Publikujemy przemówienie, które wygłosił Tomasz Wróblewski, prezes WEI podczas naszej konferencji „Nations First Forum. Perspektywy współpracy transatlantyckiej i przyszłość narodów”:
Data, miejsce i czas naszej konferencji nie są przypadkowe. Cztery lata temu Rosja zaatakowała Ukrainę. Data oznacza niezłomność ukraińskiego narodu, przykładowy pokaz polskiej solidarności, ale także barbarzyńskie zachowanie rosyjskich żołnierzy naznaczone zbrodniami kwalifikującymi się na ludobójstwo. Dziś z perspektywy tych czterech lat wiemy coś więcej. Wiemy, iż ta wojna uruchomiła trudny proces globalnej transformacji. Podczas ostatniej konferencji w Monachium dosadnie podsumowanej przez Sekretarza Marca Rubio „Stary porządek świata się skończył”.
To zostawia nas z mnóstwem pytań, na które nie mamy jeszcze dobrych odpowiedzi. Ale na jedno pytanie nie musimy już odpowiadać – wiemy, iż ład, który tak hołubiliśmy, już nie istnieje. Polska była jednym z największych beneficjentów globalizacji. Z kraju trzeciego świata awansowaliśmy na dwudzieste miejsce najbogatszych państw na świecie. Dobrze wykorzystaliśmy ten czas, tamten porządek rzeczy. Czasu nie da się zawrócić. Teraz musimy się nauczyć jak poruszać się w tym nowym świecie.
Sam tytuł tej konferencji Nations First ma być pewnym wskazaniem. Dla niektórych może zabrzmi jak program polityczny, ale to nie jest program. To jest symptom. Organiczna, oddolna reakcja zachodnich społeczeństw na niezdolność ponadnarodowych struktur do zaadresowania fundamentalnych pytań – o bezpieczeństwo naszych granic, o bezpieczeństwo energetyczne, o bezpieczeństwo na ulicach europejskich miast, pytań o wolność słowa. I oczywiście o kondycję naszej demokracji.
I im bardziej oddalamy się od oryginalnego znaczenia wartości, na których budowany był zachodni świat, tym gorzej na tym wychodzimy. Jako obywatele i jako wspólnota. Wartości, o których mówię, to honorowanie decyzji wyborców, niezależnie od tego, co sądzimy o samym wyborze. Mówię o ochronie wolności słowa, niezależnie od tego, jak bardzo czasem ranią nas te słowa. Mówię o gospodarce, która służy bogactwu narodów, a nie abstrakcyjnym dogmatom ideologów. Mówię o państwie, gdzie prawo obywatela stoi ponad prawem tych, którzy lekceważą nienaruszalność granic.

Im bardziej oddalamy się od tych fundamentów, tym mniej przypominamy wspólnotę, a coraz bardziej zwalczające się plemiona. Absolwenci naszych uczelni więcej mają w sobie złości niż kompetencji koniecznych na rynku pracy. Media zamiast tworzyć płaszczyznę dialogu, stają się narzędziem do jeszcze większej polaryzacji. Efektem, jak łatwo było przewidzieć, jest chaos, zagubienie, poczucie zagrożenia i niezdolność do radzenia sobie z wyzwaniami.
Po stronie liberalnych elit obserwujemy irracjonalną agresję wobec tych, którzy te frustracje artykułują. Im słabiej sobie radzimy z wyzwaniami, tym częściej słyszymy nawoływania do suwerenności, które z suwerennością mają kilka wspólnego, natomiast mają wszystkie cechy izolacjonizmu. Bo prawdziwa suwerenność to niezależność finansowa, prawdziwa suwerenność to silny własny przemysł. To własne technologie, własne łańcuchy dostaw. To odporność na krytykę, a nie tworzenie kordonów sanitarnych wokół tych, którzy głośno mówią o naszych słabościach.
Obserwuję proces, który nazywam „latynizacją myślenia”, coś, co pamiętam z Ameryki Południowej. Porażająca przepaść między retoryką odgrażania się a rzeczywistością. Antyamerykanizm stał się nowym opium liberalnych mediów i polityków. W swojej żarliwości nie dostrzegają irracjonalności tej narracji. Kiedy politycy straszą, iż w odpowiedzi na sankcje będą wyprzedawać amerykańskie obligacje, Europejczycy prywatnie kupują historycznie dużo amerykańskich obligacji i instrumentów finansowych. Suwerenność cyfrowa – to jeden ze sztandarowych postulatów Unii Europejskiej, a w rzeczywistości nasze gospodarki, nasze bezpieczeństwo i nasza przyszłość są dziś coraz bardziej zdane na amerykańską chmurę czy sztuczną inteligencję. 83 proc. wydatków na chmurę w Europie trafia do amerykańskich gigantów, a 92 proc. wszystkich naszych danych przetwarzana jest przez dostawców z USA.
Suwerenność obronna? Popatrzcie na liczby – obserwujemy historyczny, trzydziestopięcioprocentowy wzrost zakupów broni w Stanach Zjednoczonych, co dotyczy praktycznie wszystkich państw europejskich. USA odpowiadają za 64 proc. dostaw uzbrojenia do Unii Europejskiej.
A kiedy już bardzo chcemy wyładować swoje frustracje, to na złość Ameryce cenzurujemy własnych obywateli korzystających z amerykańskich platform albo uzależniamy się od chińskich paneli, baterii i farmaceutycznych substancji czynnych. To jest właśnie „latynizacja” – suwerenność jako spektakl, uzależnienie jako praktyka.
To naturalne, iż ludzie przywykli do określonego porządku świata, do wygody i poczucia bezpieczeństwa, postrzegają zmianę jako coś nikczemnego. Tworzenie nowych norm, wychodzenie ze strefy komfortu, zawsze wiąże się z wyrzeczeniami i o ile pozostaje nie uświadomione, wydaje nam się krzywdzące. Krzywda, za którą kogoś musimy winić i na kimś wyładowywać swoje frustracje.

Europa pewnie doznaje tu największego na świecie szoku poznawczego. Wychodzi ze strefy komfortu, jakiej nie miał żaden kontynent, żaden naród w najnowszej historii. Szczególnie bolesne to musi być dla środowisk liberalnych żyjących w błogim przekonaniu, iż stworzyli świat doskonały. Tak doskonały, iż miał trwać wiecznie. Dlatego nasz problem nie polega na tym, iż stary porządek upada. Porządki upadają, to normalny bieg historii. Problem polega na tym, iż zbyt długo oszukiwaliśmy się i zagłuszaliśmy głosy, które ostrzegały nas, iż tak dalej się nie da. Zamroziliśmy wyobraźnię polityczną. Każda próba zakwestionowania status quo była piętnowana jako populizm, „nie liberalizm”, ekstremizm, zagrożenie dla demokracji. Ale zagrożeniem dla demokracji nie jest pytanie o jej przyszłość i odporność, zagrożeniem jest zagłuszanie odpowiedzi.
Cztery lata temu, skończył się świat, jaki znaliśmy. Świat, gdzie można było udawać, iż wszystko jest w porządku. Świat błogosławionej iluzji. Dzisiejsza konferencja nie będzie jeszcze jednym nostalgicznym użalaniem się nad upadkiem zachodniej cywilizacji i rozpadającym się porządkiem liberalnym. To ma być autentyczna, intelektualna kontrpropozycja na czasy chaosu, niepewności i utraty politycznej grawitacji.
Zacznijmy od początku, od tego, co sprawdzało się za każdym razem. Kiedy załamywał się świat, musieliśmy wracać do wartości fundamentalnych. Zacznijmy od odbudowy narodowych demokracji. Naród nie jako synonim wykluczenia, ale jako jedyny sprawdzony fundament trwałego pokoju wolności i wspólnoty państw.

1 dzień temu






