Trzy powody, dla których warto mieć psa.

oszczednymilioner.pl 2 dni temu

Znacie pewnie te memy z tekstem „Stary mówi nie chce psa. Stary i pies po tygodniu” pokazujące zmianę paradygmatu od koncepcji „pies=kłopot” do „pies, najlepszy przyjaciel człowieka”. Ponieważ sam przeszedłem tę drogę, mogę podać tytułowe trzy powody.

Pies równa się towarzystwo. Widzę tę prawdę po samotnych paniach z sąsiedztwa i wszystkich okolicznych psiarzach. Doświadczam na sobie. Otóż pies, zwłaszcza określonych ras, uwielbia spędzać czas w towarzystwie „swojego człowieka”. Dostosowuje do nas nawyki i rytm dobowy. W moim przypadku oznacza to chodzenie wszędzie krok w krok, ja do ogrodu, pies do ogrodu, ja do wc, pies do wc, ja do łóżka, pies idzie spać. Do tego psisko ofiarowuje bezwarunkową miłość i przywiązanie, jakich w dzisiejszym świecie, nie możemy już doświadczyć. Cieszy się z naszych powrotów, choćby gdy wracamy z 10-minutowego wyjścia. W przypadku ludzi starszych, samotnych, powiedzmy wprost – często we własnym mniemaniu nikomu niepotrzebnych, taki zwierzak stanowi jedyną rację istnienia oraz okazję do nawiązania kontaktów ze światem. I tu przechodzimy do drugiego znaczenia słowa „towarzystwo”. Połowę osiedlowych znajomości, w tym z ludźmi z innych baniek towarzysko-wiekowych, zawdzięczam psu. Gdyby nie spacery, nigdy nie mielibyśmy okazji porozmawiać. Mój teść, zajęty różnymi aktywnościami emeryt, gdyby nie pies (oraz kumple-psiarze, którzy o 7 rano spotykają się na godzinny spacer), raczej nie odwiedzałby nas codziennie. Dla ludzi mało towarzyskich, introwertyków, zakup psa stanowił często jedyną drogę do poznania kogoś. I powstania, jak mówią psiarze nowej „psio-ludzkiej rodziny”.

Pies zapewnia ruch. Psia mina, nerwowe przestępowanie z nogi na nogę, oraz siedzenie pupila przy drzwiach, zmuszają największych kanapowców do zebrania się i wyjścia na spacer. A trzy spacery to minimum 40 minut ruchu. Akurat tyle, ile człowiekowi potrzeba (według naukowców). W pewnym momencie poczucie obowiązku naturalnie kształtuje w nas zdrowe nawyki oraz wygania z murów choćby w deszczowy dzień i pomimo złego samopoczucia, bo wiadomo, trzeba.

Pies pozwoli zwolnić tempo. Część tej prawdy wynika z poprzednich powodów. Otóż, wychodząc na spacer, poruszamy się nie biegiem, w wiecznym niedoczasie, ale w psim tempie. A ono oznacza (dla psa, nie dla człowieka), przywitania z innymi zwierzakami, powąchanie trawników, obsikanie drzew, latarni itp. Czyli idziemy wolno. A wtedy? Dostrzegamy pory roku, drobne zmiany otoczenia, mamy czas na niespieszną rozmowę, czy przemyślenie sobie pewnych spraw. Słowem, przestaniemy gonić, fizycznie i mentalnie. Ale zwolnienie ma też inny aspekt. Wspólny relaks w fotelu, z pyskiem na kolanach. drzemka „po psiemu” w środku dnia na kanapie. kilka lotów wariackich po świecie, bo „Co zrobię z psem?”. Szukanie parków, aktywności, miejsc przyjaznych zwierzętom i pełnym podobnych nam ludzi opanowanych przez „psią gorączkę”. A efekty: towarzystwo tego zwierzaka relaksuje, obniża ciśnienie i powoduje, iż jesteśmy zdrowsi.

Idź do oryginalnego materiału