Teksańska ropa pod presją geologii

1 miesiąc temu

W Basenie Permskim w USA narasta problem zagospodarowania odpadów powstających przy wydobyciu ropy metodą łupkową. Firmy energetyczne wtłaczają pod ziemię coraz większe ilości ścieków pod rosnącym ciśnieniem, co zwiększa ryzyko jej wydostania się na powierzchnię lub skażenia wód pitnych.

Firmy wydobywcze działające w największym zagłębiu naftowym Stanów Zjednoczonych, obejmującym zachodni Teksas i Nowy Meksyk, które odpowiada za niecałą połowę krajowego wydobycia ropy, generują jednocześnie ogromne ilości silnie zasolonej i toksycznej wody. Jest to bezpośrednią konsekwencją specyfiki eksploatacji złóż metodą łupkową, wymagającej wtłaczania tych płynów z powrotem do formacji geologicznych.

Amerykański dziennik Wall Street Journal podaje, iż część instalacji służących do ich gromadzenia jest już bliska przepełnienia, mimo to praktyka pompowania ścieków do skał przez cały czas trwa.

– To jedna z kwestii, która nie daje mi spać po nocach – powiedział Greg Perrin, dyrektor generalny okręgu ochrony wód podziemnych w hrabstwie Reeves w Teksasie, gdzie trafiają jedne z największych ilości tego typu odpadów.

Bezpośrednie zagrożenie

Analiza danych geologicznych, na które powołuje się „Wall Street Journal”, sugeruje, iż znaczna część Basenu Permskiego (Permian Basin) zbliża się do granicy utraty stabilności formacji geologicznych, które uformowały to złoże ropy.

W newralgicznych częściach regionu ciśnienie w formacjach, do których wtłaczane są odpady, sięga choćby 0,16 bara, przy czym już przekroczenie poziomu 0,11 bara istotnie podnosi ryzyko przedostania się płynów na powierzchnię oraz skażenia zasobów wody pitnej.

– Kluczowa jest stabilna, geologicznie szczelna struktura, która będzie funkcjonować zgodnie z przyjętymi założeniami. W przeciwnym razie grozi nam kosztowny chaos, którego konsekwencje mieszkańcy Teksasu mogą odczuwać przez całe pokolenia – podkreślił Adam Peltz z organizacji Environmental Defense Fund.

Stanowe władze Teksasu zapewniają, iż monitorują sytuację, także przy użyciu danych satelitarnych, i zapowiadają ograniczenie ilości zatłaczanych ścieków. Choć przeniesienie ich do płytszych warstw zmniejszyło liczbę wstrząsów sejsmicznych, doprowadziło jednocześnie do nowych problemów, takich jak wycieki przez stare, opuszczone odwierty, co nasila obawy o bezpieczeństwo wód gruntowych.

Na każdą wydobytą baryłkę surowca w Teksasie przypada do tego celu zużycie średnio aż czterech baryłek wody.

Droga walka z wyciekami

W maju na prywatnej posesji jednej z mieszkanek hrabstwa Pecos doszło do niekontrolowanego wypływu silnie zasolonej wody z odwiertu, który z dużą siłą wybił na powierzchnię. Opanowanie sytuacji zajęło władzom stanowymi blisko cztery miesiące i pochłonęło około 350 tysięcy dolarów.

– jeżeli dojdzie do rozszczelnienia warstwy, z której czerpiemy wodę choćby dla zwierząt, może to z dnia na dzień oznaczać bankructwo – ostrzegł Brad Gholson, ranczer i właściciel firmy Reeves County Feed & Supply w Pecos.

Firma Exxon Mobil przekazała minionej wiosny, iż rozpoczęła testy pływających parowników, szukając alternatywnych sposobów zagospodarowania ogromnych ilości wody powstającej przy wydobyciu ropy w Basenie Permskim.

– Do rozwiązania problemu wody odpadowej towarzyszącej wydobyciu potrzebny jest projekt o skali porównywalnej z tym, który niegdyś doprowadził do powstania broni jądrowej – stwierdził Kirk Edwards, menedżer z branży naftowej i były szef Permian Basin Petroleum Association.

Tomasz Winiarski

Idź do oryginalnego materiału