Pożar wybuchł tuż po odbiorze mleka
Jak podaje red. Andrzej Rutkowski z Redakcji tygodnik-rolniczy.pl w gospodarstwie Krzysztofa Moczulskiego w Perlejewie doszło do tragicznego pożaru obory, który w zaledwie 20 minut zniszczył budynek. Ogień pojawił się tuż po odbiorze mleka około godz. 12.20, a przed 13.00 było już po wszystkim. Na miejscu był syn właściciela, który wraz ze strażakami, sąsiadami i mieszkańcami wracającymi z kościoła podjął natychmiastową akcję ratunkową.
Ze stada 230 krów dojnych ocalała niecała setka
– Jak tylko zobaczyłem, iż obora się pali to pierwsze co zrobiliśmy to uwolniliśmy krowy. Niestety nie wszystkie udało się uratować, 30 z nich zostało w oborze, a przez kolejne dni ok. 100 wyjechało na ubój z konieczności w wyniku odniesionych obrażeń – relacjonował Arkadiusz Moczulski.
Największą stratą była genetyka budowana przez 20 lat
Z 230 krów dojnych ocalała niecała setka. Spłonęła część konstrukcji dachu, wyposażenie obory oraz maszyny, w tym miniładowarka. Uszkodzona została także hala udojowa i urządzenia do obsługi stada. Największą stratą jest jednak utrata wysoko wydajnych krów o cennej genetyce, budowanej przez ponad dwie dekady.
W pierwszych dniach krowy dojono manualnie
Mimo ogromnych strat rolnicy nie zamierzają się poddać. Dzięki wsparciu rodziny, pracowników i sąsiadów utrzymano ciągłość produkcji mleka, choć spadła ona aż o 70%. W pierwszych dniach krowy dojono manualnie z pomocą okolicznych gospodarzy. Częściowo uruchomiono już halę udojową.
Działa również biogazownia, która musi pracować bez przerwy. Gospodarze zapowiadają odbudowę i dziękują wszystkim za pomoc. Link do zrzutki

1 godzina temu

![Diesel po 10 zł za litr. [ZDJĘCIE TYGODNIA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/04/16/818541.webp)













