumpie: włączenie Japonii w program „Golden Dome” – amerykański system obrony przeciwrakietowej wzorowany na izraelskim Iron Dome. Tokio dysponuje siecią satelitów śledzących obiekty w ruchu, która ma zostać ukończona w ciągu dwóch lat. Mogłoby wnieść ją do wspólnego projektu, zyskując w zamian dostęp do najnowocześniejszej tarczy antyrakietowej. Japoński budżet obronny na rok fiskalny 2026 wzrósł o 9,4 proc. i zmierza ku osiągnięciu pułapu 2 proc. PKB – dwa lata wcześniej niż pierwotnie zakładano. Dla sektora zbrojeniowego i technologicznego to konkretny strumień pieniędzy.

Cień Pekinu nad Białym Domem

Jest jeszcze jeden powód, dla którego czwartkowe spotkanie ma tak duże znaczenie. Będzie to ostatnia okazja do bezpośredniej rozmowy Takaichi z Trumpem, zanim amerykański prezydent uda się pod koniec marca do Pekinu na spotkanie z Xi Jinpingiem. Relacje Tokio-Pekin gwałtownie się pogorszyły po listopadowych wypowiedziach japońskiej premier w parlamencie, w których określiła ewentualny chiński atak na Tajwan mianem „sytuacji zagrożenia egzystencjalnego” uprawniającej Siły Samoobrony do wspierania USA. Chiny odpowiedziały kampanią informacyjną wymierzoną w Japonię.

Co istotne, nowa amerykańska Strategia Bezpieczeństwa Narodowego nie określa już Chin jako „strategicznego konkurenta”, koncentrując się na półkuli zachodniej. Dla Tokio to niepokojący sygnał. Takaichi będzie więc próbowała wyciągnąć od Trumpa twarde zapewnienie, iż sojusz nie padnie ofiarą zbliżenia Waszyngton-Pekin. Każdy komunikat w tej sprawie może wpłynąć na wycenę japońskich aktywów i percepcję ryzyka geopolitycznego w całym regionie Azji i Pacyfiku.

Co z tego wynika dla inwestorów

Środa i czwartek to na rynkach prawdziwy maraton. Oprócz szczytu Takaichi-Trump inwestorzy czekają na dzisiejszy komunikat Rezerwy Federalnej (godz. 19:00 czasu polskiego, konferencja Powella o 19:30), a w czwartek na decyzje Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii i Banku Japonii – trzy komunikaty w ciągu jednego dnia. Wszystkie te instytucje z wysokim prawdopodobieństwem utrzymają stopy bez zmian, ale ton wypowiedzi – zwłaszcza odnośnie do ryzyka inflacyjnego związanego z szokiem naftowym – może przebudować oczekiwania rynkowe co do ścieżki stóp procentowych w drugiej połowie roku.

Wynik waszyngtońskich rozmów wpisuje się w tę układankę jako jeden z wielu, ale potencjalnie istotnych elementów. jeżeli Takaichi wróci do Tokio z konkretnymi ustaleniami – nowa transza inwestycyjna, postęp w sprawie Golden Dome, choćby sygnał poparcia dla stabilizacji jena – rynki mogą potraktować to jako redukcję jednego z wielu źródeł niepewności. jeżeli natomiast spotkanie zakończy się wyłącznie dyplomatycznymi ogólnikami, a Iran, ropa i jen pozostaną pytaniami bez odpowiedzi, presja na japońskie aktywa najpewniej się nasili. A w dzisiejszych warunkach – przy ropie powyżej 100 dolarów, Brencie wciąż nieprzewidywalnym i bankach centralnych stojących w rozkroku między inflacją a recesją – każdy taki brak odpowiedzi kosztuje.

Źródła: Reuters, The Japan Times

Idź do oryginalnego materiału