W piekle zbrojeniówki. Jak wypchnąć prywatny biznes z polskiej obronności

21 godzin temu

Polski sektor zbrojeniowy staje się jednym z kluczowych beneficjentów rosnących wydatków obronnych, ale miliardy złotych wciąż płyną głównie do państwowych grup, podczas gdy prywatni gracze walczą o samo uznanie ich istnienia – wynika z rozmowy z Michałem Lubińskim, doradcą zarządu Niewiadów Polska Grupa Militarna, opublikowanej na portalu XYZ.

Niewiadów Polska Grupa Militarna (PGM), zbudowana na bazie dawnego państwowego zakładu w Niewiadowie, dysponuje unikatową w skali Europy infrastrukturą i właśnie rozbudowuje fabrykę amunicji artyleryjskiej, wspartą 250 mln zł inwestycji londyńskiego funduszu Fidera. Spółka, wyceniana na ok. 1,9 mld zł i przenosząca się na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych, według Michała Lubińskiego, doradcy zarządu spółki Niewiadów Polska Grupa Militarna, ma pełne kompetencje do produkcji amunicji 155 mm, ale pozostaje de facto poza strategicznymi planami państwa.

Lubiński w rozmowie z portalem XYZ opisuje realia działania prywatnej firmy w zbrojeniówce jako walkę nie z rynkiem, ale z systemem: „Główną trudnością nie jest brak kompetencji technicznych ani zaplecza finansowego, ale konieczność walki z aparatem politycznym oraz lobbingiem przemysłu państwowego” – podkreśla.

W obrazowym porównaniu dodaje, iż wygląda to tak, jakby prywatny przedsiębiorca „biegł z obciążeniem i pod wiatr”, podczas gdy państwowy konkurent ma „lżejsze obuwie” i sędziów, którzy mogą zmienić zasady w trakcie wyścigu.

Amunicja jest, zamówień nie ma

Według Michała Lubińskiego w Polsce widać drastyczną rozbieżność między deklarowaną polityką wzmacniania krajowej produkcji amunicji a praktyką realizacji programów rządowych. Sejm przyjął ustawę przekazującą 3,5 mld zł na zwiększenie krajowych mocy produkcyjnych, a operatorem programu został Fundusz Inwestycji Kapitałowych (FIK), który miał wspierać zarówno podmioty państwowe, jak i prywatne.

W praktyce – jak relacjonuje Lubiński – „żadna firma prywatna nie dostała nic z FIK”, podczas gdy pieniądze trafiły do spółek Skarbu Państwa, w tym PGZ oraz grupy Azoty, która ma rozwijać produkcję nitrocelulozy, „choć nigdy tego nie robiła”. Pytanie, które stawia biznesmen, jest dla rynku fundamentalne: „Dlaczego podmiot prywatny, który chce rozwijać zdolności produkcyjne w Polsce w zakresie amunicji 155 mm, nie jest dla państwa atrakcyjny?”

Niewiadów PGM buduje zdolność elaboracji amunicji 155 mm we współpracy ze słowackimi partnerami, z zakontraktowaną linią do elaboracji metodą lunkowania i pełnym łańcuchem dostaw – od skorup po materiały wybuchowe. Spółka deklaruje możliwość produkcji do 120 tys. pocisków rocznie, co przy obecnych cenach – ok. 30 tys. zł za sztukę – oznaczałoby potencjał przychodów rzędu 3,6 mld zł rocznie, kilkaset razy więcej niż obecne skonsolidowane przychody grupy.

Choć firma przedstawiła MON ofertę obejmującą licencję na szwedzkie rozwiązania i stopniową polonizację komponentów, a także wspólnie z WITU rozwija własny, polski projekt pocisków 155 mm, reakcja resortu jest, jak mówi Lubiński, konsekwentnie taka sama: „nikt się nie odezwał”. W efekcie Niewiadów przygotowuje się na scenariusz, w którym amunicja wyprodukowana w Polsce będzie trafiała przede wszystkim do zagranicznych odbiorców – w tym być może do sojuszników, którzy później sprzedadzą ją polskiemu MON.

Państwo płaci najdrożej w NATO

Według Lubińskiego problemem polskiego rządu nie jest brak środków, ale „ręczne sterowanie gospodarką przez polityków” oraz brak długoterminowego planowania, co prowadzi do „doraźnych, drogich i chaotycznych” zakupów.

„Dziś Polska płaci za amunicję jedne z najwyższych stawek na świecie – na pewno w NATO” – podkreśla przedsiębiorca, wskazując, iż w wielu krajach państwo wynajmuje zakłady prywatnym operatorom, gwarantując minimalny wolumen zamówień, a reszta produkcji trafia na rynek. W Polsce natomiast przemysł państwowy jest, według niego, „praktycznie odcięty od konkurencji zewnętrznej”, co eliminuje bodźce do poprawy efektywności i ekspansji eksportowej.

Lubiński formułuje ostrą diagnozę politycznego wymiaru całego sektora: „Poprzednia władza zrobiła z przemysłu obronnego przechowalnię znajomych królika”. W jego ocenie obecny rząd nie zmienił zasad gry, ale je utrwala, utrzymując system częstych zmian zarządów w kluczowych spółkach i silnej ingerencji politycznej w decyzje inwestycyjne.

Zapowiedzi, iż środki z programów takich jak SAFE mają być dzielone „mniej więcej po połowie” między sektor państwowy i prywatny, brzmią w tym kontekście jak obietnica trudna do zweryfikowania. Argument, iż bezpieczeństwa nie można opierać na prywatnych producentach, Lubiński określa jako „zasłonę dymną, która chroni różne koterie i interesy zamkniętej grupy ludzi”, wskazując przy tym, iż państwo ma znacznie silniejsze narzędzia nadzoru nad firmami prywatnymi niż nad własnymi zakładami.

Black Hawki, GROM i cena sukcesu

Kluczową częścią biografii Lubińskiego jest epizod z jednostką GROM i wprowadzeniem śmigłowców Black Hawk do jej zespołu wsparcia lotniczego. Jako szef firmy Works 11 został poproszony o przedstawienie możliwości pozyskania platformy dla reaktywowanego komponentu lotniczego, a prace ruszyły początkowo z myślą o lekkich śmigłowcach Little Bird, by ostatecznie – przy silnym wsparciu Pałacu Prezydenckiego – zakończyć się wyborem S‑70i Black Hawk.

„Moją rolą przy dostawie Black Hawków było opracowanie programu szkolenia działań specjalnych z wykorzystaniem tej platformy […] oraz dostawa uzbrojenia, noktowizji, systemów celowniczych” – relacjonuje.

Sukces projektu poprzedziło jednak spektakularne uderzenie: na cztery dni przed przekazaniem maszyn zatrzymano samego Lubińskiego, jego byłego współpracownika i zastępcę dowódcy GROM, stawiając zarzuty korupcyjne oparte na rzekomo zaniżonej cenie broni kolekcjonerskiej.

Śledztwa, pomówienia i Strasburg

Wątek śledztw i oskarżeń o „bycie rosyjskim agentem” przewija się przez cały wywiad jako ilustracja, w jaki sposób aparat państwowy staje się narzędziem gry konkurencyjnej. „Tak, słyszałem plotki, iż jestem ruskim agentem. A ja w Rosji choćby nigdy nie byłem” – mówi Lubiński, dodając, iż działa od ponad 20 lat, współpracując z partnerami m.in. ze Szwecji, Czech, Słowacji i USA.

Sprawy karne wciąż formalnie się toczą, ale przedsiębiorca podkreśla, iż wygrał już dwie sprawy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, a państwo polskie wypłaciło mu odszkodowanie za zatrzymanie. Jednocześnie wskazuje, iż śledztwa i kampanie oszczerstw „były pretekstem do wywołania afery i destabilizacji Works 11”, co miało ograniczyć konkurencję wobec państwowych zakładów.

Pomimo napięć z krajowym aparatem państwowym, Niewiadów PGMilitarna buduje pozycję w międzynarodowym łańcuchu dostaw, współpracując z Northrop Grumman przy amunicji 155 mm, partnerami ze Słowacji przy elaboracji oraz amerykańskimi producentami przy minach kierunkowych Claymore. Spółka deklaruje zdolność dostarczania choćby 0,5 mln kompletów min kwartalnie i przygotowuje się na możliwe zmiany w reżimie prawnym, takie jak ewentualne wyjście Polski z Konwencji Ottawskiej.

Lubiński zapowiada także projekt produkcji rakiet kalibru 70 mm (2,75 cala) we współpracy z przemysłem USA oraz rozwój produkcji amunicji 40 mm na podstawie licencji ST Engineering, podkreślając, iż „dzisiaj jesteśmy dostawcą kilku komponentów dla europejskich podmiotów, więc te relacje nie są teoretyczne”. W jego ocenie to właśnie zdolność wejścia w globalne łańcuchy dostaw może z czasem wymusić na polskim państwie rewizję podejścia do prywatnych graczy w sektorze obronnym.

BA/WUS/Anna Zarembovska

Idź do oryginalnego materiału