Wielki kapitał wrócił na Wall Street. Instytucje kupują z rozmachem, ale jest jeden niepokojący sygnał

3 godzin temu

Po tygodniach masowej wyprzedaży przepływy odwróciły się niemal z dnia na dzień. Dane o transakcjach instytucjonalnych za ubiegły tydzień pokazują agresywne zakupy na skalę rzadko spotykaną w ostatnich latach. Rynek ma jednak pewien problem, którego sam indeks S&P 500 nie pokazuje.

Coś się zmieniło na Wall Street i to w sposób, który trudno przeoczyć. Od połowy marca przez rynek przetaczała się fala sprzedaży instytucjonalnej – wielcy gracze pozbywali się akcji średnio w 81 dużych transakcjach netto dziennie. Pojedyncza sesja 20 marca przyniosła aż 337 zleceń po stronie podażowej, co zdarza się naprawdę sporadycznie. Powodem była oczywiście wojna w Iranie, szok naftowy i ogólna ucieczka od ryzyka.

A potem, niemal z dnia na dzień, ton się zmienił.

Rozejm włączył zielone światło

Punktem zwrotnym okazało się ogłoszenie dwutygodniowego zawieszenia broni między USA a Iranem na początku kwietnia. Jak wynika z danych Mapsignals, śledzących duże transakcje instytucjonalne dzięki autorskiego Big Money Index, tydzień zakończony 10 kwietnia przyniósł +135 przepływów netto – a więc zdecydowaną przewagę zakupów nad sprzedażą. Odpływy, które jeszcze niedawno dominowały w danych, praktycznie wyschły.

Najbardziej wymowna była sesja z 8 kwietnia. Zarejestrowano wówczas 94 duże transakcje kupna, co plasuje ten dzień w 85. percentylu historycznie. Jednocześnie wolumen nadzwyczajnie dużych zleceń (tzw. Elevated Trading Volume) wystrzelił do 1 032 – a to już 97. percentyl. Tak wysokie odczyty w kilku wskaźnikach jednocześnie zdarzają się niezwykle rzadko. Gdy występują razem, oznaczają jedno: instytucje nie testują gruntu, ale wchodzą na rynek z pełnym przekonaniem i poważnym kapitałem.

Samo odwrócenie przepływów to jedno. Drugie to to, co widać w cenach. S&P 500 zyskał w ubiegłym tygodniu 3,6 proc. i odrobił już 7,5 proc. od dołka z końca marca. W poniedziałek 13 kwietnia indeks zamknął się na 6 886 punktów, wymazując dosłownie wszystkie straty od wybuchu konfliktu z Iranem pod koniec lutego. Jednocześnie indeks zmienności VIX spadł z 31 punktów pod koniec marca do niespełna 19,12 – to blisko 40-procentowy zjazd w zaledwie dwa tygodnie.

Gdy przepływy, cena i zmienność obracają się jednocześnie w tym samym kierunku, doświadczeni rynkowi wyjadacze mówią krótko: pod powierzchnią coś istotnego się zmieniło.

Geopolityka: strach odłożony na półkę

Trudno przy tym nie zauważyć, jak dziwny jest kontekst tego rajdu. Weekendowe negocjacje w Islamabadzie zakończyły się fiaskiem. Iran zaproponował pięcioletnie zawieszenie wzbogacania uranu, Waszyngton zażądał dwudziestu lat – i rozmowy stanęły. Trump odpowiedział ogłoszeniem blokady morskiej Cieśniny Ormuz, która ruszyła w poniedziałek po południu czasu GMT. Co najmniej dwa tankowce zawróciły jeszcze przed oficjalnym początkiem operacji.

Rynki powinny się z tego powodu trząść. A tymczasem nie. Wystarczyło, iż Trump powiedział publicznie: „Otrzymaliśmy sygnał z drugiej strony. Chcą porozumienia, i to pilnie.” Ta jedyna deklaracja podtrzymała optymizm na tyle, by inwestorzy zachowali spokój – przynajmniej na razie.

Goldman potwierdza, reszta banków za chwilę

Dodatkowym wiatrem w żagle był raport Goldman Sachs za pierwszy kwartał. Zysk netto w wysokości 5,63 mld dolarów (wzrost o 19 proc. rok do roku) i rekordowe przychody z bankowości inwestycyjnej oraz obrotu akcjami wyraźnie pokazały, iż Wall Street jakoś radzi sobie z turbulencjami. Słabszy wynik segmentu instrumentów dłużnych (FICC spadł o 10 proc.) nie wystarczył, by zepsuć ogólny obraz. Prawdziwy test przyjdzie jednak dziś, we wtorek – wyniki pokażą JPMorgan Chase, Citigroup i Wells Fargo, trzy banki znacznie silniej wyeksponowane na kondycję realnej gospodarki niż Goldman.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Bo choć indeks S&P 500 wygląda imponująco, to pod jego maską dzieje się coś niepokojącego. Odsetek spółek notowanych powyżej swojej 140-sesyjnej średniej kroczącej – wskaźnik tzw. szerokości rynku – spadł z około 64 proc. w połowie marca do okolic 45 proc. w minionym tygodniu. Mówiąc prościej: indeks rośnie, ale ciągnie go coraz węższa grupa walorów.

Widać to zresztą gołym okiem. W poniedziałek S&P 500 zyskał 1 proc., sektor technologiczny mierzony funduszem XLK poszedł w górę o blisko 2 proc. – ale znaczna część pozostałych branż albo stała w miejscu, albo lekko traciła. Inwestorzy kupują dziś głównie spółki zdolne przetrwać podwyższone stopy, drożejącą ropę i cykliczne spowolnienie. A takie kryteria spełnia garstka technologicznych gigantów z grupy Magnificent 7.

Historia mówi: trzymaj się, ale zapnij pasy

Czy wobec tego obecny zwrot instytucjonalny to sygnał do zakupów? Dane historyczne dają ostrożną, ale dość jednoznaczną odpowiedź. Sygnały analogiczne do obecnego – nagłe odwrócenie przepływów po falach instytucjonalnej wyprzedaży – pojawiały się dotąd w otoczeniu poważnych kryzysów: w 2008, 2011, 2015-2016, pod koniec 2018, w pandemicznym 2020 i w bessie stóp procentowych w 2022 roku. W krótkim terminie rynek po takim sygnale zachowywał się nerwowo i chaotycznie. Ale sześć miesięcy później stopy zwrotu konsekwentnie przechylały się na korzyść byków. Po dwóch latach rynek był wyżej w 98 proc. przypadków, z medianą zysku sięgającą 39,3 proc.

Jedno zastrzeżenie: epizod z 2008 roku przypomina, iż silny sygnał zakupowy nie eliminuje ryzyka głębszego obsunięcia po drodze. Wówczas odwrócenie przepływów było autentyczne, ale zanim przyniosło owoce, trzeba było przejść przez bolesne miesiące.

Kluczowe pytanie jest proste: czy napływy utrzymają się w najbliższych tygodniach, czy też sesja z 8 kwietnia okaże się jednorazowym impulsem zakupowym w wciąż kruchym otoczeniu? Odpowiedź zależy w dużej mierze od Bliskiego Wschodu – od tego, czy blokada Ormuz będzie kartą negocjacyjną czy zapalnikiem eskalacji. Zależy też od tego, co dziś pokażą wyniki trzech wielkich banków.

Jedno jest pewne, wielki kapitał wrócił na parkiet. Ale stawia bardzo wybiórcze zakłady. I właśnie ta wybiórczość – a nie sam poziom indeksu – powinna dziś trzymać inwestorów w gotowości.

Źródła: Navellier, Reuters

Idź do oryginalnego materiału