Trump uruchamia „plan B” na cła. 10-12,5 proc. dla 80 krajów. Oficjalny powód: praca przymusowa

4 godzin temu

Tuż po północy czasu wschodniego (6:01 czasu polskiego) weszła w życie nowa, globalna warstwa amerykańskich taryf importowych. Administracja Donalda Trumpa objęła cłami w wysokości od 10 do 12,5 proc. towary z ponad 80 państw, obejmujące – według wyliczeń Biura Przedstawiciela USA ds. Handlu (USTR) – ok. 99,4 proc. amerykańskiego importu. To najszersze uderzenie protekcjonistyczne od czasu, gdy w lutym Sąd Najwyższy USA obalił pierwotny reżim celny Trumpa oparty na ustawie o nadzwyczajnych uprawnieniach ekonomicznych (IEEPA).

Kluczowa zmiana ma charakter proceduralny, a nie ekonomiczny. Poprzednia, tymczasowa taryfa globalna 10 proc., wprowadzona w lutym pod tzw. sekcją 122 Trade Act of 1974 – po tym, jak SN uznał cła z IEEPA za nielegalne – wygasła dokładnie z chwilą uruchomienia nowego reżimu. Tym razem Biały Dom sięgnął po sekcję 301 Trade Act of 1974, która pozwala na retorsje wobec państw stosujących „nieuczciwe lub dyskryminujące praktyki handlowe”. Formalnym uzasadnieniem jest zarzut, iż 60 gospodarek nie wprowadziło lub nie egzekwuje zakazów importu towarów wytwarzanych z użyciem pracy przymusowej.

Konstrukcja stawek jest dwuszczeblowa. 10 proc. obejmuje partnerów, którzy przyjęli lub zobowiązali się do wprowadzenia zakazów importu – w tej grupie znalazły się m.in. Unia Europejska, Kanada (z wyłączeniem towarów spełniających warunki USMCA), Meksyk, Wielka Brytania, Japonia, Malezja, Tajwan, Indonezja i Indie. Wyższa stawka 12,5 proc. trafiła do państw, którym Waszyngton zarzuca bierność – w tym Australii, Brazylii, Chile, Korei Południowej, Singapuru oraz Chin (łącznie z Hongkongiem). Cła sektorowe pozostają w mocy równolegle – dotyczy to m.in. 50-procentowej stawki na stal i aluminium oraz 25-procentowego pułapu na samochody z UE (który zgodnie z zapowiedzią wzrośnie do 25 proc., jeżeli Bruksela nie zrealizuje umowy do 4 lipca).

„Nie chodzi o pracę przymusową” – twarda odpowiedź partnerów

Retoryka humanitarna nie przekonała ani sojuszników, ani analityków. Australijski minister handlu Don Farrell oświadczył, iż nowe cła są „nieuzasadnione i niezgodne z umową o wolnym handlu”, przypominając, iż australijskie standardy walki z pracą przymusową „należą do najsurowszych na świecie”. Prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva nazwał decyzję „arbitralną”, zapowiadając poszukiwanie alternatywnych rynków zbytu. Dla Brasílii cios jest podwójny: 12,5-procentowa taryfa dokłada się do 25-procentowego cła sekcji 301, nałożonego wcześniej w lipcu, co odbudowuje realną barierę do poziomu 37,5 proc. – blisko obalonej przez sąd stawki 50 proc. z ubiegłego roku.

Rząd Chile przypomniał w oficjalnym komunikacie, iż amerykańska rezolucja choćby nie zarzuca krajowi eksportu towarów wytwarzanych z pracy przymusowej. Ottawa wybrała ton najbardziej pojednawczy: minister Dominic LeBlanc uznał decyzję za „nieoczekiwaną w niewielkim stopniu” i zapowiedział „konstruktywne rozmowy”. Nowa Zelandia także zaprotestowała dyplomatycznie, choć ok. 30 proc. jej eksportu do USA (w tym wołowina i kiwi) pozostaje objęte wyłączeniami.

Warto odnotować dwie sprzeczności, na które zwraca uwagę „New York Times”: Kanada już zakazuje importu towarów z pracy przymusowej, a UE ma analogiczny zakaz wchodzący w życie w grudniu 2027 r. – mimo to obie jurysdykcje znalazły się na liście. Waszyngton tłumaczy to „nieskuteczną egzekucją” przepisów, choć – co paradoksalne – to same Stany Zjednoczone od niemal stulecia dopuszczają w kraju pracę więźniów na warunkach, które organizacje pracownicze uznają za przymusowe.

Ekonomia: cła jako podatek konsumpcyjny

Za polityczną fasadą kryje się rachunek makroekonomiczny, który dla amerykańskiego konsumenta jest jednoznacznie kosztowny. Jeszcze przed uruchomieniem nowej warstwy średnia efektywna stawka celna USA sięgała 11,8 proc. – to najwyższy poziom od wczesnych lat 40. XX wieku (nie licząc szczytu z 2025 r.). Ośrodek szacuje, iż skumulowany wzrost cen wywołany taryfami w krótkim terminie sięga 0,7-1,1 proc., co odpowiada stracie 940-1500 dolarów rocznie na przeciętne gospodarstwo domowe. Ciężar jest silnie regresywny: dolny decyl dochodowy traci proporcjonalnie ok. trzykrotnie więcej niż górny.

Sygnały widać już w danych oficjalnych. Wskaźnik CPI w czerwcu 2026 r. wzrósł o 3,5 proc. rok do roku, a raporty Fed potwierdzają, iż taryfy wprowadzone do listopada 2025 r. podniosły ceny towarów bazowych PCE o 3,1 proc. do lutego 2026 r.

Jednocześnie – wbrew retoryce Białego Domu o „równoważeniu wymiany” – deficyt handlowy USA nie znika. Według Biura Analiz Ekonomicznych (BEA) w maju 2026 r. rozszerzył się on gwałtownie do 77,6 mld dolarów z 54,6 mld w kwietniu, a sam deficyt towarowy skoczył do rekordowych 106,5 mld dolarów.

Wpływ ograniczony, ale rynek kalkuluje

Reakcja rynków była wyważona, w czym pomogła kilkutygodniowa telegrafia decyzji ze strony USTR Jamiesona Greera, który już 21 lipca publicznie zapowiadał, iż nowe stawki obejmą „ok. 99 proc. handlu USA”. Analitycy oceniają, iż dla dużych gospodarek Azji wpływ pozostanie ograniczony, ponieważ najważniejsze wyłączenia – elektronika użytkowa i półprzewodniki – utrzymały się w mocy.

Bardziej dotkliwe konsekwencje ponoszą sektory nieuprzywilejowane. W długim terminie amerykańska produkcja przemysłowa zyska ok. 1,1 proc., ale kosztem 2,5-procentowego kurczenia się budownictwa i 1,0-procentowego spadku w górnictwie – klasyczny efekt „wypierania” innych sektorów przez chroniony przemysł.

Co dalej: pytanie o trwałość „planu B”

Kluczowe pytanie, jakie zadają dziś analitycy w Waszyngtonie i Brukseli, nie brzmi „ile ceł”, ale „jak długo utrzymają się w sądach”. Sekcja 301 daje administracji znacznie mocniejszą podstawę prawną niż zakwestionowane IEEPA, ale również ona nie jest odporna na spory – zwłaszcza iż wyliczone przez USTR „54 gospodarki naruszające standardy” obejmują państwa z własnymi, uznawanymi za skuteczne, systemami „antyniewolniczymi”. Cła sekcji 301 wygasają po czterech latach, chyba iż zostaną przedłużone.

Na razie żaden z głównych partnerów nie zapowiedział retorsji. Dominują skargi dyplomatyczne, zapowiedzi negocjacji i – jak w przypadku Brazylii – dywersyfikacji kierunków eksportu. Waszyngton kupił sobie w ten sposób kolejne miesiące taryfowego status quo. Rachunek za tę stabilność płacą – jak pokazują dane BLS i Fed – przede wszystkim amerykańscy konsumenci.

Źródła: CNBC, New York Times

Idź do oryginalnego materiału