USA wysysają miedź z rynku. Wszystko przez oczekiwanie na cła

1 godzina temu

W poniedziałek ceny miedzi ustanowiły historyczne rekordy, w USA notowania metalu przebiły poziom 6,7 dolara za funt. Jednocześnie wyraźnie pogłębiła się różnica między cenami miedzi w Stanach Zjednoczonych i na pozostałych rynkach. Zapasy w magazynach w Londynie spadły od maja o ponad 40 proc., a premia za natychmiastową dostawę gwałtownie wzrosła. Problemem nie jest dziś brak miedzi na świecie, ale jej coraz mniejsza dostępność poza USA. Znaczna część zapasów została bowiem skierowana na rynek amerykański w oczekiwaniu na możliwe wprowadzenie ceł na import rafinowanej miedzi. w tej chwili rynek pozostaje więc w zawieszeniu, a opłacalny handel arbitrażowy może trwać tak długo, jak długo amerykańskie ceny pozostają wyraźnie wyższe. Wyższe ceny miedzi mogą także w dłuższej perspektywie przełożyć się na wyższe ceny elektroniki.

Doktor Copper drożeje nie tylko przez gospodarkę

Miedź od dawna nazywana jest Doktor Copper. Ten metal znajduje zastosowanie w budownictwie, energetyce, elektronice, transporcie i przemyśle, dlatego jego cena często pomaga oceniać kondycję światowej gospodarki. Gdy miedź drożeje, oznacza to dobrą koniunkturę w przemyśle i całej gospodarce. Od kilku miesięcy jednak wzrost cen miedzi wynika nie tyle z poprawy sytuacji gospodarczej, ile prognozuje zmiany w polityce handlowej USA. A ceny metalu rosną wyniku oczekiwań dotyczące amerykańskich ceł.

Rynek zakłada, iż USA mogą wprowadzić cła na import rafinowanej miedzi. Sama możliwość pojawienia się taryf sprawiła, iż cena metalu w Stanach Zjednoczonych wzrosła względem notowań w Londynie. Gdy trader może kupić miedź taniej poza USA, przewieźć ją przez ocean i sprzedać drożej na rynku amerykańskim, powstaje atrakcyjny arbitraż. Amerykańska premia cenowa działa więc jak magnes, który przyciąga metal z innych części świata. Traderzy chcą dostarczyć miedź do USA przed ewentualnym wprowadzeniem taryf. Metal znajdujący się już w amerykańskich magazynach nie byłby obciążony nowym kosztem importowym, a więc mógłby dodatkowo zyskać na wartości.

Zapasy w Londynie topnieją, a rynek czeka na decyzję USA

Najlepiej widać to w magazynach London Metal Exchange. Dane pokazują, iż zapasy na LME spadły od maja o ponad 40 proc., a premia za natychmiastową dostawę wyraźnie wzrosła. Im mniej miedzi dostępnej natychmiast, tym większa nerwowość. Premia ceny spot nad kontraktem trzymiesięcznym dochodziła prawie do 550 dolarów za tonę, najwięcej od 2021 roku.

Termin przedstawienia rekomendacji dotyczących ceł przez Departament Handlu USA minął kilka tygodni temu, ale Biały Dom przez cały czas nie ogłosił decyzji. Dla rynku takie zawieszenie jest wygodne. Dopóki amerykańska cena pozostaje wyższa, dopóty opłaca się kierować miedź do USA. Stany Zjednoczone pozostają jednocześnie mocno zależne od importu i nie mogą gwałtownie zastąpić zagranicznych dostaw własną produkcją.

Drugim ważnym graczem na globalnym rynku są Chiny. Chińskie huty mają w obecnej sytuacji problem z dostępnością koncentratu potrzebnego do produkcji rafinowanej miedzi. To zwiększa zapotrzebowanie na gotowy metal. Rynek przypomina więc przeciąganie liny między USA a Chinami. Jedni gromadzą zapasy przed możliwymi cłami, drudzy potrzebują surowca do utrzymania produkcji.

Wyższe ceny miedzi mogą uderzyć w elektronikę

Długoterminowe argumenty za wysokimi cenami pozostają mocne. Elektryczne samochody, rozbudowa sieci energetycznych, centra danych i infrastruktura sztucznej inteligencji wymagają ogromnych ilości przewodów i urządzeń do których produkcji używa się miedzi. Wysokie ceny to przede wszystkim efekt zmiany geografii zapasów. Część analityków branżowych uważa, iż to jeszcze nie koniec a dalsze odwlekanie decyzji przez USA i ograniczanie podaży może wywołać dalsze wzrosty cen. Najważniejsza dla rynku jest teraz decyzja USA. Wprowadzenie ceł może utrzymać amerykańską premię, zwiększyć gromadzenie zapasów i także wywołać dalszy wzrost cen. Rezygnacja z taryf mogłaby natomiast sprawić, iż część metalu wróci na globalny rynek, a obecny „squeeze” zacznie zanikać.

Rekordowe ceny miedzi z czasem mogą być odczuwalne także w portfelach zwykłych konsumentów. Nie oznacza to, iż elektronika zdrożeje w takim samym tempie jak sama miedź, bo metal jest tylko jednym z elementów ceny produktu. Presja będzie jednak większa tam, gdzie zużycie miedzi jest wysokie, np. w kablach, instalacjach elektrycznych, samochodach elektrycznych czy sprzęcie AGD. Część kosztów obecnego rajdu może więc ostatecznie podnieść ceny elektroniki.


O autorze

Paweł Majtkowski – analityk eToro na polskim rynku, który dzieli się swoim cotygodniowym komentarzem na temat najnowszych informacji giełdowych. Paweł jest uznanym ekspertem rynków finansowych z dużym doświadczeniem jako analityk w instytucjach finansowych. Jest on też jednym z najczęściej cytowanych ekspertów w dziedzinie gospodarki i rynków finansowych w Polsce. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Jest także autorem wielu publikacji z zakresu inwestowania, finansów osobistych i gospodarki.

Idź do oryginalnego materiału