Tragiczna punktualność pociągów PKP Intercity

2 dni temu

W czerwcu 2026 r. do stacji docelowej na czas dotarło zaledwie 58 proc. pociągów PKP Intercity, a w lipcu – 59 proc. Oznacza to, iż w czerwcu i lipcu spóźniały się ponad cztery na dziesięć pociągów narodowego przewoźnika. Jednocześnie Ministerstwo Infrastruktury przyznało, iż do dziś nie nałożyło na PKP Intercity kar umownych za pierwsze miesiące 2026 r. – choć jeszcze wiosną przekonywało, iż to właśnie kary są wystarczającą sankcją. Takie informacje wynikają z odpowiedzi resortu na interpelację nr 19305 posła Michała Moskala.

Odpowiedź, podpisaną 25 września 2026 r. przez wiceministra infrastruktury Piotra Malepszaka, poseł Moskal otrzymał po tym, jak zapytał resort o skutki utrzymującego się załamania punktualności narodowego przewoźnika. Dane przekazane przez ministerstwo są jednoznaczne: punktualność wszystkich pociągów PKP Intercity na przybyciu wyniosła w kwietniu 77,5 proc., w maju 69,1 proc., w czerwcu 58 proc., a w lipcu 59 proc. Dla porównania – według Urzędu Transportu Kolejowego w czerwcu 2025 r. było to 75,5 proc., a w lipcu 2025 r. 72,8 proc. Rok do roku wynik czerwcowy pogorszył się o ponad 17 punktów procentowych, a lipcowy o blisko 14 punktów.

To kontynuacja fatalnego pierwszego półrocza. Według danych UTK w I kwartale 2026 r. punktualność PKP Intercity wyniosła 64,3 proc. wobec 78,9 proc. rok wcześniej, a w II kwartale 68,2 proc. wobec 80,6 proc. Oba wyniki są wyraźnie gorsze niż w analogicznych kwartałach lat 2024 i 2025, gdy w II kwartale na czas dojeżdżało ponad 80 proc. pociągów. W ciągu kilku miesięcy przewoźnik zaprzepaścił wyniki osiągane w poprzednich latach.

Najpoważniejsza informacja dotyczy kar. Ministerstwo napisało wprost: „Kary za pierwsze miesiące 2026 r. nie zostały jeszcze nałożone, a kwestia ta jest przedmiotem analizy”. Styczeń 2026 r. – miesiąc, w którym na czas dojechała zaledwie nieco ponad połowa pociągów – zakończył się osiem miesięcy temu. Tymczasem w odpowiedzi na wcześniejszą interpelację posła Moskala (nr 15745) resort odrzucał potrzebę zaostrzenia nadzoru, twierdząc, iż „sankcje w postaci kar umownych są wystarczające”. Dziś okazuje się, iż sankcja, na której ministerstwo oparło cały nadzór nad przewoźnikiem, za pierwsze miesiące 2026 r. po prostu nie została zastosowana. W najnowszej odpowiedzi resort określa kary jako „bardzo dotkliwe” – nie wskazując jednak żadnej kwoty.

W odpowiedzi ministerstwo przedstawiło natomiast pełny taryfikator kar za punktualność w umowie o świadczenie usług publicznych. Za każdy miesiąc, w którym punktualność z winy przewoźnika spadnie poniżej 92 proc., kara wynosi 199 836 zł – osobno dla odjazdów i przyjazdów. Kara jest sztywna: przewoźnik płaci tyle samo przy punktualności 91,9 proc., co przy 71 proc. Z wyliczeń biura poselskiego, opartych na stawkach i wskaźnikach podanych przez resort, wynika, iż choćby po nałożeniu podstawowa część kar za całe pierwsze półrocze wyniosłaby ok. 1,4 mln zł (nie licząc kar za poszczególne pociągi, których liczby ministerstwo nie podało). To ok. jedna tysięczna rekompensaty, jaką PKP Intercity otrzymuje z budżetu państwa za ten okres – w 2026 r. rekompensata wynosi 2,76 mld zł.

Resort tłumaczy, iż karom podlega wyłącznie tzw. punktualność kwalifikowana, liczona tylko z przyczyn leżących po stronie przewoźnika – z pominięciem przyczyn po stronie zarządcy infrastruktury oraz przyczyn zewnętrznych, takich jak ekstremalne warunki pogodowe czy opóźnienia przejmowane z zagranicy. Jednak choćby ten złagodzony wskaźnik wypada dla PKP Intercity kompromitująco. Z tabel ministerstwa wynika, iż punktualność kwalifikowana na przybyciu nie osiągnęła umownego progu 92 proc. w żadnym miesiącu pierwszego półrocza 2026 r. W styczniu wyniosła 71,5 proc., a w czerwcu 72,8 proc. Oznacza to, iż w czerwcu ponad co czwarty pociąg objęty umową PSC spóźnił się z przyczyn leżących wyłącznie po stronie samej spółki. Ministerstwo podsumowuje te wyniki stwierdzeniem, iż punktualność na przybyciu wynosiła „co najmniej prawie 80%” – co jest sprzeczne z danymi miesięcznymi z tej samej odpowiedzi.

Odpowiedź obala również często powtarzaną narrację, iż za opóźnienia odpowiadają przede wszystkim remonty i stan torów. Według danych przekazanych przez resort w pierwszym półroczu 2026 r. PKP Intercity odpowiadało za ponad 330 tys. minut opóźnień pociągów objętych umową PSC, podczas gdy zarządca infrastruktury PKP Polskie Linie Kolejowe – za niespełna 87 tys. minut. Przewoźnik wygenerował zatem niemal czterokrotnie więcej opóźnień niż zarządca torów.

„Pasażerowie płacą za bilety i tracą czas stojąc na peronach, podatnicy płacą miliardy złotych rekompensaty dla PKP IC, a przewoźnik za pierwsze miesiące tego roku nie zapłacił jeszcze ani złotówki kary. Ministerstwo Infrastruktury pół roku temu zapewniało mnie, iż kary z umowy PSC wystarczą. Dziś przyznaje, iż ich nie nałożyło. To nie jest nadzór, to jest jego pozorowanie. Będę konsekwentnie domagał się jawności kar, konkretnych działań naprawczych i rozliczenia odpowiedzialnych za ten stan rzeczy” – mówi poseł Michał Moskal.

Idź do oryginalnego materiału