Ursus C-360 na gąsienicach. Czy właśnie widzicie najdroższą sześćdziesiątkę w historii?

4 godzin temu

Rolnik to człowiek pomysłowy. jeżeli coś się zakopie – wymyśli, jak to wyciągnąć. jeżeli coś się ślizga – sprawi, iż przestanie. A jeżeli Ursus C-360 zaczyna buksować w mokrym roku, to zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: „A może by tak założyć gąsienice?”. Ale do sześćdziesiątki? To chyba żart.

No właśnie. Oczywiście, iż żart, ale przyznacie sami – to wygląda cudownie.

Sześćdziesiąt (prawie) koni i włoskie buty

Ursus C-360 to legenda. 52 konie mechaniczne, prostota konstrukcji i wiek, który w wielu egzemplarzach przekroczył już pięć dekad. Ciągnik, który widział więcej kampanii buraczanych niż niejeden doradca agrotechniczny.

I teraz wyobraźmy sobie, iż do tej konstrukcji dokładamy nowoczesny system gąsienicowy. Technicznie – (może ) da się. Wizualnie – wygląda bojowo. Ekonomicznie? Tu zaczynają się schody.

Bo jeżeli zestaw gąsienic kosztuje kilkadziesiąt tysięcy euro, a sama C-360 bywa tańsza niż ułamek tej ceny, to pojawia się pytanie: czy nie stworzyliśmy właśnie najdroższego Ursusa C-360 w historii? Wirtualnie, ale jednak. No a teraz zastanówmy się…

Co się zmieni po montażu?

Nie ma co żartować – w kwestii trakcji gąsienice robią robotę.

  • Większa powierzchnia styku z podłożem oznacza mniejszy poślizg.
  • Ciągnik mniej się zapada.
  • Gleba jest mniej ugniatana.
  • Stabilność boczna wyraźnie rośnie.

W mokrych warunkach C-360 na kołach potrafi kręcić kołami. Na gąsienicach mogłaby jechać, a nie kopać. Tyle że… 52 KM to wciąż 52 KM. Gąsienice nie dodają mocy. One tylko pozwalają lepiej wykorzystać to, co jest. A w przypadku C-360 cudów nie będzie.

Ekonomia kontra sentyment

Za cenę profesjonalnych systemów gąsienicowych można często:

  • kupić drugiego Ursusa, a choćby kilkanaście
  • dołożyć do nowszego ciągnika z napędem 4×4,
  • albo zmodernizować park maszynowy w sposób, który realnie zwiększy wydajność.

W przypadku C-360 montaż gąsienic to raczej żart, fanaberia techniczna niż racjonalna inwestycja. Chyba iż mówimy o bardzo specyficznych zastosowaniach – torfy, szkółki leśne, ekstremalnie podmokłe łąki, bo… da się. Może nie do Ursuska, ale się da.

Gąsienice mają sens – ale w innej lidze

Nie zmienia to faktu, iż systemy gąsienicowe to dziś poważna technologia. Przykładem są rozwiązania Poluzzi Track, dostępne także w Polsce. To nie jest garażowa przeróbka. To profesjonalne, włoskie systemy projektowane do ciągników o mocy od około 80 KM aż do ponad 650 KM.

Dlaczego w dużych maszynach to działa?

  • Bo przy mocy 300, 400 czy 500 KM:
  • każdy procent poślizgu to realna strata paliwa,
  • każdy przejazd w mokrym roku może zadecydować o terminie siewu,
  • każdy dodatkowy centymetr zagęszczonej gleby to problem na lata.

Gąsienice:

  • poprawiają trakcję
  • zmniejszają ugniatanie gleby
  • zwiększają stabilność
  • pozwalają efektywniej wykorzystać moc

W dużych gospodarstwach to nie gadżet – to narzędzie.

Ile to kosztuje naprawdę?

Przykładowo, komplet gąsienic do ciągnika o mocy 300–480 KM to wydatek około 119 000 euro. Brzmi poważnie? Oczywiście. Ale w przypadku ciągnika wartego kilka milionów złotych, który pracuje na tysiącach hektarów, ten koszt zaczyna się kalkulować:

  • mniej paliwa przez mniejszy poślizg,
  • możliwość wjazdu w pole wcześniej,
  • mniejsze straty struktury gleby,
  • większa wydajność w ciężkich pracach uprawowych.

Tam, gdzie ciągnik zarabia na siebie każdego dnia sezonu – gąsienice potrafią się obronić ekonomicznie.

Rachunek ekonomiczny montażu gąsienic do ciągnika

Ursus C-360 na gąsienicach? Technicznie możliwe. Efektowne? Zdecydowanie. Ekonomicznie uzasadnione? W tym przypadku zdecydowanie – nie.

Natomiast w dużych, nowoczesnych ciągnikach systemy gąsienicowe to realne narzędzie poprawy efektywności. Bo gąsienice nie są po to, żeby stara „sześćdziesiątka” wyglądała groźnie na podwórku. One są po to, żeby kilkaset koni mechanicznych nie marnowało się w błocie. Ani siebie, ani czasu, ani paliwa, ani pieniędzy.

A między romantyzmem do klasyki a rachunkiem ekonomicznym – jak zwykle w rolnictwie – wygrywa kalkulator.

Idź do oryginalnego materiału