Wsiadasz sobie do auta, a ono samo jedzie do celu. Autonomiczna jazda to dziś nie jest żadne science fiction. To rewolucja, która puka do drzwi! Tesla z Full Self-Driving, Waymo z precyzją technologią LiDAR, choćby chiński BYD. Wszyscy walczą, żeby to ich autonomiczne samochody wygrały wyścig o pierwszą gigantyczną zmianę od dekad o to jak się przemieszczamy.
Autonomiczne pojazdy nie tylko zmienią motoryzację. Wywrócą do góry nogami całą gospodarkę. Będzie taniej, będzie szybciej, będzie bezpieczniej. Dla inwestorów to z kolei ogromny rollercoaster. Kto wygra w tym wyścigu? Opowiem Wam o co w tej całej autonomicznej jeździe chodzi i jak można na tym wszystkim zarobić.
Ten sektor zmieni świat! Dlaczego i jak inwestuję w autonomiczne samochody?
Załóż konto na Freedom24 i odbierz od 3 do 20 darmowych akcji o wartości choćby 800 USD każda!
Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://bit.ly/darmowe-akcje-freedom
Wprowadzenie do autonomicznej jazdy
Jazda autonomiczna umożliwia samochodom poruszanie się bez konieczności ingerencji kierowcy. Wszystko dzięki wykorzystaniu zaawansowanych czujników, kamer oraz oprogramowania, które analizuje otoczenie, podejmuje decyzje i steruje pojazdem w czasie rzeczywistym.
Technologia rozwija się stopniowo, redukując stopień zaangażowania człowieka i dzieli się na 5 kluczowych poziomów:
- Poziom 1 i 2: Systemy wspomagające kierowcę, kontrolujące kierowanie, przyspieszanie i hamowanie, ale wymagające jego pełnej uwagi.
- Poziom 3: Pojazd może samodzielnie prowadzić w określonych warunkach, jednak kierowca musi być gotowy do interwencji.
- Poziom 4: Samochód jest w stanie samodzielnie zarządzać ruchem w wyznaczonych obszarach, ale możliwa jest ręczna kontrola.
- Poziom 5: Pełna autonomia bez potrzeby ingerencji człowieka i bez tradycyjnych elementów sterujących.

Obecny stan technologii i certyfikacje
Obecnie wielu producentów koncentruje się na poziomach 2 i 3. Przykłady takich systemów to Tesla Autopilot z „Full Self-Driving”, Audi „Traffic Jam Assist” i BMW „Extended Traffic Jam Assistant”. Wraz z przejściem do poziomu 3 i wyżej, odpowiedzialność za jazdę przechodzi na pojazd, a producenci są zobowiązani do uzyskania oficjalnych certyfikatów.
Przykładem jest system „Drive Pilot” Mercedesa, który jako pierwszy w USA uzyskał zezwolenie na autonomiczną jazdę na autostradach przy określonych prędkościach.
Do 2034 roku ABI Research przewiduje, iż 11,8 miliona pojazdów będzie wyposażonych w systemy autonomiczne na poziomie 3 i 4, umożliwiające częściową jazdę bez nadzoru. Technologie te będą głównie wspierać kierowców na autostradach, choć ich działanie przez cały czas pozostanie ograniczone do określonych warunków drogowych.
W tym samym okresie rynek robotaksówek stopniowo przejdzie z fazy prototypowej do komercyjnej, początkowo w ramach wybranych programów o ograniczonej liczbie pasażerów i na wyznaczonych obszarach.

Tesla – lider czy obietnica bez pokrycia?
Tesla, jedna z czołowych firm rozwijających autonomiczne pojazdy, już umożliwia korzystanie z zaawansowanych systemów autonomicznych w USA i przygotowuje aktualizację systemu dla klientów w Chinach, która wprowadzi funkcje wspomagania kierowcy analogiczne do systemu Full Self-Driving dostępnego w Stanach Zjednoczonych.
Dzięki tej aktualizacji właściciele Tesli w Chinach będą mogli korzystać z funkcji autonomicznej jazdy. System poprowadzi pojazd do zjazdów i skrzyżowań, rozpoznaje sygnalizację świetlną, wykonuje zakręty oraz zarządza zmianą pasa ruchu i prędkością.
Pierwsza wersja Beta FSD została uruchomiona w 2020 roku dla wybranych użytkowników w USA. W marcu 2024 roku Tesla przestała używać określenia „beta” i zaczęła stosować termin „FSD supervised”, podkreślając, iż mimo nazwy, system przez cały czas wymaga stałego nadzoru kierowcy i nie oferuje pełnej autonomii – przynajmniej na razie.
Podczas ostatniej konferencji wynikowej Musk zapowiedział, iż nowa wersja FSD, działająca już bez nadzoru kierowcy, pojawi się do czerwca bieżącego roku. Dodał, iż nienadzorowana funkcja Full Self-Driving zostanie wdrożona jako płatna usługa w Austin do czerwca 2025 roku, a następnie będzie stopniowo rozszerzana na cały rynek amerykański. W międzyczasie wewnętrzna flota Tesli już teraz działa autonomicznie w fabrykach w Fremont i Teksasie, gdzie testowane są najnowsze wersje systemu FSD.
Według szacunków Muska, pojazdy autonomiczne mogą zwiększyć czas użytkowania samochodu osobowego z około 10 godzin tygodniowo do 50 godzin tygodniowo, co oznacza 5-krotny wzrost efektywności wykorzystania. Taki wzrost użyteczności stanowi ogromną szansę na wzrost przychodów, m.in. poprzez usługi przewozowe, transport towarów oraz inne zastosowania pojazdów autonomicznych.

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Waymo – precyzja zamiast szybkości
Tesla to jednak nie jedyna spółka, która ostrzy sobie, zęby na potencjał sektora. Waymo, należąca do Google, ogłosiło plany rozszerzenia testów swojej technologii samojezdnych pojazdów na ponad 10 nowych miast w 2025 roku.
Oprócz trwających testów w Michigan, północnej części stanu Nowy Jork oraz Tokio, Waymo planuje rozpocząć próby w San Diego i Las Vegas, a kolejne miasta zostaną ogłoszone w przyszłości.
Waymo zamierza wysyłać niecałe 10 pojazdów do każdego miasta, gdzie będą one testowane przez kilka miesięcy. Podczas tych testów za kierownicą będą znajdować się wyszkoleni specjaliści nadzorujący jazdę autonomiczną.
Pojedynek podejść – kamera kontra LiDAR
Obie spółki – Tesla i Waymo – prezentują zupełnie inne podejście do autonomicznej jazdy.
Tesla stawia na system oparty wyłącznie na kamerach, wierząc, iż same kamery, wspomagane przez zaawansowane sieci neuronowe, mogą osiągnąć pełną autonomię. To elegancka koncepcja, bo końcu ludzie prowadzą, używając głównie wzroku, więc dlaczego maszyny nie miałyby robić tego samego?
Waymo natomiast stosuje podejście wieloczujnikowe, łącząc kamery, LiDAR i radar, aby uzyskać precyzyjny obraz otoczenia. Ich pojazdy tworzą cyfrowe mapy o milimetrowej dokładności, co pozwala w teorii lepiej poruszać się w skomplikowanych warunkach.
Tesla, mimo nazwy „Full Self-Driving”, wciąż działa na poziomie 2 – co oznacza, iż samochód może kontrolować kierowanie i prędkość, ale kierowca musi być cały czas gotowy do przejęcia sterów. Można to porównać do zdolnego, ale wciąż niedoświadczonego ucznia, który wymaga stałego nadzoru.
Waymo osiągnęło poziom 4 ale tylko w określonych strefach, co oznacza, iż ich pojazdy mogą jeździć całkowicie autonomicznie, ale wyłącznie w bardzo dokładnie zmapowanych obszarach. To bardziej jak doświadczony kierowca, który świetnie sobie radzi, ale tylko na znanym sobie terenie.
To pokazuje, iż samo osiągnięcie konkretnego poziomu nie definiuje jeszcze zwycięstwa w całym wyścigu o rynek autonomicznych pojazdów.
Tesla rozwija autonomiczną jazdę poprzez zbieranie danych z milionów pojazdów na drogach, analizując ich zachowanie i dostosowując oprogramowanie w kolejnych aktualizacjach. To strategia bazująca na szybkim wdrażaniu i iteracji – im więcej samochodów korzysta z systemu, tym więcej danych do nauki.
Waymo stosuje bardziej konserwatywne podejście, dokładnie mapując i testując konkretne obszary, zanim pozwoli swoim pojazdom działać w pełni autonomicznie. Oznacza to wolniejszą ekspansję, ale również mniejszą liczbę błędów i bardziej przewidywalne działanie systemu. Efekt jest taki, iż Waymo jest w tej chwili dokładniejsze, ale wolniej się uczy. Tesla jest mniej dokładna, ale koszt jej nauki jest niższy.
Różnica przejawia się też w podejściu liderów obu zespołów. Elon Musk ma tendencje do obiecywania za dużo. Od 2015 roku regularnie obiecywał, iż niedługo kierowcy będą mogli spać podczas jazdy. Mimo zapowiedzi o robotaksówkach i pełnej autonomii do 2020 roku, Tesla FSD wciąż pozostaje na poziomie 2. Waymo działa wolniej i podchodzi do tematu mniej entuzjastycznie.
Tak czy inaczej, obie technologie napotykają jeszcze trudności. Szczególnie w trudnych warunkach atmosferycznych. System Tesli, bazujący na kamerach, może mieć problem w gęstej mgle, ulewnym deszczu czy śniegu. Waymo, dzięki LiDAR-owi i radarowi, teoretycznie radzi sobie lepiej, ale wiąże się to z wyższymi kosztami i ograniczeniami w szybkim wdrażaniu systemu.
Jak wiadomo czas, to pieniądz i firma, która pierwsza zdobędzie klientów, może być przez wiele lat trudna do zdetronizowania, choćby jeżeli jej produkty nie będą idealne.
Chińska ofensywa autonomii
Swoje autonomiczne pojazdy intensywnie rozwijają też Chińczycy. Chińskie firmy, będące liderami rynku elektryków również intensywnie rozwijają technologie autonomicznej jazdy. W tej branży kluczowymi graczami są m.in. Huawei, Xpeng oraz BYD, który do wyścigu o autonomię dołączył stosunkowo późno.
Do tej pory BYD koncentrowało się na szerokim portfolio modeli i agresywnej polityce cenowej, zdobywając rynek, ale nie było kojarzone z zaawansowanymi systemami wspomagania kierowcy. Jednak firma coraz mocniej inwestuje w tę technologię, zdając sobie sprawę, iż wojna cenowa nie może trwać wiecznie.
BYD wykorzystuje swoją ogromną skalę produkcji, zdolność do integracji technologii wewnętrznych oraz efekt późnego wejścia na rynek, ucząc się na błędach konkurencji.
Firma oferuje swój system „God’s eye” w szerokiej gamie pojazdów. BYD obiera taktykę „demokratyzacji” zaawansowanych systemów wspomagania kierowcy poprzez wprowadzenie technologii choćby do swoich najtańszych modeli.
Przez lata funkcje takie jak asystent pasa ruchu czy adaptacyjny tempomat były zarezerwowane dla modeli ze średniej i wyższej półki, stanowiąc najważniejszy wyróżnik dla producentów w podziale na klientów masowych i tych gotowych zapłacić więcej za inteligentne dodatki oraz nowoczesne technologie.
Tesla dalej utrzymuje strategię premium w zakresie zaawansowanych funkcji wspomagania kierowcy, pobierając w Chinach 32 000 juanów za pakiet Enhanced Autopilot w modelach Model 3 i Model Y, których ceny startowe wynoszą 235 000 juanów. Pełna funkcja autonomicznej jazdy FSD Tesli kosztuje 64 000 juanów.
To podejście znacznie kontrastuje z nową strategią BYD, gdzie za kwotę kilka wyższą od samej tylko ceny FSD Tesli (69 800 juanów) można już kupić hatchbacka Seagull wyposażonego już w system autonomiczny „God’s eye”.
Takie masowe podejście do wdrażania systemów AV daje firmie przewagę nad konkurentami w zakresie negocjowania cen komponentów, sensorów, kamer, chipów i innych kluczowych elementów systemów autonomicznej jazdy.
Jak widać, wiele firm na potęgę inwestuje w rozwój technologii autonomicznej jazdy, ale czy ten rynek rzeczywiście okaże się hitem?
Wg portalu Statista prognozy sugerują, iż do 2030 roku rynek pojazdów autonomicznych powiększy się prawie 7-krotnie, a wzrost pod koniec dekady ma tylko przyśpieszyć, co sugeruje, iż jesteśmy w tej chwili na wczesny etap rozwoju technologii.

Autonomia jako nowy sposób konsumpcji czasu
Ale prognozy prognozami, a jakie korzyści może przynieść autonomiczna jazda całej gospodarce i konsumentom?
Pierwsze co przychodzi do głowy, to fakt, iż wdrożenie autonomicznej jazdy może zmienić diametralnie nawyki konsumenckie. Do tego stopnia, iż w efekcie może poprawić wyniki finansowe branży streamingowej oraz branży gier wideo. Dotychczasowi kierowcy, zamiast marnować czas na nużącej i bezproduktywnej jeździe, będą mogli się zrelaksować i obejrzeć odcinek serialu, film, albo choćby pograć na wbudowanej w pojazd konsoli do gier.
Już wyobrażam sobie walkę producentów konsol o to, żeby to właśnie ich sprzed był instalowany w konkretnym modelu samochodu. Play Station w Waymo i Xbox w Tesli. Czemu nie?
W czasie podróży będzie można też swobodnie pracować: wypełniać tabelki w Excelu, tworzyć prezentacje w Power Point-cie, odbywać telekonferencje, odpisywać na maile, projektować infrastrukturę w AutoCadzie, czy pisać raporty.
Autonomiczna jazda jako transformacja społeczna
To tak naprawdę jednak dopiero wierzchołek góry lodowej. Autonomiczne pojazdy zmniejszą ryzyko wypadków, co może obniżyć koszty napraw i składek ubezpieczeniowych.
Algorytmy optymalizujące jazdę, unikają gwałtownych przyspieszeń i hamowań, co prowadzi do oszczędności na paliwie/energii elektrycznej. Znów mniejsze koszty.
Popularność autonomicznych taksówek czy pojazdów na żądanie może zmniejszyć potrzebę posiadania samochodu, co eliminuje wydatki na zakup, serwis i amortyzację. Już teraz obserwujemy w wielu dziadzinach życie trend przechodzenia usług na model subskrypcyjny. Bardzo możliwe, iż transport czeka to samo. Zamiast posiadać auto będziemy wykupować prawo do przejazdów w danym regionie, a w mniej zurbanizowanych terenach na przykład subskrybować sam samochód, który będzie nam wypożyczany.
Może to też poprawić sytuację z miejscami parkingowymi w centrach miast, bo jeżeli będziemy korzystać głównie z robotaksówek, które nas odstawiają i szukają nowego klienta, to auta będą w ciągłym ruchu, zamiast stać przez większość doby na miejscu parkingowym.
Kolejnym aspektem obniżania kosztów są systemy, które będą optymalizować trasy, unikając korków i wybierając najbardziej efektywne drogi. Dzięki temu cały ruch zostanie bardziej optymalnie rozłożony w czasie i przestrzeni. Dzięki temu mniej godzin spędzimy, czekając w korkach. To prowadzi też do mniejszych zanieczyszczeń powietrza, bo łączy się z ograniczonym zużyciem energii.
Dla branży logistycznej jazda autonomiczna, to oszczędność wynikająca z braku potrzeby zatrudniania kierowców. Podobnie w przypadku rynku przewozów osobowych. Wszelkie taksówki i Ubery mogą w dużym stopniu zostać pozbawione kierowców.
Mógłbym tak wymieniać jeszcze długo, bo wszystkie konsekwencje i przemiany społeczno-gospodarcze, jakie za tym pójdą, są tak rozległe, iż prawdopodobnie wiele z nich jeszcze nam choćby nie przychodzi do głowy. Pomyślcie tylko o tym. Od w zasadzie kilkudziesięciu lat świat idzie do przodu, a w zakresie przejazdów na drogach wszystko wygląda tak samo. Teraz jest szansa na zmianę.
Podsumowując jednak ten wywód i odpowiadając na pytanie z tytułu tego materiału czy jazda autonomiczna będzie hitem? Zdecydowanie Tak!
Niesie ona zalety zarówno z perspektywy biznesu, który zoptymalizuje koszty, konsumentów, którzy zyskają więcej wolnego czasu w rozrywkę, jak i ekologii, bo algorytmy pozwolą na ograniczenie zużycia paliwa i energii.
Przyszłość Tesli i autonomii w oczach inwestorów
W FSD Tesli drzemie ogromny potencjał tej spółki. Wielu inwestorów straszy dziś jej kosmiczną wyceną i mówi o tym, iż to przecież bańka! Tak, z jednej strony wycena Tesli rzeczywiście jest bardzo wymagająca, ale tylko jeżeli patrzymy na nią przez pryzmat producenta samochodów. P/E wynosi prawie 150, a EV/EBITDA ponad 70. Gdyby Tesla była zwykłym producentem samochodów, to wręcz niewyobrażalna wycena.

Ale Tesla nie jest jedynie producentem samochodów. To w zasadzie firma z sektora AI & Robotics.
W tym zakresie Tesla jest wyceniana trochę, jak start-up. Dla akcjonariuszy nie liczą się obecne zyski (przynajmniej nie jest to aż tak istotne). Liczy się rozwój projektów i wycena prawdopodobieństwo tego, iż to Tesla będzie rozdawała w tych projektach karty.
Jeśli postępy z FSD rzeczywiście zaczną się materializować w tym roku, to model subskrypcji FSD za 99 dolarów miesięcznie może przynieść spółce ogromny wzrost przychodów. Nie mówiąc już o całkowicie nowej nodze biznesu, jaka może stać się robotaxi.
Jednak, żeby utrzymać wyceną, Tesla w nadchodzących latach będzie musiał zdać kilka testów i dowieźć kilka obietnic. jeżeli to się uda, to wysoka wycena ma szansę poszybować jeszcze wyżej. Tak samo, jak może się załamać, jeżeli spółka zawiedzie.
Po pierwsze omawiane już dziś pierwsze testy autonomicznych pojazdów bez nadzoru w Austin w czerwcu.
Po drugie w 2025 roku tesla planuje również uruchomić robotaxi w Kalifornii.
Po trzecie Cybercab, czyli w pełni autonomiczna taksówka ma wejść do produkcji w 2026 roku.
Wszystkie te zapowiedzi sprawiają, iż optymistyczne prognozy dla Tesli przewidują wzrost zysków w ciągu najbliższych czterech lat na poziomie od 43 do 74%!

Dla porównania konsensu prognoz zakłada, iż ten wzrost wyniesie od 18 do 36%. To pokazuje, jak olbrzymie potrafią być różnice w oczekiwaniach wobec spółki, która jest na tak wczesnym etapie wdrażania jakiejś technologii.
Właśnie z tego powodu wycena może odlatywać w kosmos, a tak naprawdę nie być droga jednocześnie. Po prostu ciężko oszacować rzeczywisty potencjał rynku autonomicznych pojazdów i więcej tutaj opiera się na samej narracji aniżeli na rzeczywistych wskaźnikach finansowych.

Tesla jest więc dziś tak naprawdę bardzo ryzykownym zakładem, ale o potencjalnie ogromnej stopie zwrotu.
Czy to naprawdę rewolucja?
Niezależnie od tego, jak potoczy się przyszłość autonomicznych pojazdów – czy Tesla wygra ten wyścig, kiedy ostatecznie uda się wdrożyć nowy system FSD i czy producenci konsol zdecydują się na współpracę, montując swój sprzęt w autonomicznych samochodach – jedno jest niemal pewne. Ta technologia osiągnęła już taki poziom rozwoju i niesie ze sobą tyle korzyści, iż nie ma odwrotu. Za kilkanaście lat większość z nas prawdopodobnie będzie podróżować samochodami, które prowadzą się same!
Załóż konto na Freedom24 i odbierz od 3 do 20 darmowych akcji o wartości choćby 800 USD każda!
Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://bit.ly/darmowe-akcje-freedom
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk