Wielka ucieczka w gotówkę. Wall Street szykuje się na okazje, ale nerwowo zerka na Bliski Wschód

3 dni temu

Fundusze pieniężne puchną od rekordowych wpłat, a lewar na giełdzie spada po raz pierwszy od dziesięciu miesięcy. Najwięksi gracze rynkowi zgodnie twierdzą, iż inwestorzy zbyt optymistycznie podchodzą do konfliktu z Iranem – i wolą trzymać gotówkę w pogotowiu.

Czwartkowy poranek na rynkach nie nastrajał optymistycznie. Kontrakty futures na S&P 500, Dow Jones i Nasdaq 100 zniżkowały o 0,6–1,0 proc., ropa Brent ponownie przebiła barierę 100 dolarów za baryłkę (w szczycie 106 USD), a prezydent Donald Trump na Truth Social zaostrzył ton wobec Iranu, pisząc: „Lepiej niech się gwałtownie opamiętają, bo potem nie będzie odwrotu”. Dzień wcześniej Iran dał do zrozumienia, iż nie zamierza prowadzić bezpośrednich rozmów z Waszyngtonem – mimo iż zapoznał się z amerykańskim 15-punktowym planem pokojowym.

W tym właśnie otoczeniu – rosnącej zmienności, braku jasnych perspektyw geopolitycznych i inflacji napędzanej cenami energii – na Wall Street dochodzi do zjawiska, które analitycy określają mianem strategicznej ucieczki w gotówkę.

Rekordowe 8 bilionów dolarów w funduszach pieniężnych

Bloomberg w czwartkowym raporcie, powołując się na analizy zespołu Nikolaosa Panigirtzoglou z JPMorgan, opisał gwałtowny skok alokacji kapitału w instrumenty pieniężne w ciągu ostatniego miesiąca – przy jednoczesnym odpływie środków z rynku akcji. Dane branżowe potwierdzają skalę tego ruchu. Aktywa amerykańskich funduszy rynku pieniężnego (money market funds) przekroczyły w marcu 8 bilionów dolarów – to absolutny rekord. Na początku roku było to ok. 7,5 bln USD, co oznacza, iż w niecałe trzy miesiące do „bezpiecznej przystani” napłynęło ponad pół biliona dolarów.

Jednocześnie inwestorzy redukują pozycje lewarowane. Zadłużenie z tytułu margin debt spadło w lutym po raz pierwszy od dziesięciu miesięcy – o 2 proc. od nominalnego szczytu ze stycznia, jak wynika ze statystyk FINRA. Sygnał jest jednoznaczny: duzi gracze nie tylko budują poduszkę gotówkową, ale też ograniczają ryzyko.

„Rynki wyceniają zbyt łagodny scenariusz”

Na Wall Street narasta fala ostrzeżeń, iż giełdy nie doceniają powagi sytuacji. S&P 500 od wybuchu konfliktu pod koniec lutego stracił niespełna 5 proc. – na pierwszy rzut oka to umiarkowana korekta. Ale zdaniem czołowych zarządzających ta pozorna odporność może okazać się pułapką.

Rob Kapito, prezydent BlackRock – największej firmy zarządzającej aktywami na świecie – na konferencji w Melbourne wprost ostrzegł, iż inwestorzy niedoszacowują ryzyka dalszych skoków cen ropy. Jego zdaniem baryłka może sięgnąć choćby 150 dolarów, jeżeli zakłócenia w Cieśninie Ormuz się przedłużą. Kapito wskazał, iż choćby szybkie zakończenie wojny nie uchroni gospodarki przed spowolnieniem rzędu dwóch punktów procentowych i analogicznym wzrostem inflacji.

Podobny ton utrzymuje Kate Moore z Citi Wealth, która w środowy wieczór na antenie CNBC stwierdziła, iż ostatnie dwudniowe odbicie na giełdach odzwierciedla „ogromny optymizm co do braku trwałego wpływu inflacyjnego”. Jej zdaniem portfele inwestycyjne powinny być teraz konstruowane „pod odporność” – z zabezpieczeniem zarówno przed scenariuszem przedłużającej się inflacji, jak i dłuższego konfliktu.

W przeciwieństwie do ubiegłorocznych taryf celnych, które Trump mógł wycofać jedną decyzją, obecny konflikt angażuje zbyt wielu uczestników – co sprawia, iż szybkie rozwiązanie jest znacznie mniej prawdopodobne, a rynkowa samozadowolenie opiera się na „błędnej kalkulacji”.

Goldman podnosi ryzyko recesji, JPMorgan tnie cel dla S&P 500

Goldman Sachs podniósł we wtorek prawdopodobieństwo recesji w USA do 30 proc. – o 5 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej prognozy. Bank zrewidował też w górę prognozę inflacji PCE na koniec roku, do 3,1 proc., i obniżył szacunek wzrostu PKB do 2,1 proc. Według Goldmana cena Brent wyniesie średnio 105 USD za baryłkę w marcu i 115 USD w kwietniu, zanim spadnie do 80 USD w drugiej połowie roku – ale tylko przy założeniu, iż zakłócenia w Cieśninie Ormuz potrwają nie dłużej niż sześć tygodni.

JPMorgan poszedł jeszcze dalej i obniżył w ubiegłym tygodniu cel dla S&P 500 na koniec 2026 roku z 7 500 do 7 200 punktów. Analitycy banku wprost napisali, iż rynek opiera się na „ryzykownym założeniu” szybkiego zakończenia konfliktu i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Ostrzegali przy tym, iż inwestorzy raczej hedgują pozycje, niż faktycznie wychodzą z rynku – co w przypadku pogorszenia sytuacji może wywołać gwałtowną przecenę.

Suchy proch czeka na sygnał

Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, iż właśnie ta masowa ucieczka w gotówkę tworzy potencjał do gwałtownego odbicia. Ponad 8 bilionów dolarów w funduszach pieniężnych to gigantyczny zasób „suchego prochu”. Gdy – lub jeżeli – pojawi się wiarygodny sygnał deeskalacji, napływ kapitału z powrotem na rynki akcji może być proporcjonalnie bardzo silny. Część strategów już teraz wskazuje, iż korekta wycen w sektorach cyklicznych stworzyła punkty wejścia, jakich nie widziano od ponad roku.

Na razie jednak dane makroekonomiczne nie ułatwiają życia bykom. Ceny importowe w USA za luty wzrosły o 1,3 proc. miesiąc do miesiąca – ponad dwukrotnie powyżej konsensusu i to jeszcze przed pełnym przełożeniem marcowego szoku naftowego. Niemiecki Ifo – barometr koniunktury w największej europejskiej gospodarce – załamał się: oczekiwania spadły z 90,2 do 86,0 pkt, co stanowi najostrzejszy spadek od rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Fed na posiedzeniu 18 marca utrzymał stopy procentowe w przedziale 3,50–3,75 proc., a Jerome Powell przyznał, iż szok energetyczny komplikuje perspektywy inflacji.

Co to oznacza dla polskich inwestorów?

WIG20 w czwartek otworzył się na minusie (ok. -0,4 proc.), oddając część środowego ponad dwuprocentowego odbicia. Kurs dolara utrzymuje się w okolicach 3,70 zł, euro – wokół 4,27 zł. Złoty jest względnie stabilny, wspierany przez wysoki dyferencjał stóp procentowych wobec strefy euro (RPP utrzymuje główną stopę na 5,75 proc., podczas gdy EBC trzyma stopę depozytową na 2,0 proc.). Niemniej dalsze wzrosty cen ropy mogą przełożyć się na wyższą inflację importowaną i ograniczyć pole manewru Rady Polityki Pieniężnej w kwestii ewentualnych obniżek stóp.

Najbliższym kluczowym punktem na mapie rynkowej będą piątkowe dane o wydatkach i dochodach Amerykanów (PCE) – preferowany przez Fed miernik inflacji. jeżeli okażą się wyższe od oczekiwań, nadzieje na obniżki stóp procentowych w USA mogą zostać pogrzebane na dobre, a presja na globalnych rynkach akcji się nasili. Na razie jednak dominuje jeden scenariusz: siedzieć na gotówce, budować rezerwy i czekać – bo okazje na rynku mogą pojawić się równie nagle co kolejna eskalacja konfliktu.

Źródła: Bloomberg, CNBC, Fortune, PAP

Idź do oryginalnego materiału