Komisja Europejska przyjęła plan działania, który może w najbliższej dekadzie zmienić opłacalność uprawy roślin strączkowych i oleistych w Polsce. Cel jest ambitny – z niespełna 26% do 36% ma wzrosnąć udział unijnego białka roślinnego w paszach dla zwierząt. Dla rolników to potencjalnie nowy kierunek produkcji, wsparty unijną polityką.
Skąd ten plan?
Wraz z przyjętą niedawno strategią dla sektora zwierząt gospodarskich, Komisja Europejska wprowadziła plan działania w zakresie białka, którego celem jest wzmocnienie odporności, zrównoważoności i strategicznej autonomii unijnego systemu białkowego. Chodzi w praktyce o zmniejszenie zależności Europy od importu białka roślinnego – dziś w dużej mierze sprowadzanego zza oceanu, głównie w postaci śruty sojowej z Ameryki Południowej.
Plan zakłada, iż większa produkcja nasion oleistych i roślin wysokobiałkowych ma zmniejszyć te strategiczne zależności, zwiększyć bezpieczeństwo żywnościowe i stworzyć nowe możliwości dla rolników, jednocześnie wspierając bardziej odporny sektor produkcji zwierzęcej. Konkretny cel liczbowy? Wzrost udziału unijnego białka z roślin oleistych i wysokobiałkowych w paszach dla zwierząt z 25,8% do 36% do 2035 roku.
Skala unijnej zależności od importu
Żeby zrozumieć, dlaczego Bruksela tak mocno stawia na ten temat, warto spojrzeć na dane dotyczące śruty sojowej – głównego źródła białka paszowego w Europie. Unia Europejska produkuje jej w tej chwili 11,7 mln ton rocznie, podczas gdy zużycie sięga 30,9 mln ton. Oznacza to samowystarczalność na poziomie zaledwie 37,8% – ponad 60% zapotrzebowania trzeba pokrywać importem, głównie z Brazylii i Argentyny.
Dla porównania, sytuacja w przypadku samej soi wygląda jeszcze bardziej jednoznacznie – unijna samowystarczalność w tej uprawie to zaledwie 17,4%, a w kolejnym sezonie ma choćby nieznacznie wzrosnąć, do 18,6%. To pokazuje skalę wyzwania, przed którym stoi europejskie rolnictwo, i tłumaczy, dlaczego Komisja Europejska chce zwiększać krajową produkcję alternatywnych źródeł białka.
Ukraina jako partner, nie tylko konkurent?
Co ciekawe, w unijnym planie białkowym istotną rolę ma odgrywać także Ukraina, traktowana jako partner, który pozwoliłby zdywersyfikować dostawy, a w dłuższej perspektywie – po ewentualnej akcesji do UE – mógłby znacząco podnieść samowystarczalność całej Wspólnoty w zakresie białka, z obecnych 76% do 86%.
To pokazuje, iż unijna strategia białkowa nie opiera się wyłącznie na zwiększaniu produkcji wewnątrz „starej” Unii, ale też na budowaniu szerszego, europejskiego łańcucha dostaw z udziałem państw sąsiedzkich.
Co to oznacza dla polskiego rolnika?
Choć plan ma horyzont do 2035 roku, już teraz warto zwrócić uwagę na kilka kwestii praktycznych:
Potencjalny wzrost zainteresowania uprawami strączkowymi. Groch, bobik, łubin czy soja to rośliny, które mogą zyskać na znaczeniu w unijnej polityce dopłat, jeżeli Bruksela rzeczywiście chce skokowo zwiększyć krajową produkcję białka. Historycznie takie strategiczne cele UE przekładały się na instrumenty wsparcia – dopłaty do upraw białkowych, programy przejściowe czy preferencje w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.
Rzepak też się liczy. Warto pamiętać, iż plan białkowy dotyczy nie tylko roślin strączkowych, ale też oleistych – w tym rzepaku, którego krajowa produkcja i tak boryka się w tej chwili z problemami (o czym pisaliśmy w kontekście tegorocznych niższych zbiorów). Rosnące zapotrzebowanie na krajowe źródła białka może w przyszłości dodatkowo wzmocnić znaczenie tej uprawy.
To wciąż plan, nie gotowe przepisy. Na razie mamy do czynienia z deklaracją kierunkową Komisji Europejskiej, a nie konkretnymi mechanizmami wsparcia czy zmianami w dopłatach. Konkretne narzędzia – jeżeli powstaną – będą wymagały osobnych regulacji i decyzji na poziomie unijnym oraz krajowym.
Czy to się w ogóle opłaca rolnikowi już dziś?
To pytanie pozostaje otwarte i zależy od tego, jak gwałtownie unijne deklaracje przełożą się na konkretne wsparcie finansowe. Same rośliny strączkowe od lat mają w Polsce opinię upraw wymagających i niepewnych agrotechnicznie, a ich powierzchnia w kraju pozostaje relatywnie niewielka. Bez realnych zachęt ekonomicznych – w postaci dopłat, gwarantowanych cen skupu czy ułatwień w zbycie plonu – sam unijny cel liczbowy może nie wystarczyć, by skłonić rolników do zmiany struktury zasiewów.
Co dalej?
Najbliższe miesiące i lata pokażą, czy plan białkowy Komisji Europejskiej przełoży się na konkretne instrumenty wsparcia dla producentów roślin strączkowych i oleistych w Polsce. Dla rolników rozważających dywersyfikację upraw to sygnał, żeby śledzić rozwój tego tematu – strategiczne priorytety UE zwykle prędzej czy później znajdują odzwierciedlenie w systemie dopłat.
źródło: IERGŻ

1 godzina temu
















