Pięć lat akcjonariusze Allegro czekali na moment, który właśnie nadszedł. Nad tą spółką od samego debiutu wisiał cień, taki ciężki worek podażowy, który ciągnął kurs akcji Allegro w dół przy każdej okazji. Wielki fundusz, który wprowadził Allegro na GPW i od tamtej pory systematycznie wyprzedawał swoje akcje, raz za razem przygniatając notowania. W tym tygodniu sprzedał wszystko, co mu zostało, w jednym z największych ABB w historii GPW. I wiecie co? To jedna z najlepszych wiadomości, jakie akcjonariusze Allegro mogli dostać.
To dopiero początek, bo tydzień był wyjątkowo gęsty na warszawskiej giełdzie. Podobną transakcję zaliczył Synektik. Do tego Orlen dostał podwójny cios od ropy i od rządu, a na giełdę po ośmiu latach powrót zapowiedział Robyg.
Mało? To będzie też o raporcie, który stawia tezę, iż najlepsze lata polskiej gospodarki dopiero nadejdą. Lecimy.
Wielka zmiana w Allegro, a Polska może być największym wygranym Europy
Allegro bez nawisu podażowego po największym ABB na GPW
Po ponad pięciu latach od największego debiutu w historii warszawskiej giełdy ostatni duży akcjonariusz strategiczny wychodzi z Allegro. Fundusz Permira sprzedał około 131 mln akcji w ramach przyspieszonej budowy księgi popytu. To tzw. ABB, czyli mechanizm, w którym duży akcjonariusz oferuje swój pakiet akcji inwestorom instytucjonalnym w ekspresowym trybie, najczęściej po sesji giełdowej, a cena ustalana jest na podstawie zgłoszonego popytu. Całość trwa kilka godzin, nie tygodni jak w przypadku klasycznej oferty publicznej. To chyba największe również ABB w całej historii GPW i jest to dla pozostałych akcjonariuszy Allegro FENOMENALNA informacja.
Sama cena sprzedaży już jest zaskoczeniem. Wyniosła 33,60 zł za akcję, co daje dyskonto zaledwie 3,5% względem poniedziałkowego zamknięcia na poziomie 34,82 zł. Wyjątkowo mało. Średnie dyskonto w ABB na GPW w ostatnich latach oscylowało w okolicach 6–9%, a dwucyfrowe zniżki wcale nie były rzadkością. Przy tak wielkim pakiecie wartym niemal 4,5 mld zł taki rabat mówi tylko jedno. Popyt na akcje Allegro był bardzo mocny.

Allegro debiutowało na GPW jesienią 2020 roku po 43 zł za akcję. Na finiszu pierwszej sesji kurs wystrzelił do 70 zł, a w kilkanaście dni osiągnął rekordowe 100 zł. Od tego czasu był to jednak głównie jeden wielki zjazd, przerywany kolejnymi ABB. Biznes się rozwijał. Raz wolniej, raz szybciej, ale pewne jest, iż Allegro jest dziś lepszą firmą niż w dniu debiutu. Lepszą i w biznesie, i lepszą do inwestowania. Zwłaszcza teraz, gdy ostatni pakiet funduszu wprowadzającego spółkę na giełdę zmienił właściciela.
To było dziewiąte ABB w historii Allegro na GPW. Pierwsze odbyło się w marcu 2021 roku po 60 zł. Potem ceny w kolejnych transakcjach systematycznie spadały: 32,25 zł w czerwcu 2023, 29 zł jesienią tego samego roku, 29,25 zł wiosną 2024, znowu 29,25 zł w kwietniu 2025, 33 zł w czerwcu 2025, 30,10 zł w grudniu 2025 i 25,60 zł w kwietniu 2026. I dziewiąta transakcja po 33,60 zł.

Oficjalnie kończy się nawis podażowy, który w tej formie ciążył Allegro od jego debiutu giełdowego. Każde ABB odblokowywało Allegro ciut bardziej i dawało mu oddech. Po kwietniowym ABB fundusz Cidinan zmniejszył już zaangażowanie do 2,2% kapitału, a jedynym podmiotem z udziałem powyżej 5% pozostawała Permira, mając 12,4%. Po tej transakcji free float, czyli akcje swobodnie dostępne dla inwestorów na rynku, zbliży się do 96%. Im większy free float, tym łatwiej też przyciągać duże fundusze, bo poprawia się płynność, co ułatwia handel dla inwestorów z większym kapitałem.
Nie powinno więc dziwić, iż rynek przyjął wiadomość z entuzjazmem. We wtorek kurs Allegro rósł o ponad 4% do 36,20 zł przy obrocie przekraczającym 600 mln zł jeszcze przed południem. Dla porównania, drugi pod względem obrotu Orlen miał w tym samym czasie niespełna 100 mln zł. Inwestorzy słusznie czytają tę transakcję jako zdjęcie dużego hamulca z kursu. Wymusi to też rewizje udziału Allegro w indeksach, a większy udział w indeksach to kolejny popyt ze strony inwestorów pasywnych. Naprawdę ciężko być tutaj negatywnie nastawionym.
Tym bardziej iż dodatkowo fundamenty spółki dają powody do radości. W pierwszym kwartale 2026 roku grupa Allegro zwiększyła skorygowaną EBITDA o prawie 24%.

Do tego pakiet usług logistycznych, finansowych i reklamowych napędził wzrost przychodów w samej Polsce do 18% rocznie. Zagraniczne przybudówki Allegro rosną jeszcze szybciej i także przyśpieszają względem poprzednich kwartałów.
Dla spółki zaczyna się kompletnie nowy rozdział. Bez nawisu, bez wielkich sprzedających w tle, z rosnącymi wynikami i ogromnym free floatem. To zmienia profil inwestycyjny spółki w czysty zakład na wzrost polskiego e-commerce i zdobywanie rynku w krajach sąsiedzkich. Cymcol jest bardzo na tak. jeżeli swoją drogą chcecie zapoznać się ze szczegółową analizą ostatnich wyników Allegro, to odsyłam do wersji premium DNA Rynków. Tam Allegro omawiamy regularnie.
Przyznaję, iż to jest coś, co spokojnie mogłoby już kwalifikować spółkę do mojego publicznego portfela emerytalnego, jaki dla was prowadzę w XTB. Ostatnio wypstrykałem się tam co prawda z wolnej gotówki, nowa dopłata będzie dopiero na początku kolejnego miesiąca, a nie chcę się jeszcze żegnać z żadną pozycją, więc takie Allegro musi poczekać, ale portfel i tak radzi sobie wspaniale. Wynik to w tej chwili około +38%, a sam portfel jest na razie najmłodszy i wystartował dla was dopiero na koniec października 2025 roku. Najlepsza pozycja? ETF na półprzewodniki z wynikiem +130%, ale spółki z GPW też nie odstają. Polsat daje +37%, a akcje GPW +44%. Wszystko wygląda pysznie. Zwłaszcza przy tak minimalnych obsunięciach samego portfela. Największy spadek całościowy, jaki zaliczył, to… choćby nie było 10%.
Jeśli chcecie się takim portfelem sami inspirować, to zapraszam do otwierania rachunków w XTB. Tam bez problemu znajdziecie dostępne wszystkie instrumenty, jakie sam do tego portfela wykorzystuję.
Synektik i szybka sprzedaż dużego pakietu akcji
A skoro już przy ABB jesteśmy, to podobną operację przeprowadził również Synektik. Notowany na GPW od 2011 roku dystrybutor sprzętu medycznego, przede wszystkim robotów chirurgicznych da Vinci. Mariusz Książek zamknął swoją przygodę ze spółką. Inwestor sprzedał cały pozostały pakiet 16,13% akcji. Cena wyniosła w tym wypadku 300 zł za akcję, co daje około 6% dyskonta względem wtorkowego zamknięcia sesji. Również niewiele. Łączna wartość transakcji to około 414 mln zł.

Książka popytu została pokryta w zaledwie 9 minut od startu zapisów. Instytucje dosłownie rzuciły się na te akcje. Kurs Synektika zareagował spadkiem o ponad 8% na kolejnej sesji, czemu towarzyszył bardzo wysoki obrót. To typowa reakcja na ABB. Zachowanie Allegro było wyjątkiem ze względu głównie na to, iż wyjście Permiry odblokowywało inne elementy układanki.
Książek zainwestował w Synektik w grudniu 2017 roku, obejmując wtedy pakiet 26,1% akcji i stając się wtedy największym akcjonariuszem. W lutym 2025 roku sprzedał pierwszą transzę, 10% po 225 zł za sztukę, inkasując 192 mln zł. Teraz dołożył do tego 414 mln zł za resztę pakietu. Łącznie wyszedł z inwestycji z ponad 600 milionami.

Obecnie największym akcjonariuszem Synektika jest Melhus Company, podmiot związany z prezesem Cezarym Kozaneckim.
Wyjście dużego akcjonariusza przy rekordowych wynikach i kursie blisko historycznych szczytów to klasyczny scenariusz realizacji zysku po wieloletniej inwestycji. Oczywiście w sieci zaraz pojawią się teksty, jak to takie zachowanie inwestora jest „złe” albo „podejrzane”. Ludu drogi. Dla Książka to inwestycja. Swoje na niej zarobił. Pomógł spółce swoją inwestycją dawno temu, a sama firma przez ten czas stworzyła wartość, na kursie rosnąc 18-krotnie.
Fundamenty samej spółki wyglądają niezmiennie świetnie. No ale jak to, to CZEMU SPRZEDAŁ? Bo może na przykład znalazł coś, co ma jeszcze lepsze perspektywy? Powodów mogą być setki.
Tymczasem w zakończonym w marcu pierwszym półroczu roku obrotowego sprzedaż z działalności kontynuowanej wzrosła o 35%, zysk EBITDA o 46%, a zysk netto o 50%. Jak mówił wiceprezes Dariusz Korecki: „To są najwyższe poziomy w naszej historii, pokazaliśmy rekordowe wolumeny i zyskowność”. Od początku 2026 roku akcje zdrożały o blisko 20%, kontynuując trend z poprzedniego roku, kiedy przyniosły stopę zwrotu ponad 47%.

Orlen pod presją ropy i podatku windfall tax
Gorszy okres zaliczył też Orlen. Na koncern spadł jednocześnie cios geopolityczny i regulacyjny. Oba uderzyły w to samo miejsce – perspektywę przyszłych zysków.
Memorandum pokojowe USA i Iranu, które zapewnia swobodę żeglugi w cieśninie Ormuz, doprowadziło do szybkiego spadku cen ropy poniżej 80 dolarów za baryłkę. Surowiec jest już 35% poniżej szczytów z tego roku. Wow, ale szok nie?

Automatycznie uderzyło to w kurs Orlenu. W cztery sesje cena akcji spadła o 15%. W przypadku koncernu tańsza ropa to podwójne uderzenie. Oznacza niższe marże rafineryjne, czyli mniejszy zysk na przetwarzaniu ropy w paliwa, a także niższe ceny w sprzedaży hurtowej i detalicznej.

Kolejny cios przyszedł od strony rządu. Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt podatku od zysków nadzwyczajnych, potocznie zwanego windfall tax. Windfall tax to specjalna danina nakładana na firmy, które w ocenie ustawodawcy osiągnęły wyjątkowo wysokie zyski, najczęściej w wyniku zewnętrznych okoliczności rynkowych, a nie własnej efektywności. W tym przypadku chodzi o branżę paliwową i zyski z okresu szoków cenowych na rynku energetycznym.
Projekt od początku budził kontrowersje. Branża paliwowa zarzucała, iż polski windfall tax idzie znacznie dalej niż unijne regulacje. Unijne rozporządzenie przewidywało uruchomienie nadzwyczajnego mechanizmu fiskalnego dopiero w sytuacji, gdy firma generuje minimum 75% przychodów z działalności związanej z paliwami kopalnymi. Tymczasem Ministerstwo Finansów drastycznie obniżyło ten próg do zaledwie… 20%. W efekcie katalog podmiotów objętych daniną jest w Polsce znacznie szerszy niż w innych krajach europejskich.
Kolejna różnica: mechanizm obliczania nadmiarowego zysku powiązano wyłącznie z wynikami z jednego roku, podczas gdy europejskim standardem było wyciąganie średniej z czterech lat poprzedzających.
Silny opór sektora wymusił jednak pewne ustępstwa. Ministerstwo obniżyło stawkę z pierwotnie planowanych 75% do 60% od nadmiarowego zysku. Poszerzono katalog kosztów uwzględnianych przy liczeniu marż, wyłączono z opodatkowania oleje opałowe, smary i półprodukty, a pierwszą zaliczkę rozłożono na części i przesunięto o miesiąc. Te zmiany uszczuplą nieco planowane wpływy do budżetu, ale nowa danina i tak ma zacząć obowiązywać od 1 sierpnia, pod warunkiem sprawnego przejścia przez parlament. W długiej perspektywie to oczywiście dla samego Orlenu kilka znaczy, ale krótkoterminowo spółka straci sporo paliwa do wzrostów. Po tak silnym rajdzie od początku roku na w tej chwili +40% to wystarczające powody do przynajmniej kilku miesięcy oddechu.
Robyg wraca na GPW po ośmiu latach przerwy
Po ośmiu latach przerwy na GPW powraca za to Robyg. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, notowany na rynku w latach 2010–2018. Teraz planuje ponowne IPO. Historia powrotu jest ciekawa, bo w międzyczasie spółka przeszła przez ręce dwóch bardzo różnych właścicieli.
W 2018 roku Robyg został zdjęty z giełdy przez Bricks Acquisitions, podmiot powiązany z Goldman Sachs. Wartość transakcji szacowano na około 2,5 mld zł, co czyniło ją jedną z największych na polskim rynku deweloperskim. Ale fundusze tego typu to inwestorzy finansowi. Kupują na 5–7 lat, rozwijają i sprzedają. Robyga spotkało to choćby szybciej, bo już po czterech latach. Kupującym okazała się niemiecka TAG Immobilien, lider na rynku PRS w Europie. PRS to najem instytucjonalny. Model, w którym mieszkania na wynajem są własnością dużych firm lub funduszy, a nie indywidualnych właścicieli. W Polsce to wciąż niewielki segment, niecałe 30 tys. mieszkań wobec ponad miliona na rynku najmu prywatnego, ale z perspektywą wzrostu.

TAG Immobilien deklaruje, iż pozostanie większościowym akcjonariuszem po debiucie i zobowiązała się na dwuletni lock-up, czyli zakaz sprzedaży akcji przez ten okres. To ma utwierdzić innych inwestorów, iż nie są ładowani w kiepską inwestycję. Przewodniczący rady nadzorczej Robyga, Oscar Kazanelson, tłumaczy logikę powrotu na giełdę wprost: kapitał własny spółki urósł do ponad 2,1 mld zł, a IPO ma zwiększyć dostęp do kapitału i wesprzeć dalsze zakupy ziemi. Jednocześnie Robyg chce dzielić się zyskami. Zarząd zamierza rekomendować dywidendę w wysokości co najmniej 300 mln zł w pierwszym roku, wypłacaną w 2027 roku, a następnie co najmniej 70% skonsolidowanego zysku netto.
Między debiutem w 2010 roku a obecnym powrotem spółka jest zupełnie inna. Wtedy Robyg pozyskał 78 mln zł w wymagającym otoczeniu rynkowym, krótko po globalnym kryzysie finansowym, i sprzedawał około 900 lokali rocznie. Teraz celuje w 4,5–5 tys. lokali przedsprzedaży rocznie w perspektywie średnioterminowej.

Mocną stroną Robyga jest bank ziemi, czyli grunty zakupione pod przyszłe inwestycje. Spółka ma zapas na około 18 tys. lokali, co przy planowanym tempie sprzedaży wystarczy na trzy do czterech lat. Około 70% tego banku przypada na Warszawę i Trójmiasto, czyli jedne z najbardziej płynnych i atrakcyjnych rynków mieszkaniowych w Polsce. Sama Warszawa odpowiada za mniej więcej połowę portfela. Historycznie Robyg kupował ziemię średnio po 1,4 tys. zł za metr powierzchni użytkowej mieszkania, co daje solidną bazę kosztową i wspiera oczekiwaną marżę brutto powyżej 32%.

Deweloper działa w segmencie najbardziej popularnym. Nie w premium ani w najtańszym. W pierwszym kwartale tego roku grupa kontraktowała lokale popularne przy średniej cenie niespełna 14 tys. zł za metr kwadratowy. Lokale premium chodzą po 18–19 tys. zł, a przystępne cenowo powyżej 9 tys. zł. Segment średni to 60% banku ziemi, droższy i tańszy mają po 20%. Jak mówi prezes: „Przy takiej cenie sprzedajemy prawie wszystko jeszcze w trakcie budowy. Przy przekazaniu budynku do użytkowania pozostaje zaledwie około 4% niesprzedanych lokali”.
Robyg nie wyklucza też przejęć. Na razie rośnie organicznie, ale jest otwarty na okazje. W przeszłości kupował na przykład zamykające się salony samochodowe ze względu na atrakcyjne grunty, realizując potem na nich projekty mieszkaniowe w Gdańsku i Poznaniu.
Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Powrót spółki na rynek to zjawisko jednoznacznie pozytywne. W końcu bez nowych IPO nie byłoby giełdy w ogóle. Pięć największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce to spółki giełdowe. Robyg chce wrócić do tego grona i bardzo dobrze. Niech wraca!
Polska gospodarka według raportu Banku Pekao i Bank of America
Na sam koniec jeszcze mam dla was słowo o polskiej gospodarce. Bank Pekao we współpracy z Bank of America opublikował obszerny raport makroekonomiczny zatytułowany „Why Poland Matters Now. Europe’s New Strategic Growth Market”. Główna teza jest taka, iż polski sukces gospodarczy będzie trwał jeszcze przez dekadę lub dłużej, ale jego źródła się zmieniają.
Przez ostatnie dwadzieścia lat Polska była niekwestionowanym europejskim liderem wzrostu. Rozwijała się szybciej niż największe gospodarki kontynentu, wykazywała wyjątkową odporność na kryzysy. To, co napędzało ten sukces, to przede wszystkim konwergencja do bogatszej Unii Europejskiej i przewaga kosztowa wynikająca z relatywnie taniej siły roboczej, powoli się wyczerpuje. Polska potrzebuje nowych motorów wzrostu. Zdaniem autorów raportu ma ich aż trzy.

Pierwszy to wyścig Europy po strategiczną autonomię w obszarze obronności. Otoczenie geopolityczne robi się coraz trudniejsze. Ciągłe zagrożenie ze strony Rosji i niestabilny Bliski Wschód, a do tego Stany Zjednoczone coraz wyraźniej zmniejszające swoją obecność na starym kontynencie. Europejskie rządy zwiększają wydatki obronne, żeby wzmocnić zdolność odstraszania i zmniejszyć zależność od amerykańskiego parasola. Polska jest w centrum tej układanki. Ma stosunkowo duży potencjał militarny, szeroko zakrojony program modernizacji armii i strategiczne położenie na wschodniej flance NATO. Rosnące wydatki obronne powinny wspierać polskie firmy z sektora zbrojeniowego, ale też branże kooperujące: stalową, maszynową, elektroniczną i infrastrukturalną.

Drugi wyścig dotyczy energii, a konkretnie energii potrzebnej do napędzenia rewolucji AI. Centra danych, infrastruktura chmurowa i uczenie maszynowe pochłaniają ogromne ilości prądu, odwracając wieloletni trend stagnacji popytu na energię w krajach rozwiniętych. Dostęp do obfitej, przystępnej cenowo i bezpiecznej energii staje się strategiczną przewagą. Polska jest dziś jednym z największych placów budowy infrastruktury energetycznej w Europie. Inwestuje jednocześnie w nowe moce gazowe, odnawialne źródła energii, morską energetykę wiatrową, magazyny bateryjne i energetykę jądrową. W połączeniu z relatywnie wysokim stopniem samowystarczalności energetycznej ta rosnąca baza wytwórcza może uczynić z Polski atrakcyjną lokalizację dla inwestycji energochłonnych, w tym właśnie centrów danych i kampusów AI.

Trzeci wyścig to starcie z Chinami. Europa przeżywa coś, co autorzy raportu nazywają „chińskim szokiem 2.0”. Powtórkę tego, co dwadzieścia lat temu przeszły Stany Zjednoczone i co skończyło się ich dezindustrializacją. Europa nie może sobie pozwolić na powtórzenie tego scenariusza. Musi zabezpieczyć krytyczne łańcuchy dostaw i chronić własny przemysł, przynajmniej jego strategiczne gałęzie. To prawdopodobnie przełoży się na cła na towary z Chin, subsydia przemysłowe, inwestycje infrastrukturalne i pogłębienie europejskiego rynku kapitałowego. Polska ma w tym wyścigu dobre karty: dużą bazę przemysłową, wykwalifikowaną siłę roboczą, konkurencyjne koszty i ugruntowaną pozycję w sektorach takich jak produkcja maszyn, motoryzacja, urządzenia elektryczne, chemia i komponenty przemysłowe.

Wyzwania dla Polski i znaczenie rynku kapitałowego
Autorzy raportu nie ukrywają wyzwań. Starzenie się społeczeństwa jest nieuniknione, ale Polska skutecznie je bilansuje imigracją. Napływ pracowników z zagranicy był w ostatnich latach jednym z najwyższych w UE i jak dotąd z nawiązką rekompensował spadek krajowej podaży pracy.
Deficyt budżetowy na poziomie około 7% PKB jest wysoki i nie da się go utrzymywać bez końca, choć dług publiczny pozostaje umiarkowany na tle Europy. Gwałtowny kryzys fiskalny raczej nam nie grozi, ale pewna konsolidacja budżetowa będzie konieczna.
Słabość polskiego rynku kapitałowego ogranicza firmom dostęp do długoterminowego finansowania, ale ten problem powinien się stopniowo zmniejszać wraz ze wzrostem zamożności Polaków i ewentualnymi działaniami na rzecz integracji europejskiego rynku kapitałowego.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

8 godzin temu
Obserwuj 






