
Patent sam w sobie nie oznacza jeszcze sukcesu rynkowego. Daje właścicielowi czasowe prawo wyłącznego korzystania z wynalazku na zasadach określonych w przepisach. Dopiero komercjalizacja, czyli gospodarcze zastosowanie patentu, może zamienić pomysł w przychód.
W polskich danych widać więc nie tyle brak wynalazków, ile problem z ich przeprowadzeniem przez ostatni, najtrudniejszy odcinek drogi: od dokumentu w urzędzie do produktu, technologii albo procesu, za który ktoś na rynku chce zapłacić.
– Fakt, iż tylko co czwarty przyznany patent podlegał komercjalizacji, nie jest najgorszym wynikiem na tle świata, bo również w krajach, które patentują znacznie więcej, duża część patentów ostatecznie nie przynosi przychodów, oczekiwanych zysków – wyjaśnia dr hab. Mariusz-Jan Radło, prof. SGH, kierownik Katedry Globalnych Współzależności Gospodarczych SGH, autor badania.
Większość patentów nie ma planu na rynek
Z badania wynika, iż blisko 64,7 proc. analizowanych patentów nie jest w tej chwili planowanych do komercjalizacji. Nieco ponad 7 proc. ma zostać skomercjalizowanych w przyszłości.
Osobną grupę stanowią rozwiązania, które pełnią funkcję ochronną albo strategiczną. Chodzi o patenty tworzone po to, by zabezpieczyć przewagę konkurencyjną właściciela albo chronić strategiczne rozwiązanie. Taką rolę odgrywa jednak tylko 3 proc. badanych patentów.
Największą grupę stanowią jednak patenty, dla których komercjalizacji w tej chwili się nie planuje. Dla systemu innowacji to istotny sygnał. Liczba patentów może dobrze wyglądać w statystykach, ale sama nie mówi jeszcze, czy powstają technologie przydatne gospodarce.
Nauka patentuje, biznes zarabia
Największa dysproporcja dotyczy sektora nauki. Jednostki naukowe mają ponad dwie trzecie analizowanych patentów. Jednocześnie generują tylko około 1 proc. przychodów z komercjalizacji, czyli 44 mln zł.
Przedsiębiorstwa mają jedną trzecią puli, ale zgarniają niemal cały rachunek przychodów: 3,9 mld zł. Najlepiej wypadają firmy produkcyjne, infrastrukturalne i budowlane. Mają 25 proc. patentów, a odpowiadają za 94 proc. przychodów z ich komercjalizacji.
– Przedsiębiorstwa komercjalizują 40 proc. swoich patentów, a sektor nauki niecałe 18 proc. – mówi prof. Mariusz-Jan Radło. – Gdy spojrzymy na przychód przeliczony na jeden patent, to widzimy, iż w przedsiębiorstwach produkcyjnych wynosi on prawie 3 mln zł, w przedsiębiorstwach usługowych prawie 900 tys., w instytutach naukowych 230 tys., a w szkolnictwie wyższym 1,7 tys. zł.
Widzimy ogromne dysproporcje w potencjale komercjalizacji. Widzimy też, iż jeżeli w sektorze nauki na grant na pewno przyznano dziesiątki, jeżeli nie miliony złotych, i jeżeli on skutkuje patentem, z którego przychody z komercjalizacji wynoszą 1,7 tys. zł, to jest to nieporozumienie, marnowanie pieniędzy.
To najmocniejszy fragment badania. Różnica między prawie 3 mln zł w firmach produkcyjnych a 1,7 tys. zł w szkolnictwie wyższym pokazuje, iż problem nie leży wyłącznie w liczbie uzyskanych patentów. Chodzi o to, czy już na etapie pomysłu ktoś myśli o rynku, kliencie, zastosowaniu i modelu zarabiania.
Patent bywa końcem projektu, a powinien być początkiem
W wielu projektach grantowych patent staje się finałem pracy. Zespół badawczy zdobywa formalną ochronę rozwiązania i może wykazać efekt naukowy. Z perspektywy gospodarki to dopiero pierwszy krok.
– Często się zdarza, iż patent jest ostatnim punktem w projekcie grantowym i na tym się kończy życie projektu, a to powinien być początek komercjalizacji, przychodów, rozwoju biznesu – ocenia kierownik Katedry Globalnych Współzależności Gospodarczych SGH.
To odwraca logikę finansowania innowacji. jeżeli system premiuje głównie uzyskanie patentu, to zachęca do produkowania formalnie chronionych rozwiązań. jeżeli premiuje przychody, wdrożenia i współpracę z firmami, zaczyna pytać o coś trudniejszego: kto kupi daną technologię i do czego jej użyje.
Zdaniem autorów badania samo zwiększanie liczby patentów nie wystarczy. Polityka innowacyjna powinna mocniej wspierać przejście od ochrony wynalazku do jego gospodarczego wykorzystania.
Skąd wynika fiasko wdrożeń?
Przedstawiciele uczelni najczęściej tłumaczyli brak komercjalizacji brakiem popytu na dane rozwiązanie. Taką barierę wskazało 81 proc. badanych. 60 proc. mówiło o braku zainteresowania inwestorów.
W instytutach badawczych obraz jest podobny, choć mniej jednostronny. W przedsiębiorstwach większą rolę odgrywają inne czynniki: zmiana sytuacji rynkowej, zmiana strategii firmy albo brak pieniędzy na wdrożenie. To sugeruje, iż biznes częściej zaczyna od rozpoznania rynku. Nauka zbyt często dochodzi do tego pytania dopiero po uzyskaniu ochrony patentowej.
– To znaczy, iż ktoś na początku projektu grantowego nie zadbał o to, żeby zbadać rynek, czy jest na to zapotrzebowanie, czy ktoś to kupi, czy ten patent wygeneruje jakieś dochody. W przedsiębiorstwach znaczenie małego popytu czy zainteresowania inwestorów jest mniejsze, a pojawiają się czynniki strategiczne, jak zmiana na rynku, zmiana strategii przedsiębiorstwa czy brak zasobów finansowania dla komercjalizacji. Zatem było tu pewne rozpoznanie rynku, intencjonalnie ten patent stworzono i oczekiwano przychodów z komercjalizacji, natomiast te zmiany spowodowały, iż nie było tego zainteresowania – wyjaśnia ekspert SGH.
Nauka i biznes muszą spotkać się wcześniej
Raport prowadzi do prostego wniosku: naukowcy i przedsiębiorcy powinni współpracować wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy patent jest już gotowy. Chodzi o to, by rozwiązania powstające na uczelniach i w instytutach odpowiadały na problemy, z którymi mierzą się firmy.
– Polska jest w takiej fazie rozwoju, w której musimy stawiać na innowacje, generować przychody z nowoczesnych rozwiązań, bo tam jest duża marża, ale tej marży ktoś w systemie nie wyrabia. Widać, iż przedsiębiorstwa sobie radzą, ale sektor nauki sobie mniej radzi i musimy połączyć te dwa potencjały – mówi prof. Mariusz-Jan Radło. – Zdolność przedsiębiorstw do komercjalizacji wynika z komplementarnych zasobów, z tego, iż mają marketing, rozpoznanie rynku, kanały dystrybucji, dotarcie do klienta i wiedzą, po co opatentowali. Natomiast w sektorze nauki wyraźnie widać, iż brakuje tej wiedzy.
W tej układance chodzi nie tylko o naukowców i przedsiębiorców. Autorzy badania widzą też rolę dla Urzędu Patentowego RP, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz instytucji otoczenia biznesu. Te podmioty mogłyby pomagać w tworzeniu rynku dla patentów, łączeniu właścicieli technologii z inwestorami i sprawdzaniu, czy granty prowadzą do wdrożeń.
Granty powinny premiować wdrożenia
Prof. Radło ocenia, iż polityka grantowa i innowacyjna w Polsce powinna mocniej uwzględniać rozpoznanie potrzeb rynkowych. Grant nie powinien kończyć się wyłącznie patentem; powinien prowadzić do sprawdzenia, czy technologia ma klienta, inwestora i sens ekonomiczny.
Potrzebne są też mechanizmy transferu technologii, finansowanie wdrożeń, lepsza wycena własności intelektualnej i kompetencje komercjalizacyjne po stronie właścicieli patentów. Sama ochrona prawna nie wystarczy, jeżeli nie ma ludzi i instytucji, które potrafią sprzedać rozwiązanie albo wprowadzić je do firmy.
Pełna wersja badania SGH, GUS i UPRP ma zostać opublikowana pod koniec roku. Autor zapowiada, iż w przyszłości statystyki dotyczące komercjalizacji i przychodów z patentów można połączyć z informacjami o rodzajach patentów oraz technologiach, które trafiają na rynek.
To mogłoby pomóc wskazać obszary technologiczne z największym potencjałem dochodowym. Dla gospodarki ważne jest to, ile rozwiązań wyjdzie z szuflady i zacznie pracować na przychody oraz przewagę konkurencyjną polskich firm.
Przeczytaj także:
- Mały produkt w ogromnym pudle? UE chce ograniczyć takie paczki
- Połowa 800 plus na inwestowanie zamiast na bieżące wydatki robi znaczną różnicę w finansach
- Trzech na czterech ponownie założyłoby własną firmę. Innym już tak łatwo jej nie polecają

4 godzin temu













