Sukces projektu takiego jak OpenClaw zwykle kończy się założeniem własnej firmy i walką o miliony dolarów od inwestorów. Peter Steinberger wybrał jednak zupełnie inną drogę. Zamiast budować własne imperium, twórca asystenta AI postanowił dołączyć do zespołu OpenAI. Decyzja ta wiele mówi o tym, jak zmienia się dziś układ sił w branży sztucznej inteligencji.
Steinberger otwarcie przyznaje, iż rola prezesa, zarządzanie biznesem i zbieranie funduszy po prostu go nie interesują. Jest inżynierem z krwi i kości, a jego cel jest prosty, choć ambitny: chce stworzyć cyfrowego asystenta tak łatwego w obsłudze, by bez problemu mogła z niego korzystać choćby jego matka. gwałtownie zrozumiał, iż aby to osiągnąć, potrzebuje zaplecza, którego nie da się zbudować w pojedynkę w garażu.
Kluczem do tej decyzji był dostęp do technologii. Podczas rozmów z laboratoriami w San Francisco stało się jasne, iż tylko najwięksi gracze dysponują modelami i standardami bezpieczeństwa niezbędnymi do stworzenia bezpiecznego narzędzia dla masowego odbiorcy. Dla OpenAI ten transfer to również strategiczne zwycięstwo. Sam Altman potwierdził, iż Steinberger zajmie się rozwojem nowej generacji osobistych asystentów. Sugeruje to, iż twórcy ChatGPT chcą jak najszybciej przejść od chatbotów, z którymi tylko rozmawiamy, do agentów, którzy potrafią za nas wykonywać konkretne zadania.
Co istotne, przejście Steinbergera do giganta nie oznacza końca OpenClaw. Projekt nie zostanie zamknięty wewnątrz korporacji. Zamiast tego powstaje specjalna fundacja, którą finansowo wesprze OpenAI. Dzięki temu narzędzie pozostanie darmowe i otwarte dla społeczności programistów. To sprytny ruch, który pozwala OpenAI czerpać innowacje ze środowiska open source i budować dobre relacje z niezależnymi twórcami, jednocześnie mając pod kontrolą rozwój technologii.

2 godzin temu






