Trump otwiera drzwi prywatnym firmom do cyberataków na zlecenie rządu

1 godzina temu

12 sierpnia 2026 r. prezydent Donald Trump podpisał jedno z najbardziej kontrowersyjnych memorandów swojej drugiej kadencji. Dokument zatytułowany „Expanding Capabilities to Combat Transnational Cyber-Enabled Crime” otwiera prywatnym amerykańskim firmom drogę do prowadzenia ofensywnych operacji cybernetycznych – inwigilacji, zakłócania i niszczenia infrastruktury informatycznej – pod kierunkiem i nadzorem rządu federalnego. To tektoniczny zwrot w amerykańskiej polityce cyberbezpieczeństwa, który już odbija się szerokim echem na Wall Street.

Co dokładnie podpisał Trump?

Memorandum opublikowane na stronie Białego Domu rozszerza wcześniejsze rozporządzenie wykonawcze nr 14390 z 6 marca 2026 r., które dotyczyło walki z cyberprzestępczością. Nowy dokument idzie znacznie dalej – tworzy formalny program, w ramach którego zweryfikowane prywatne firmy amerykańskie będą mogły prowadzić tzw. Cyber Surveillance Operations (operacje cyberinwigilacji) oraz Cyber Effects Operations (operacje skutkujące manipulacją, zakłóceniem, degradacją lub zniszczeniem systemów informatycznych) wymierzone w zagraniczne organizacje przestępcze działające w cyberprzestrzeni.

Program będzie zarządzany przez National Coordination Center (NCC) i współkierowany przez Departament Sprawiedliwości oraz Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Firmy uczestniczące muszą przejść rygorystyczny proces weryfikacji, utrzymywać kaucję lub depozyt w wysokości co najmniej 1 mln dolarów i działać wyłącznie pod kontrolą oraz w ramach uprawnień prawnych rządu federalnego.

Co istotne – memorandum precyzyjnie definiuje cel. Nie chodzi o cyberataki na „kogokolwiek”, jak mogłaby sugerować uproszczona narracja w mediach społecznościowych. Celem są wyłącznie tzw. Cyber-Enabled Transnational Criminal Organizations (CE-TCO) – zagraniczne grupy prowadzące cyberprzestępczość przeciwko USA, które nie stanowią formalnej części obcego rządu ani nie działają w pełni pod jego kierunkiem.

Skąd ten zwrot?

W marcu 2026 r. administracja opublikowała nową Narodową Strategię Cyberbezpieczeństwa – zaledwie pięciostronicowy dokument, który jednak jednoznacznie wskazał kierunek: przejście od reaktywnej obrony do proaktywnych operacji ofensywnych z udziałem sektora prywatnego. Jak ujął to Sean Cairncross, Narodowy Dyrektor ds. Cyberbezpieczeństwa, strategia koncentruje się na „kształtowaniu zachowań przeciwników poprzez wprowadzanie kosztów i konsekwencji”. Alexei Bulazel z Rady Bezpieczeństwa Narodowego dodał wprost, iż administracja jest „nieskrępowana i nie boi się ofensywnych operacji cybernetycznych”.

Kontekst legislacyjny jest równie wymowny. Na mocy One Big Beautiful Bill Act administracja zabezpieczyła 1 mld dolarów na ofensywne operacje cybernetyczne, jednocześnie redukując budżety cywilnej cyberobrony o ok. 1,2 mld dolarów. Kadrowe cięcia w agencji CISA (Cybersecurity and Infrastructure Security Agency) – której personel skurczył się o jedną trzecią – dodatkowo sygnalizują, iż ciężar walki w cyberprzestrzeni ma w coraz większym stopniu spoczywać na sektorze prywatnym.

Debata o „hack back” – czyli prawie firm prywatnych do kontratakowania w cyberprzestrzeni – toczy się w USA od ponad dekady. Wcześniejsze propozycje legislacyjne, jak Active Cyber Defense Certainty Act z 2017 r. czy tegoroczna Scam Farms Marque and Reprisal Authorization Act (H.R. 4988), nigdy nie uzyskały wystarczającego poparcia. Memorandum Trumpa omija Kongres, tworząc ramy programowe w obrębie istniejących uprawnień prezydenckich i organów ścigania.


SPRAWDŹ: Cyberbezpieczeństwo – obiecująca nisza do inwestycji w ETF


Bariery prawne i ryzyka – co mówią eksperci?

Mimo ambitnych założeń, program stoi przed poważnymi wyzwaniami prawnymi. Jak szczegółowo analizuje portal Lawfare, kluczową przeszkodą pozostaje Computer Fraud and Abuse Act (CFAA) – federalna ustawa antyhackerska, która szeroko kryminalizuje nieautoryzowany dostęp do systemów komputerowych. Paragraf 1030(f) CFAA zawiera co prawda wyjątek dla „prawnie autoryzowanej działalności dochodzeniowej, ochronnej lub wywiadowczej” agencji rządowych, ale żaden sąd nie orzekał jeszcze, czy ten wyjątek obejmuje prywatne firmy działające na zlecenie rządu.

Dodatkowe zagrożenia to ryzyko błędnej atrybucji – czyli zaatakowania niewłaściwego celu, co mogłoby skutkować szkodami dla niewinnych stron trzecich. Krytycy wskazują też na potencjalną eskalację konfliktów z państwami, których grupy hakerskie bywają powiązane z rządowymi agencjami wywiadowczymi. Dla firm uczestniczących w programie istnieją realne ryzyka reputacyjne, ubezpieczeniowe, a choćby obowiązki informacyjne wobec akcjonariuszy – udział w tajnych operacjach cybernetycznych może stanowić istotne zdarzenie wymagające ujawnienia inwestorom.

Memorandum próbuje adresować część tych obaw. Wymaga pisemnej zgody dyrektorów programu przed każdą operacją, nakazuje natychmiastowe przerwanie działań w przypadku niezamierzonego uderzenia w osoby lub systemy amerykańskie oraz zabrania operacji mogących skutkować utratą życia lub poważnymi obrażeniami. Nie rozwiązuje to jednak fundamentalnego problemu – do czasu uchwalenia przez Kongres nowych ram prawnych, firmy operują w szarej strefie, zdane na wykonawcze zapewnienia administracji, iż prawo federalne nie będzie wobec nich egzekwowane.

Kto na tym zyska?

Memorandum Trumpa wpisuje się w szerszy trend, który od początku 2026 r. napędza rajd spółek z sektora cyberbezpieczeństwa. Według Gartnera, globalne wydatki na bezpieczeństwo IT mają w 2026 r. sięgnąć 244 mld dolarów – o 29 mld więcej niż rok wcześniej. Fortune Business Insights szacuje, iż światowy rynek cyberbezpieczeństwa urośnie z 248 mld dolarów w 2026 r. do niemal 700 mld do 2034 r. przy średniorocznym tempie wzrostu 13,8%.

Dane rynkowe mówią same za siebie. ETF Amplify Cybersecurity (HACK) zyskał od początku roku ponad 41%, a First Trust NASDAQ Cybersecurity ETF (CIBR) – ponad 37%. To wyniki znacząco przewyższające szeroki rynek.

Konkretne spółki, które mogą bezpośrednio skorzystać na nowym programie, można podzielić na trzy kategorie.

Pierwsza to giganci cyberbezpieczeństwa z kompetencjami ofensywnymi. CrowdStrike (CRWD) – lider rynku endpoint security, którego akcje ustanowiły nowe historyczne szczyty po konferencji Black Hat w Las Vegas w pierwszej dekadzie sierpnia 2026 r. Analitycy BTIG podnieśli cenę docelową do 237 USD za akcję, wskazując, iż sztuczna inteligencja tworzy nowy cykl modernizacji w segmencie bezpieczeństwa punktów końcowych. Palo Alto Networks (PANW) – z platformą XSIAM i produktami tworzącymi „fosę danych” w wielu segmentach bezpieczeństwa – również osiągnął nowe maksima. Warto obserwować także SentinelOne (S) i Fortinet (FTNT), które dysponują zaawansowanymi możliwościami automatycznej detekcji i reakcji na zagrożenia.

Druga kategoria to firmy specjalizujące się w threat intelligence i ofensywnym cyberbezpieczeństwie. Mandiant – przejęty przez Google Cloud – od lat dostarcza usługi z zakresu analizy zagrożeń i reagowania na incydenty na najwyższym poziomie. Choć nie jest notowany osobno, wzmacnia pozycję Alphabetu (GOOGL) w segmencie bezpieczeństwa. Rubrik (RBRK) – którego akcje zyskały niemal 9% po konferencji Black Hat – buduje pozycję w ochronie i odtwarzaniu danych, co ma krytyczne znaczenie w kontekście operacji przeciw ransomware.

Trzecia kategoria to kontrahenci rządowi z kompetencjami cyber. Booz Allen Hamilton (BAH), Leidos (LDOS) i SAIC (SAIC) – firmy od lat realizujące kontrakty z Departamentem Obrony i agencjami wywiadowczymi w obszarze cyberbezpieczeństwa. Memorandum otwiera dla nich zupełnie nowy strumień przychodów. Booz Allen, który w 2026 r. rozszerzył swoją ofertę produktów cyberobronnych opartych na AI, wydaje się szczególnie dobrze pozycjonowany.

Co to oznacza dla globalnego rynku?

Decyzja Trumpa sygnalizuje głęboką zmianę paradygmatu. Przez dekady ofensywne operacje cybernetyczne były wyłączną domeną państw – agencji takich jak NSA czy Cyber Command. Formalne włączenie sektora prywatnego w te działania tworzy de facto nową klasę aktywów i nową kategorię usług, którą można porównać do prywatnych firm wojskowych w tradycyjnych konfliktach zbrojnych.

Dla rynków kapitałowych konsekwencje są wielowymiarowe. Po stronie szans – prywatne firmy zyskują dostęp do kontraktów rządowych w zupełnie nowym segmencie. Po stronie ryzyk – udział w operacjach ofensywnych wiąże się z niepewnością prawną, ryzykiem eskalacji i potencjalnymi szkodami reputacyjnymi. Można spodziewać się, iż duże firmy o ustalonej pozycji będą ostrożnie, ale konsekwentnie wchodzić w ten segment, podczas gdy mniejsze, bardziej zwinne podmioty – jak sugeruje samo memorandum – mogą zajmować wyspecjalizowane nisze.

Z perspektywy polskiego inwestora kluczowa jest świadomość, iż sektor cyberbezpieczeństwa przechodzi strukturalną transformację. Nie chodzi już tylko o budowanie murów obronnych. Administracja amerykańska jawnie stawia na ofensywę – i jest gotowa za nią płacić. Miliard dolarów zabezpieczony w One Big Beautiful Bill Act to dopiero początek. Globalne wydatki na bezpieczeństwo IT, napędzane przez eskalację zagrożeń ze strony AI i rosnącą aktywność państwowych grup hakerskich (jak ubiegłoroczny Salt Typhoon), będą rosły znacznie szybciej niż ogólne wydatki na IT.

Perspektywy i ryzyka

Memorandum to dopiero szkielet – szczegółowe procedury operacyjne mają powstać w ciągu 60 dni. Pierwszy raport o statusie programu pojawi się za 180 dni. Wiele zależy od tego, jak administracja rozwiąże fundamentalne napięcie między ambicjami programu a istniejącymi ograniczeniami prawnymi. Bez formalnego stanowiska Kongresu – czy to w formie nowelizacji CFAA, czy odrębnej legislacji – firmy prywatne operują na niepewnym gruncie prawnym.

Rynki na razie jednak kupują narrację o ofensywnym cyberbezpieczeństwie. W świecie, w którym agenci AI fundamentalnie zmieniają krajobraz zagrożeń, popyt na zaawansowane narzędzia – zarówno obronne, jak i ofensywne – będzie tylko rosnąć.

Idź do oryginalnego materiału