Tomasz Wróblewski: Liberalizm wraca do swoich korzeni. „Dzisiaj znowu jesteśmy na drodze poszukiwania nowego ładu”

6 godzin temu

Liberalizm narodził się jako odpowiedź na chaos, wojny religijne i kryzys dawnych autorytetów. Dziś, w obliczu niepewności geopolitycznej i ekonomicznej, świat ponownie mierzy się z pytaniem o przyszły porządek. Tomasz Wróblewski, przeowdniczący rady Fundacji WEI w wywiadze dla Szeroki Konktekst wskazuje, iż źródeł współczesnego liberalizmu, demokracji i nacjonalizmu należy szukać w XVII i XIX wieku.

Liberalizm i jego korzenie

Liberalizm tak naprawdę cofa nas do XVII wieku, do Johna Locke’a, Adama Smitha i Johna Stuarta Milla – do postaci, które stworzyły pewną formułę będącą odpowiedzią na problemy swoich czasów.

Liberalizm był odpowiedzią na zamęt i niepewność świata po wielkich wojnach cywilizacyjnych, czyli wojnie trzydziestoletniej i wojnach religijnych. Pojawiło się pytanie: jak znaleźć wspólnotę w świecie, w którym ludzie przestają podzielać jedną wiarę i zaczynają uznawać różne autorytety?

Religia była naszym drogowskazem w życiu, z tym iż każdy miał inny drogowskaz.

Stąd wielkie wojny religijne, po których społeczeństwa zaczęły szukać nowego ładu. Pojawia się John Locke ze swoją koncepcją tolerancji. Pojawia się również pomysł, iż nowego porządku należy szukać w nas samych – w wolności, którą każdy z nas może definiować.

Był to również czas wyczerpywania się autorytetu władcy absolutnego. Władza absolutna przetrwała jeszcze długo, adekwatnie do XIX wieku, ale przede wszystkim nastąpił rozpad jednego autorytetu, jednej religii i jednego porządku.

John Locke i Adam Smith, każdy na swój sposób, widzieli odpowiedź na chaos, nieporządek i niepewność tamtych czasów w poszukiwaniu własnego szczęścia, własnej wolności, bogaceniu się i uznawaniu wolności innych.

Czy współczesny świat przypomina XVII wiek?

Niepewność, którą dzisiaj przeżywamy, brak autorytetów, brak jasnego porządku oraz chaos geopolityczny i ekonomiczny są w pewien sposób paralelne do tego, co działo się wówczas.

Dzisiaj znowu jesteśmy na drodze poszukiwania nowego ładu.

Liberalizm, demokracja i narodziny nowoczesnego państwa

Liberalizm jako pewna formuła polityczna to jednak przede wszystkim XIX wiek i połowa XIX wieku, a także Wiosna Ludów. Wtedy rodzą się instynkty narodowe i poczucie przynależności do czegoś więcej niż tylko lokalna społeczność.

Było to związane oczywiście z rewolucją przemysłową. Ludzie przenosili się do wielkich miast i musieli znaleźć coś innego, co ich spaja, niż tylko to, iż pochodzą z jednego miasteczka, jednej wsi czy parafii.

Tym czymś stał się naród.

Ludzie zaczęli dostrzegać, iż istnieje coś więcej, co łączy wszystkich Austriaków, Węgrów, Czechów czy Niemców. Szczególnie wyraźnie było to widoczne w Europie Środkowej, gdzie Wiosna Ludów była najsilniejsza.

W momencie, kiedy zrozumiano, iż naród jest największą wartością, która może łączyć ludzi, pojawiło się kolejne pytanie: kto ma nami rządzić i jak stworzyć państwo?

Dzisiaj wydaje się to oczywiste, ale wtedy ludzie dopiero zaczynali zadawać sobie te pytania. Nie łączyli narodu z państwem. Państwo było własnością możnych rodów – Habsburgów, Burbonów i wielkich majątków. Ziemia była związana z nazwiskami i wielkimi rodami, a nie z narodem jako takim.

Stąd też Wiosna Ludów była próbą połączenia narodów, które często były podzielone między różne mocarstwa.

Naród i demokracja – początek współczesnych problemów?

Wtedy filozofowie zaczęli wracać myślami do Johna Locke’a, Adama Smitha, a także starożytnych myślicieli i zaczęli myśleć o demokracji.

Pierwszym wielkim formatem nowego europejskiego porządku była narodowa demokracja.

Demokracja była pochodną narodu. Została stworzona jako rozwinięcie myślenia o narodzie – jako narzędzie do zarządzania narodem przez niego samego.

To był wielki eksperyment, wielkie odkrycie intelektualne i wielka historyczna porażka.

Narodowa demokracja przegrała wojnę intelektualną.

Z jednej strony mieliśmy dawnych margrabiów i monarchów, którzy nie chcieli oddać władzy, a z drugiej strony pospolite ruszenie ludowe ludzi, którzy chcieli zawładnąć także narodem.

Przekładając to na współczesny język, mieliśmy socjalistów i monarchów. Monarchowie bardzo gwałtownie zrozumieli, iż nowy porządek narodowej demokracji muszą w jakiś sposób wchłonąć, o ile nie chcą stracić panowania nad Europą.

W związku z tym zaczęli mocno identyfikować się z instynktem narodowym, mówiąc: „My, Habsburgowie, zawsze byliśmy Austriakami” albo „zawsze byliśmy Prusakami, Niemcami”.

Przejęli więc naród, ale niekoniecznie demokrację. Demokracja wprowadza bowiem chaos, zamieszanie, wojny i rewolucje – a demokracja jest zagrożeniem.

Właśnie wtedy powstaje nacjonalizm. Monarchie identyfikują się z narodem, epatują godłami i flagami, próbując wpisać się w ten narodowy instynkt.

Z drugiej strony pojawiają się socjaliści i lewicowe ugrupowania, które wykorzystują poczucie społeczeństwa, iż narodowa demokracja została oszukana przez monarchów. Również one próbują wchłonąć narodowe i demokratyczne instynkty, twierdząc, iż to właśnie one przede wszystkim są demokratami.

I tak naprawdę początek naszych problemów pochodzi właśnie z Wiosny Ludów, kiedy rozjechały się drogi narodu i demokracji.

(…)

Cały wywiad dostępny jest TUTAJ.

Idź do oryginalnego materiału