Tom Baldwin: człowiek który potrafił poruszyć rynkiem obligacji

5 godzin temu

„Najlepsi traderzy są pozbawieni ego. Żeby być wielkim spekulantem, należy mieć na tyle wielkie ego, by mieć do siebie zaufanie. Ale nie można doprowadzić do tego, żeby ono sprawiło, iż przegrasz” – mówił Tom Baldwin.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czemu Tom Baldwin handlował kontraktami na obligacje?
  • Jakich zasad trzymał się Baldwin?
  • Jaką największą stratę dzienną zanotował?
  • W czym pomagało mu palenie cygar?

W historii rynków finansowych pojawiają się od czasu do czasu inwestorzy, których nazwiska stają się synonimem instrumentów, którymi handlowali. Jesse Livermore stał się adekwatnie uosobieniem rynku akcji. George Soros stał się twarzą rynku walutowego po złamaniu Banku Anglii. W brutalnych realiach lat 80. Tom Baldwin stał się niekwestionowanym królem kontraktów terminowych na 30-letnie obligacje skarbowe USA (T-Bonds).

Moment, kto? Zapyta pewnie wielu z Was. Tom Baldwin. W Polsce jest on szerzej nieznany, ale w USA ma status legendy. Jego sylwetka została uwieczniona w klasycznej już pozycji Jacka Schwagera „Czarodzieje Rynku” („Market Wizards”).

Baldwin był niezależnym spekulantem operującym na własny rachunek, działającym na parkiecie Chicago Board of Trade, uzbrojonym jedynie we własny kapitał i instynkt. I dorobił się wielkiego majątku.

Obligacyjna dżungla

Aby zrozumieć skalę sukcesu Toma Baldwina, musimy najpierw poznać scenę, na którą wkroczył. Początek lat 80. XX wieku był w Stanach Zjednoczonych okresem tektonicznych przesunięć na rynku finansowym, które uczyniły z amerykańskiego rynku długu najbardziej interesujące miejsce dla traderów. Gdy Baldwin wchodził na parkiet w 1982 roku, Ameryka wciąż leczyła rany po dekadzie stagflacji. Paul Volcker, przewodniczący Rezerwy Federalnej, podjął historyczną decyzję o zdławieniu inflacji poprzez drastyczne podniesienie stóp procentowych. Stopy funduszy federalnych osiągnęły bezprecedensowy poziom 20% w 1981 roku.

Ta sytuacja miała dwa najważniejsze skutki dla traderów. Primo, pojawiła się ekstremalna zmienność na obligacjach, które są generalnie odwrotnie skorelowane ze stopami procentowymi. Gwałtowne zmiany w polityce monetarnej i niepewność co do przyszłej inflacji powodowały gigantyczne wahania cen obligacji skarbowych. Dla inwestora długoterminowego był to koszmar, a dla spekulanta takiego jak Baldwin – raj. Secundo, rząd USA emitował ogromne ilości długu, aby sfinansować deficyt budżetowy ery Ronalda Reagana, więc rynek stał się głęboki i płynny, przyciągając kapitał z całego świata. Na takim rynku można było spekulować do woli.

Warto pamiętać, iż jeszcze w latach 80. XX wieku parkiety wyglądały inaczej niż dziś. Traderzy i inwestorzy tłoczyli się na sali, a otwieranie i zamykanie pozycji było czasami wręcz wynikiem fizycznej walki. Musieli krzyczeć, gestykulować i przepychać się, aby zrealizować zlecenie. Inwestowanie wymagało nie tylko intelektu, ale i fizycznej wytrzymałości, siły głosu i charyzmy. W sercu tej dżungli Tom Baldwin odnalazł siebie i swoje powołanie do tradingu.

Baldwin przybył do Chicago po kilku kursach inwestycyjnych, z niedużym kapitałem. Miał w kieszeni ledwie około 25 tys. USD, z czego 2 tys. USD musiał wydać na miejsce na giełdzie. Jednak dźwignia finansowa obiecuje wiele. Baldwin nie miał mentora, uczył się na własnej skórze. Na początku chciał po prostu przetrwać. Handlował jednym lotem (pojedynczym kontraktem), ucząc się dyscypliny.

To, co wyróżniało Baldwina spośród tysięcy innych traderów na parkiecie, to unikalne połączenie agresji, intuicji i żelaznej dyscypliny. Był drapieżnikiem czytającym „taśmę” (tape reading). Łączył techniki skalpowania (precyzyjne wejścia) z pozycjonowaniem spekulacyjnym. Szukał ruchów rzędu kilku, kilkunastu punktów – jego średni zarobek to było kilka ticków. jeżeli rynek szedł po jego myśli, potrafił piramidować pozycję (dokładać do zyskownych transakcji), zamieniając krótki trejd w ogromny zakład.

Baldwin sukcesywnie powiększał swoje konto. W końcu doszedł do momentu, w którym potrafił otworzyć pozycję wartą nominalnie 200 mln USD. „Wall Street Journal” opisał go jako człowieka, który sam potrafi poruszyć rynkiem obligacji skarbowych. Po latach Baldwin stał się dolarowym multimilionerem.

Scalping, kontrarianizm i dyscyplina

Kluczowym elementem strategii Baldwina było działanie wbrew konsensusowi, szukanie wejść pod prąd. Był mistrzem w wyczuwaniu momentów, gdy tłum był zbyt mocno pewny swoich pozycji. Uważał, iż ludzie zawsze oczekują, iż rynek reaguje na newsy, jednak on czekał na reakcję. Brak wzrostu po dobrych wieściach był dla niego silniejszym sygnałem sprzedaży niż jakiekolwiek wskaźniki techniczne.

W wywiadzie dla Schwagera podzielił się swoimi obserwacjami na temat formowania się szczytów rynkowych. Podkreślał, iż jeżeli cena rośnie, ale wolumen spada, to paliwo w baku wyczerpuje się. jeżeli wolumen jest gigantyczny, ale cena stoi w miejscu, to „smart money” sprzedają dane aktywo w ręce „ulicy”, która kupuje nieświadoma zmiany trendu.

Baldwin przetrwał dekady na rynku także oczywiście dzięki żelaznej dyscyplinie. Podkreślał, iż nie powinno się trwać na stratnych pozycjach, a już na pewno ich nie powiększać. Uważał, iż trzymanie takiej pozycji to tkwienie w błędzie, co paraliżuje tradera psychicznie i finansowo. Strata to informacja, rynek mówi ci, iż się mylisz, więc profesjonalista akceptuje błąd i ucina stratę natychmiast – podkreślał Baldwin. Dodawał, iż sukces w tradingu nie polega na unikaniu strat, ale na ich akceptacji jako kosztu prowadzenia biznesu. Na łamach „Czarodziejów rynku” mówi tak:

„Najlepsi traderzy są pozbawieni ego. Żeby być wielkim spekulantem, należy mieć na tyle wielkie ego, by mieć do siebie zaufanie. Ale nie można doprowadzić do tego, żeby ono sprawiło, iż przegrasz. Należy schować własną dumę.”

Jednak on również nie ustrzegł się wielkich błędów. Każdy wielki trader ma w swojej biografii moment próby. Dla Baldwina był to marzec 1989 roku, a dokładnie środowy poranek, gdy rynek oczekiwał na wystąpienie Alana Greenspana, przewodniczącego Fed. Baldwin był spozycjonowany pod scenariusz wzrostu cen obligacji. Gdy Greenspan zaczął mówić, sugerując „jastrzębie” podejście do polityki pieniężnej, rynek obligacji załamał się. Ceny nie spadały płynnie, tylko runęły w przepaść. Baldwin zamknął dzień ze stratą 5 mln USD. Baldwin przyjął ten cios od rynku „na klatę” i potraktował ją jako bolesną lekcję.

Co tak naprawdę Baldwin sądził i tradingu? Uważał, iż to praca jak każda inna, i potrzebna jest w niej odrobina szczęścia, ale większość zysków trzeba sobie po prostu wypracować. Trzeba na nie zasłużyć w ten czy inny sposób. Tak oto mówił na łamach „Czarodziejów rynku”:

„Spekulacja to praca jak każda inna. Masz ciężko pracować, poświęcać swój czas, zaangażować się i kreować własne szczęście. Ja byłem szczęściarzem, bo pierwsza transakcja na 100 kontraktów okazała się zyskowna. Ale dlaczego nim byłem? Bo stałem tam [na parkiecie – przyp. red.] dzień w dzień przez 6 miesięcy, starając się rozumieć i czuć zachowania rynku. Kiedy pojawiła się okazja, nie wahałem się.”

6 zasad sukcesu według Toma Baldwina

Można stworzyć esencję zasad Toma Baldwina, która z pewnością będzie niezwykle przydatna dla wszystkich tradera. Oto ona.

1. Redukuj ryzyko

Celem działania tradera na rynku jest minimalizowanie ryzyka. Baldwin oparł swoją strategię na scalpingu, bowiem to umożliwało mu tracenie niewielkich kwot, jeżeli się pomylił.

2. W razie wątpliwości – czekaj

Cierpliwość to ważna cecha, której wielu ludziom brakuje – powtarzał Baldwin. Uważał, iż traderzy handlują zbyt dużo, otwierają zbyt wiele pozycji, nie wybierają swoich momentów wejścia wystarczająco selektywnie. Tymczasem trader przez większość czasu nie powinien nic robić – przypominał wielokrotnie Baldwin.

3. Nie skupiaj się na pieniądzach

Baldwin podkreślał, iż trader… nie można handlować dla pieniędzy. jeżeli skupi się na zerach na koncie, to popełnia wielki błąd. Ludzie bowiem lubią przeliczać w głowie kwoty na to co można za nie kupić – dom, samochód, wakacje. A to sprawia, iż tracą chłodny osąd sytuacji, nerwy im puszczają i zaczynają popełniać błędy. Nie można liczyć pieniędzy jako trader.

4. Wychodź z transakcji mądrze

Co ciekawe, Baldwin różni się nieco w podejściu do cięcia strat od takich słynnych traderów, jak Paul Tudor Jones czy Tom Basso. Otóż oni bezlitośnie ucinają straty, zwykle stosując sztywne zlecenia stop-loss. Tymczasem Baldwin przyjmuje bardziej subiektywne stanowisko, bowiem po podjęciu decyzji o zamknięciu pozycji czeka na odpowiedni moment, by wyjść po jak najlepszej cenie. Oczywiście, zastrzega iż jest to nieco ryzykowna strategia cięcia strat, bo niektóre pozycje idą cały czas w złym kierunku.

5. Planuj

Baldwin tak jak wielu innych legendarnych traderów podkreśla, iż trzeba mieć plan i różne scenariusze już przed zajęciem pozycji. Trader musi być przygotowany na wszystko i musi wiedzieć, co ma robić.

6. Schowaj ego do kieszeni

Baldwin podkreślał wiele razy, iż trader nie powinien mieć ego. To trudne, bo z drugiej strony musi mieć pewność siebie. Jednak ego potrafi stawać na drodze do puszczania zysków i cięcia strat. A szczególnie w tym drugim wariancie potrafi narozrabiać, tymczasem trader musi schować ego do kieszeni, przełknąć dumę i wyjść z rynku tracąc pieniądze, bo to tylko element jego zawodu.

Kim jest Tom Baldwin?

Jego pełne nazwisko to Lucian Thomas Baldwin III. Urodził się w 1956 roku. Ukończył Santa Clara University w Kalifornii, uzyskując tytuł magistra w dziedzinie agrobiznesu (Master’s in Agribusiness). Po uzyskaniu tytułu Baldwin pracował przy pakowaniu mięsa w firmie przetwórczej w Ohio. Za radą przyjaciela przeprowadził się do Chicago, a dysponując wiedzą o tradingu zdobytą na kilku kursach postanowił spróbować swoich sił jako trader.

W swojej karierze pełnił rolę prezesa Baldwin Group – spółki matki kilku firm świadczących usługi inwestycyjne i finansowe. W skład grupy wchodziły m.in. Baldwin Commodities (firma zajmująca się handlem na kontraktach terminowych na obligacje skarbowe) oraz Baldwin Managed Futures. W ostatnich latach firma ta działa głównie jako prywatny wehikuł inwestycyjny Baldwina.

W wywiadach Baldwin wspominał, iż podczas handlu wyrobił sobie z nerw nawyk palenia cygar, który stał się jego znakiem rozpoznawczym na parkiecie i poza nim. Palił cygara zawsze i wszędzie. Przyznawał, iż pomagało mu to w kontrolowaniu siebie i swoich emocji.

Swój majątek Baldwin przeznaczył na spokojne życie. Wiadomo, iż jest właścicielem Granot Loma – wielkiej posiadłości położonej na południowym brzegu Lake Superior w hrabstwie Marquette w stanie Michigan. Nabył ją w 1987 roku za 4,3 mln USD. Zbudowana została ona w latach 1919-1923 przez Louisa G. Kaufmana – bankiera, który sfinansował powstanie General Motors. Posiadłość obejmuje ponad 5 000 akrów ziemi (ok. 2 000 ha), linię brzegową jeziora, prywatną wyspę i marinę. Dom z bali ma około 2 400 mkw, 26 sypialni i 13 łazienek.

W ostatnich latach Granot Loma stała się ciężarem dla Baldwina i próbował on ją sprzedać, wystawił za 40 mln USD w 2015 roku, potem zszedł do 19,5 mln USD w 2019. Brak kupca zmusił go do szukania alternatywnych rozwiązań. W 2021 roku Baldwin zaproponował by na jego posiadłości powstał… port kosmiczny umożliwiający celu starty rakiet wynoszących satelity, ale spotkało się to z ostrym sprzeciwem ekologów i mieszkańców pobliskich miasteczek.

Baldwin przyznał w wywiadzie dla „Cigar Aficionado”, iż jego styl życia i presja związana z ryzykiem przyczyniły się do rozpadu jego małżeństwa. Wiadomo iż ma dzieci, ale kilka jest informacji na ten temat.

Generalnie nie był on ekstrawertykiem, niezwykle mało wypowiadał się dla mediów. choćby w rozmowie ze Schwagerem był bardzo zdystansowany do dziennikarza. Był tym traderem, który w książce „Czarodzieje rynku” zdecydowanie najczęściej odpowiada na pytania zdawkowym „tak” lub „nie”. Spokojny, małomówny, zdystansowany, opanowany – tak można go odczytywać z rozmowy ze Schwagerem.

Ponadto, można doszukać się wielkiej ciekawostki z jego życia prywatnego, otóż przeżył on… wypadek lotniczy w 1991 roku! Mówił o tym pobieżnie w jednym z wywiadów, ale wpisuje się to w jego wizerunek człowieka mającego niezwykle dużo szczęścia w życiu i niemal niezniszczalnego.

W 2009 roku Baldwin został wprowadzony do Futures Hall of Fame. Jest to instytucja upamiętniająca wybitne osoby mające wielki wkład w kształt rynku kontraktów terminowych i opcji.

Idź do oryginalnego materiału