Trump mówi o „przejęciu Kuby”. Sieć energetyczna wyspy padła, a świat liczy nowe ryzyka

2 godzin temu

Prezydent USA użył słów, jakich wobec Hawany nie wypowiedział żaden gospodarz Białego Domu od niemal stu lat. Dla rynków to kolejny punkt zapalny w i tak już wyjątkowo nerwowym marcu.

Na Kubie w poniedziałek zgasło światło. Dosłownie – cała sieć energetyczna kraju uległa załamaniu, zostawiając blisko 10 milionów ludzi bez prądu. Kilka godzin później, w Gabinecie Owalnym, Donald Trump poinformował dziennikarzy, iż wierzy, iż „będzie miał zaszczyt przejęcia Kuby w jakiejś formie”. Na pytanie, co dokładnie ma na myśli, odpowiedział: „Czy ją wyzwolę, czy przejmę – mogę z nią zrobić, co tylko zechcę”.

To nie była luźna dygresja. Według ustaleń New York Times, powołującego się na cztery osoby znające przebieg rozmów dyplomatycznych, Waszyngton postawił Hawanie twarde ultimatum: prezydent Miguel Díaz-Canel musi odejść. Szczegóły mają leżeć po stronie kubańskiej, ale cel jest jednoznaczny.

Trzy miesiące bez ani jednego tankowca

Żeby zrozumieć, dlaczego kubańska sieć energetyczna pada raz za razem (poniedziałkowy blackout był czwartym ogólnokrajowym w ciągu czterech miesięcy), trzeba cofnąć się do stycznia. Po obaleniu rządu Nicolása Maduro w Wenezueli – dotychczas głównego dostawcy ropy na wyspę – administracja Trumpa nałożyła sankcje taryfowe na każdy kraj, który zdecydowałby się sprzedawać Kubie paliwo. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania jastrzębi z Waszyngtonu: kubański rząd przyznaje, iż od trzech miesięcy na wyspę nie dotarł ani jeden tankowiec z ropą.

Gospodarka praktycznie zamarła. Szkoły częściowo zawiesiły zajęcia, urzędy pozamykano, na drogach niemal nie ma samochodów. Kanadyjska spółka Sherritt International – operator kopalni niklu i kobaltu w Moa – wstrzymała działalność jeszcze w lutym, bo zwyczajnie zabrakło paliwa do maszyn. Linie lotnicze obsługujące wyspę zawiesiły połączenia.

We wtorek rano operator sieci poinformował, iż udało się przywrócić zasilanie w zachodniej i centralnej części wyspy – ale do około 30 proc. domostw w Hawanie. Proces odbudowy systemu może potrwać kolejne dni, bo – jak tłumaczył dyrektor ds. energetyki Lázaro Guerra – „systemy, gdy są bardzo osłabione, są bardziej podatne na kolejne awarie”.

Rubio: „To, co ogłosili, nie wystarczy”

Kuba próbowała wykonać gest pojednawczy. Wicepremier Óscar Pérez-Oliva Fraga oświadczył publicznie, iż wyspa jest gotowa otworzyć się na inwestycje zagraniczne, w tym na kapitał kubańskiej diaspory – również w kluczowych sektorach gospodarki. W normalnych warunkach byłby to przełom. Sekretarz stanu Marco Rubio skwitował to jednak jednym zdaniem: „To, co ogłosili, nie jest wystarczająco dramatyczne. To tego nie naprawi. Muszą podjąć poważne decyzje”. Kontekst był czytelny – pod pojęciem „poważnych decyzji” kryje się zmiana władzy.

Hawana od 67 lat traktuje jakiekolwiek dyktowanie zmian personalnych na szczytach władzy jako absolutną linię czerwoną. Tyle iż przy pustych bakach, padającej sieci energetycznej i społeczeństwie, w którym w ubiegłym tygodniu doszło do rzadkich gwałtownych protestów, pole manewru kubańskiego rządu kurczy się z każdym dniem.

Konfrontacje na wielu frontach

Kuba to mała gospodarka i sama w sobie nie jest w stanie poruszyć globalnych indeksów. Ale błędem byłoby traktowanie tego kryzysu wyłącznie jako ciekawostki geopolitycznej. Inwestorzy powinni zwrócić uwagę na co najmniej trzy aspekty.

Po pierwsze, wątek surowcowy jest realny, choć niszowy. Kuba posiada piąte co do wielkości rezerwy kobaltu na świecie i jest dziewiątym globalnym producentem niklu. Wstrzymanie operacji Sherritt International w Moa oznacza mniej kobaltu na rynku – a to metal najważniejszy dla baterii w pojazdach elektrycznych. Skala nie jest porównywalna z Kongiem, ale każde zakłócenie w łańcuchu dostaw tego surowca jest bacznie obserwowane przez sektor technologiczny i motoryzacyjny.

Po drugie, retoryka Trumpa wobec Kuby wpisuje się w schemat, który rynki zaczęły wyceniać od początku marca: Waszyngton prowadzi równoległe konfrontacje na wielu frontach jednocześnie. Iran i de facto zablokowana Cieśnina Ormuz, gdzie od 1 marca przepłynęło zaledwie 90 tankowców. Niezakończona wojna handlowa z Chinami i UE. Napięcia z sojusznikami w NATO, którzy odmawiają pomocy w zabezpieczeniu szlaków morskich. I teraz jeszcze Kuba – 150 kilometrów od wybrzeży Florydy.

Po trzecie, potencjalny upadek kubańskiego państwa mógłby wywołać kryzys migracyjny, który uderzyłby bezpośrednio w Stany Zjednoczone. Od 2021 roku wyspę opuściło ponad 1,4 miliona ludzi. Organizacje pozarządowe ostrzegają, iż zaostrzenie blokady może ten proces gwałtownie przyspieszyć. A fala migracyjna na Florydę w roku wyborczym do Kongresu to scenariusz, który miałby konsekwencje daleko wykraczające poza Karaiby.

Marzec pełen napięć. I ani jednego dnia spokoju

Warto osadzić kubański wątek w tym, z czym rynki mierzą się właśnie dzisiaj, 18 marca. Ropa Brent oscyluje w okolicach 101–105 dolarów za baryłkę. Diesel w USA przebił barierę 5 dolarów za galon – po raz drugi w historii. Złoto kosztuje ponad 5 tys. dolarów za uncję. Rentowność dziesięcioletnich obligacji amerykańskich spadła do 4,20 proc., bo kapitał szuka bezpiecznych przystani.

Dziś wieczorem polskiego czasu Fed ogłosi decyzję o stopach procentowych – rynek niemal jednogłośnie oczekuje utrzymania pasma 3,50–3,75 proc., ale uwaga inwestorów skupi się na tonie komunikatu i prognozach w kontekście rosnącej inflacji napędzanej cenami energii. Rano decyzję podejmie Bank Japonii, a jutro – Bank Anglii. Do tego o 14:30 polskiego czasu poznamy odczyt amerykańskiego PPI za luty, opóźniony z powodu zawieszenia pracy rządu federalnego.

W tym otoczeniu Kuba nie jest „jeszcze jedną ciekawostką” – jest kolejnym sygnałem, iż premia za ryzyko geopolityczne w marcu 2026 roku osiągnęła poziomy, przy których trudno mówić o jakimkolwiek komforcie inwestycyjnym. Każda kolejna eskalacja – choćby ta dotycząca niewielkiej karaibskiej wyspy – może okazać się tą kroplą, po której nastroje na rynkach się przełamią.

Źródło: The Guardian, Reuters, The New York Times

Idź do oryginalnego materiału