Tokio, mamy problem. Presja na obligacje spotęgowana wzrostem cen surowców

22 godzin temu

Gdy nieżyjący już Shinzo Abe po dojściu do władzy postanowił „zalać” gospodarkę pieniędzmi, przekonywał, iż ta polityka nie ma słabych stron. Faktycznie, wyrwał Japonię z kleszczy deflacji, ale być może obudził jeszcze większego wroga. Rosnące rentowności obligacji stają się dziś globalnym problemem mogącym zdestabilizować także inne rynki.

Rentowność 10-letnich obligacji japońskich dotarła do poziomu 2,8%, po raz ostatni obserwowanego w… 1996 roku. Jest tylko „drobny” niuans, wtedy relacja długu do PKB wynosiła 65%, dziś grubo powyżej 200%. Przez lata pomysłem Japończyków na pobudzenie gospodarki były zerowe stopy procentowe i ogromne wydatki publiczne. Oliwy do ognia dolał właśnie Abe, który stwierdził, iż trzeba „więcej tego samego”. W efekcie gospodarka zaczęła nominalnie rosnąć, ale zadłużenie jest gigantyczne, a obligacje i jen straciły walor bezpiecznych przystani. Dziś to Bank Japonii próbuje interweniować w obronie swojej waluty, co wydaje się coraz bardziej straceńczą misją. Japonia nie zbankrutuje spektakularnie w stylu Argentyny czy Grecji bo koniec końców rządowi pożyczają przede wszystkim sami Japończycy a nie zagraniczny kapitał, ale stała się dobitną lekcją na to, iż droga na skróty z jednej ślepej uliczki prowadzi na drugą ślepą uliczkę.

Presja na obligacje skarbowe

Natomiast problem nie dotyczy jedynie samej Japonii. Presja na obligacje została naturalnie spotęgowana wzrostem cen surowców w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie, aczkolwiek wszędzie ma charakter strukturalny, podobny do japońskiego tyle, iż nie w tak ekstremalnym zakresie. Paradoksalnie zaskakująco stabilna koniunktura może okazać się wrogiem inwestorów, gdyż zmusza banki centralne do reakcji w kierunku bardziej restrykcyjnej polityki, a ta z kolei nie służy rynkowi obligacji.

Z punktu widzenia globalnych rynków sytuacja robi się interesująca. Inwestorzy na giełdach już dawno przewrócili kartkę pt. Bliski Wschód, koncentrując się na sezonie wyników i rewolucji AI. Teraz jednak konsekwencje wojny mogą okazać się zbyt poważne, aby je przez cały czas ignorować. Finalnie, taniejący dług to też mniej kapitału dla wszystkich, w tym firm finansujących swoje inwestycje (także z obszaru AI).

Konsekwencje mogą dotknąć też złotego. Nie da się nie zauważyć, iż rentowności obligacji po pierwszej fali wzrostowej wróciły poniżej 5,5%, ale w tej chwili są ponownie powyżej 6% co przy obecnej skali deficytu zaczyna być niekomfortowe. Rada w tej sytuacji będzie musiała zapomnieć o obniżkach stóp procentowych, a wobec prawdopodobnych podwyżek w Europie, ten scenariusz staje się bardziej prawdopodobny i u nas.

Na razie wpływ na złotego jest nieduży i ma miejsce głównie przez EUR/USD. Dziś wieczorem czekają nas dwa ważne wydarzenia – protokół z ostatniego posiedzenia Fed pod wodzą Powella (20:00) oraz raport kwartalny Nvidii, symbolicznie zamykający sezon wyników (po zamknięciu rynków w USA). O godzinie 7:45 euro kosztuje 4,26 złotego, dolar 3,67 złotego, funt 4,91 złotego, zaś frank 4,65 złotego.

Źródło: dr Przemysław Kwiecień CFA, XTB

Idź do oryginalnego materiału