Waszyngton otwiera nowy front handlowy. Dochodzenia wobec 16 gospodarek mogą przynieść kolejną falę ceł

3 godzin temu

Administracja Donalda Trumpa nie zamierza odpuszczać w polityce celnej – choćby po tym, jak Sąd Najwyższy USA w lutym podciął jej skrzydła. W środę 11 marca Biuro Przedstawiciela Handlowego Stanów Zjednoczonych (USTR) oficjalnie ogłosiło wszczęcie dochodzeń na podstawie Sekcji 301 ustawy handlowej z 1974 roku, wymierzonych w praktyki handlowe szesnastu partnerów handlowych Waszyngtonu.

Na liście znalazły się nie tylko Chiny, ale też Unia Europejska, Japonia, Korea Południowa, Indie, Meksyk, Tajwan, Wietnam, Tajlandia, Malezja, Kambodża, Singapur, Indonezja, Bangladesz, Szwajcaria i Norwegia. To najszerzej zakrojona akcja tego typu w historii amerykańskiej polityki handlowej – i sygnał, iż globalna wojna celna wchodzi w nową fazę.

Odbudowa presji po wyroku Sądu Najwyższego

Ruch USTR nie jest przypadkowy ani rutynowy. Ma bezpośredni związek z przełomowym orzeczeniem Sądu Najwyższego z 20 lutego 2026 roku, w którym sędziowie uznali, iż prezydent nie miał prawa nakładać ceł na podstawie ustawy IEEPA (International Emergency Economic Powers Act). Wyrok ten skutecznie unieważnił większość globalnego programu celnego administracji Trumpa – w tym podwyższone stawki wobec Chin, Kanady i Meksyku, które od 2025 roku stanowiły trzon jego polityki „America First”.

W odpowiedzi Biały Dom sięgnął po awaryjne narzędzie – Sekcję 122 ustawy handlowej, pozwalającą na nałożenie tymczasowej, dziesięcioprocentowej opłaty importowej na okres maksymalnie 150 dni. Ta prowizoryczna stawka obowiązuje od 24 lutego, ale administracja doskonale zdaje sobie sprawę, iż w lipcu wygasa, a bez nowych podstaw prawnych powróci handlowa próżnia.

Właśnie dlatego USTR Jamieson Greer ogłosił dochodzenia w trybie Sekcji 301 – instrumentu, który w przeszłości posłużył administracji Trumpa (jeszcze w pierwszej kadencji) do nałożenia ceł na chińskie towary o wartości setek miliardów dolarów. Greer wprost powiedział, iż liczy na zakończenie dochodzeń wraz z proponowanymi środkami zaradczymi przed wygaśnięciem tymczasowych ceł w lipcu.

Co dokładnie jest przedmiotem postępowania?

Zarzuty dotyczą tzw. strukturalnej nadwyżki mocy produkcyjnych w sektorze wytwórczym. W praktyce chodzi o sytuację, w której dany kraj produkuje więcej towarów, niż jest w stanie skonsumować na rynku wewnętrznym, a nadwyżki trafia na rynki eksportowe – w tym na rynek amerykański – wypierając rodzimą produkcję. Lista branż jest imponująco szeroka: aluminium, stal, motoryzacja, baterie, cementy, chemikalia, elektronika, maszyny, półprzewodniki, energetyka słoneczna, stoczniowa i tekstylia.

W przypadku Chin i Japonii USTR wprost wskazał na sektor motoryzacyjny, w którym rosnąca liczba firm nie jest w stanie obsłużyć odsetek od zadłużenia z bieżącej działalności operacyjnej. W odniesieniu do Chin szczególną uwagę zwrócono na ekspansję BYD – największego producenta pojazdów elektrycznych, który agresywnie buduje fabryki w Uzbekistanie, Tajlandii, Brazylii, na Węgrzech i w Turcji. Wobec UE argumentem są duże nadwyżki handlowe Niemiec i Irlandii, a w przypadku Singapuru – nadmiarowe moce w produkcji chipów.

Dodatkowym wątkiem jest druga, równoległa inicjatywa – Greer zapowiedział wszczęcie w czwartek 12 marca odrębnego dochodzenia dotyczącego pracy przymusowej, obejmującego import z ponad 60 krajów. To potencjalne rozszerzenie obowiązujących już restrykcji wobec towarów z regionu Sinciang.

Reakcje Chin i Japonii

Chiny natychmiast odrzuciły zarzuty. Rzecznik chińskiego MSZ Guo Jiakun określił koncepcję nadmiarowych mocy produkcyjnych jako „fałszywą tezę” i sprzeciwił się „politycznej manipulacji pod tym pretekstem”. Pekin konsekwentnie neguje zasadność tego typu argumentów, podkreślając, iż przewagi konkurencyjne Chin wynikają z efektywności, a nie z nieuczciwych subsydiów.

Japonia przyjęła postawę wyczekującą – szef gabinetu Minoru Kihara zapewnił, iż Tokio będzie realizować obowiązującą umowę handlową z USA, jednocześnie analizując szczegóły dochodzenia. Korea Południowa z kolei deklaruje, iż będzie dążyć do tego, by jej eksporterzy nie zostali potraktowani gorzej niż konkurenci z innych dużych gospodarek. Tajwan i Indonezja powołują się na niedawno podpisane porozumienia handlowe z Waszyngtonem, licząc, iż dadzą one pewien parasol ochronny. Tajlandia już powołała specjalną grupę roboczą w ministerstwie handlu.

Co to oznacza dla rynków?

Czas nie mógł być gorszy. Dochodzenia są ogłaszane w momencie, gdy rynki globalne i tak borykają się z szokiem naftowym wywołanym konfliktem na Bliskim Wschodzie, obawami o stagflację i niepewnością co do dalszej ścieżki stóp procentowych Fed. Indeks S&P 500 zareagował na ogłoszenie spadkiem o 0,8 procent.

Harmonogram jest napięty: komentarze publiczne muszą wpłynąć do 15 kwietnia, przesłuchanie zaplanowano na 5 maja, a finalizacja – z propozycją konkretnych ceł – ma nastąpić przed lipcem. To oznacza, iż przez najbliższe miesiące na stole będzie leżał kolejny element niepewności regulacyjnej, dokładany do i tak już długiej listy czynników ryzyka.

Jednocześnie w tym tygodniu w Paryżu spotykają się przedstawiciele handlowi USA i Chin, przygotowując grunt pod planowany na koniec marca szczyt Trump-Xi w Pekinie. Dochodzenie na podstawie Sekcji 301 jest w tym kontekście czytelnym sygnałem negocjacyjnym: Waszyngton chce pokazać, iż choćby bez IEEPA dysponuje narzędziami do utrzymania presji celnej.

Dla inwestorów najważniejsze pytanie brzmi: czy dochodzenia zakończą się realnymi, wysokimi cłami – czy raczej posłużą jako karta przetargowa w negocjacjach bilateralnych? Historia pierwszej kadencji Trumpa sugeruje, iż odpowiedź może być: jedno i drugie.

Idź do oryginalnego materiału