Donald Trump ponownie podniósł możliwość ataku na irańskie obiekty nuklearne, w tym kompleks ukryty pod tzw. Pickaxe Mountain. Pentagon przygotował warianty operacji z użyciem największej amerykańskiej bomby konwencjonalnej, ale nie oznacza to, iż decyzja o uderzeniu już zapadła. Dla inwestorów najważniejsze pozostają bezpieczeństwo transportu przez cieśninę Ormuz oraz ryzyko kolejnego skoku cen ropy.
Prezydent USA Donald Trump nie wykluczył przeprowadzenia kolejnych ataków na Iran, wskazując m.in. na Pickaxe Mountain – silnie ufortyfikowany kompleks w pobliżu Natanzu, który amerykańskie i izraelskie służby łączą z irańskim programem nuklearnym.
W wyemitowanym w czwartek wywiadzie dla Newsmax Trump stwierdził, iż Stany Zjednoczone „być może będą musiały” uderzyć w ten obiekt. Jednocześnie wykluczył – przynajmniej na obecnym etapie – wysłanie do Iranu amerykańskich wojsk lądowych. Zapewniał również, iż konflikt może zakończyć się wkrótce, „w ten czy inny sposób”, wskazując równolegle na trwające rozmowy z Teheranem.
Najważniejsze zastrzeżenie brzmi jednak: nie ma potwierdzenia, iż prezydent zatwierdził nową operację. Przygotowywanie przez Pentagon różnych scenariuszy jest standardową praktyką planistyczną, a samo istnienie planów nie przesądza o ich realizacji.
Doniesienia o opracowaniu dodatkowych wariantów uderzeń podały CNN i CBS News, powołując się na źródła zaznajomione z pracami administracji. Informacje o wypowiedzi Trumpa odnotował również Bloomberg. Biały Dom nie skomentował szczegółów, ograniczając się do deklaracji, iż wszystkie możliwości pozostają na stole, aby nie dopuścić do uzyskania przez Iran broni jądrowej.
„Matka wszystkich bomb” nie jest bronią do niszczenia najgłębszych bunkrów
W centrum uwagi znalazła się GBU-43/B MOAB, określana potocznie jako „matka wszystkich bomb”. To kierowana GPS bomba o masie około 21,6 tys. funtów, czyli blisko 9,8 tony, będąca najpotężniejszą bombą konwencjonalną tego rodzaju w amerykańskim arsenale.
Trump podkreślił, iż nie jest to broń nuklearna. Z technicznego punktu widzenia równie istotne jest jednak to, iż MOAB zaprojektowano przede wszystkim do wywoływania ogromnej fali uderzeniowej na powierzchni. Jej cienkościenna konstrukcja nie służy do penetracji wielu metrów skały i żelbetu.
To odróżnia ją od GBU-57 Massive Ordnance Penetrator, wyspecjalizowanej bomby do niszczenia głęboko ukrytych obiektów. Eksperci cytowani przez CNN podają w wątpliwość, czy MOAB mogłaby skutecznie zniszczyć instalacje znajdujące się pod granitowymi warstwami Pickaxe Mountain. Jej użycie miałoby więc prawdopodobnie nie tylko wymiar militarny, ale także psychologiczny i polityczny.
MOAB została po raz pierwszy użyta bojowo w 2017 r. przeciwko kompleksowi tuneli Państwa Islamskiego w Afganistanie. Oficjalne materiały amerykańskiego Departamentu Obrony potwierdzają, iż broń ta powoduje rozległy wybuch powierzchniowy, zamiast przebijać się do głęboko położonych celów.
Atak nie przed wyborami. Co stanie się po 3 listopada?
Nowe słowa Trumpa należy zestawić z jego wcześniejszą deklaracją. 8 października prezydent zapowiedział, iż USA nie wznowią uderzeń przed wyborami do Kongresu zaplanowanymi na 3 listopada. Informowały o tym niezależnie Reuters i Associated Press.
W praktyce może to oznaczać, iż ryzyko eskalacji zostało przesunięte, a nie usunięte. Trump już wcześniej sugerował, iż po wyborach możliwe będzie nasilenie bombardowań, o ile rozmowy z Iranem nie doprowadzą do porozumienia obejmującego program nuklearny oraz bezpieczeństwo żeglugi.
Najpoważniejszym punktem zapalnym pozostaje cieśnina Ormuz. Przed wybuchem obecnego konfliktu przechodziła przez nią około jedna piąta światowego handlu ropą i skroplonym gazem. Reuters informował w tym tygodniu, iż Iran zmienił taktykę i zwiększył częstotliwość działań przeciwko statkom, także poza samą cieśniną. Teheran próbuje w ten sposób utrzymywać presję na Waszyngton oraz podwyższone koszty transportu i ubezpieczenia surowców.
Ropa pozostaje droga, ale rynek nie reaguje paniką
Mimo zaostrzenia retoryki ceny ropy nie odnotowały w piątek rano gwałtownego wzrostu. We wczesnej części handlu azjatyckiego Brent znajdowała się w pobliżu 105 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI kosztowała około 97 dolarów. Notowania lekko spadały, ponieważ inwestorzy analizowali również możliwość złagodzenia amerykańskich ograniczeń wobec części tankowców należących do tzw. floty cieni.
Brak natychmiastowego skoku cen nie oznacza jednak, iż zagrożenie zostało zignorowane. Rynek stopniowo przestał reagować na każdą wypowiedź Trumpa i większą wagę przywiązuje do fizycznych przepływów surowca: liczby statków przechodzących przez Ormuz, skali ataków, dostępności ubezpieczeń oraz funkcjonowania alternatywnych tras eksportowych.
Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej przewiduje obecnie, iż Brent będzie kosztowała w czwartym kwartale średnio około 105 dolarów za baryłkę. Prognoza została podniesiona ze względu na zakłócenia dostaw z Bliskiego Wschodu, spadek zapasów i napiętą sytuację na rynku paliw.
Złoto, które dzień wcześniej zyskało dzięki popytowi na bezpieczne aktywa, w piątek rano lekko taniało do około 4155 dolarów za uncję. Indeks dolara pozostawał w pobliżu 102 pkt. Reakcja rynków sugeruje więc ostrożność, ale nie przekonanie, iż kolejny amerykański atak jest nieuchronny.
Co to oznacza dla inwestorów?
Największym ryzykiem nie jest pojedynczy nalot, ale irańska odpowiedź prowadząca do dalszego ograniczenia żeglugi w Zatoce Perskiej. Skutkiem mogłyby być kolejne zwyżki cen ropy, paliw i frachtu, a następnie wzrost presji inflacyjnej. Taki scenariusz utrudniłby bankom centralnym obniżanie stóp procentowych i pogorszył perspektywy sektorów energochłonnych, transportowych oraz konsumenckich.
Dla Polski oznaczałoby to przede wszystkim droższe paliwa i import energii, a potencjalnie także presję na złotego w przypadku szerszej ucieczki kapitału do dolara. Relatywnie lepiej mogłyby zachowywać się spółki surowcowe i część sektora obronnego.
Na razie rynek wycenia przede wszystkim przedłużający się okres napięcia, a nie pełnoskalową inwazję. Sytuacja może jednak gwałtownie się zmienić po wyborach z 3 listopada. Do tego czasu najważniejsze będą nie kolejne deklaracje polityczne, ale ruchy amerykańskich sił w regionie, przebieg rozmów z Teheranem i dane o rzeczywistym przepływie ropy przez cieśninę Ormuz.
Źródła: Newsmax, Reuters, CNN

3 godzin temu





![WTA Wuhan: Kiedy Iga Świątek gra z Ann Li? O której? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000NEZGU5CCQPADX-C461.jpg)


