Konferencja Nvidii GTC 2026 w San Jose przyniosła ogłoszenie, które momentalnie odbiło się na notowaniach obu spółek. Uber Technologies i Nvidia poinformowały o radykalnym rozszerzeniu współpracy w segmencie pojazdów autonomicznych. Wspólnym celem jest wyjechanie na ulice Los Angeles i San Francisco jeszcze w pierwszej połowie 2027 roku – flotą robotaksówek sterowanych w całości przez oprogramowanie Nvidii. Do końca 2028 roku usługa ma objąć 28 miast na czterech kontynentach: w Ameryce Północnej, Europie, Australii i Azji.
Rynek zareagował entuzjastycznie. Akcje Ubera na wtorkowej sesji podskoczyły o ponad 5 proc. i zakończyły dzień w okolicach 78 dolarów. Jeszcze kilka tygodni temu Wall Street otwarcie zastanawiała się, czy Uber nie przegapi wyścigu o autonomiczną przyszłość transportu. Teraz te obawy – przynajmniej na chwilę – zelżały.
Oprogramowanie, które ma rozumieć chaos na drodze
Technologicznym fundamentem przedsięwzięcia jest platforma NVIDIA DRIVE Hyperion – kompletny zestaw obliczeniowo-sensoryczny przygotowany z myślą o pojazdach autonomicznych poziomu L4. Mówiąc wprost: chodzi o samochody, które w określonych warunkach będą poruszać się po ulicach bez żadnego udziału człowieka.
Nvidia zaprezentowała przy okazji nowy model sztucznej inteligencji o nazwie Alpamayo. To system oparty na rozumowaniu łańcuchowym, projektowany do radzenia sobie z tym, co inżynierowie nazywają „długim ogonem” – czyli nieprzewidywalnymi sytuacjami, które zdarzają się na drodze rzadko, ale potrafią zaskoczyć choćby doświadczonego kierowcę. Chaotyczne strefy robót drogowych, gwałtownie wybiegający na jezdnię pieszy, niestandardowe skrzyżowanie – Alpamayo ma to wszystko ogarnąć dzięki wieloetapowej logice wnioskowania, zamiast polegać wyłącznie na rozpoznawaniu wzorców.
Jensen Huang, szef Nvidii, porównał to do „momentu ChatGPT dla fizycznej sztucznej inteligencji”. Porównanie odważne, ale oddaje ambicje firmy – pozycjonowanie się jako dostawca kompletnego stosu systemu L4 dla całej branży motoryzacyjnej.
PRZECZYTAJ: Rynek Robo-Taxi – Notowania tych spółek mogą rosnąć [Poradnik]
Trzy kroki zamiast wielkiego skoku
Obie spółki zastrzegają, iż w żadnym mieście robotaksówki nie pojawią się z dnia na dzień. Wdrożenie w każdej lokalizacji ma przebiegać w trzech etapach. Najpierw na ulice wyjadą samochody zbierające dane – ich rolą będzie „nauka” miejscowych warunków, od specyfiki ruchu po szczegóły infrastruktury drogowej. Po tej fazie nastąpi uruchomienie floty z operatorem na pokładzie, pełniącym funkcję nadzorcy. Dopiero trzeci etap oznacza pełną autonomię bez człowieka za kierownicą.
Dla inwestorów istotne jest to, iż taki model ogranicza ryzyko regulacyjne i wizerunkowe. Każda poważna wpadka autonomicznego samochodu to potencjalna katastrofa PR-owa, która potrafi cofnąć branżę o lata. Stopniowe skalowanie daje firmom czas na kalibrację technologii i budowanie zaufania zarówno regulatorów, jak i samych pasażerów.
Platforma, a nie technologia – strategia Ubera nabiera kształtu
Dara Khosrowshahi, szef Ubera, od dłuższego czasu powtarza, iż jego firma nie zamierza sama budować systemu autonomicznej jazdy. Uber stawia na model platformowy – chce być hubem, na którym różni dostawcy technologii AV oferują usługi milionom użytkowników aplikacji. Wcześniej firma zawarła już partnerstwa z producentem aut elektrycznych Lucid Group i startupem Nuro, pracując nad robotaksówkami opartymi na pojazdach Lucida z oprogramowaniem Nuro.
Dodanie Nvidii do tego ekosystemu to jednak zmiana jakościowa. Nvidia to firma o kapitalizacji rynkowej powyżej 4,4 bln dolarów, a na tej samej konferencji GTC ogłoszono, iż platformę DRIVE Hyperion dla pojazdów L4 adoptują również tacy producenci jak BYD, Geely, Isuzu i Nissan. To oznacza, iż w przyszłości na sieci Ubera mogą pojawić się robotaksówki z fabryk największych koncernów motoryzacyjnych świata – zbudowane na jednym, zunifikowanym stosie technologicznym.
Waymo prowadzi, Tesla goni, Uber gra o pozycję
Kontekst konkurencyjny nadaje temu ogłoszeniu dodatkowy ciężar. Waymo, należące do Alphabetu, jest dziś niekwestionowanym liderem segmentu robotaksówek w USA. Operuje już w ponad 10 miastach, ma na koncie ponad 200 mln przejechanych mil w trybie autonomicznym i obsługuje setki tysięcy przejazdów tygodniowo. Tesla z kolei gra na swoje atuty – gigantyczną bazę produkcyjną i podejście oparte wyłącznie na kamerach, dzięki czemu może agresywnie obniżać ceny usługi.
Na tym tle Uber ze swoją strategią platformową wydaje się graczem innego rodzaju. Nie buduje samochodu, nie pisze kodu autonomicznej jazdy – buduje sieć, przez którą inni będą oferować swoje usługi. Analitycy Bank of America, którzy w reakcji na ogłoszenie podtrzymali rekomendację „kupuj” z ceną docelową 103 dolarów za akcję (co implikuje ponad 30-procentowy wzrost), wskazują, iż właśnie efekt sieci może okazać się kluczowy. Im więcej partnerów AV dołączy do platformy Ubera, tym trudniej będzie choćby Waymo czy Tesli zepchnąć go na margines.
Co to oznacza dla inwestorów
Rynek pojazdów autonomicznych wchodzi właśnie w fazę komercjalizacji – i to z przytupem. Nvidia próbuje powtórzyć manewr, który sprawdził się w segmencie centrów danych AI: zostać „dostawcą łopat” w gorączce złota, zarabiając na każdym uczestniku wyścigu. Uber z kolei chce udowodnić, iż w erze robotaksówek nie trzeba posiadać technologii – wystarczy posiadać pasażerów.
Dla inwestorów obserwujących ten segment z Polski czy szerzej z Europy kluczowa jest implikacja systemowa. Przyspieszenie wdrożeń AV będzie oddziaływać na cały łańcuch wartości – od producentów chipów i sensorów LiDAR, przez koncerny motoryzacyjne, po firmy ubezpieczeniowe, które będą musiały od nowa wycenić ryzyko w transporcie. Ten wyścig dopiero się rozkręca, ale stawki – zarówno technologiczne, jak i giełdowe – są już bardzo wysokie.
Źródła: Uber, Nvidia, Reuters, AP News

2 godzin temu




