Badacze z PIIE policzyli, ile naprawdę pobierał skarb państwa USA od amerykańskich importerów w okresie taryfowego rollercoastera, jaki nastąpił od objęcia urzędu przez prezydenta Donalda Trumpa 20 stycznia aż do końca czerwca. Przypomnijmy - cła były zapowiadane, wprowadzane, zawieszane, wstrzymywane, opóźniane, pojawiały się wyjątki. Które kraje płaciły najwyższe stawki i jakie towary były nimi objęte?
Dodajmy jeszcze - amerykańska karuzela celna w czerwcu wcale nie przestała wirować. Choćby z powodu umowy USA z Unią Europejską, ogłoszonej 21 sierpnia, tymczasowości obecnych zasad handlu z Chinami czy też możliwości podniesienia do 50 proc. cła na towary z Indii. Za I półrocze dostępne dane są już pełne, co pozwoliło badaczom z PIIE je przeanalizować. Co z nich wynika?
Przeciętna stawka celna USA na koniec stycznia wynosiła 2,2 proc. Obliczona została jako dochody z taryf, które trafiły do budżetu, w stosunku do całego importu segmentu dóbr z danego kraju, wliczając koszty wysyłki i ubezpieczenie (CIF). W czerwcu import do USA obłożony był już stawką 8,9 proc. Wzrosła ona czterokrotnie od stycznia, ale dochody z cła - nieco ponad trzy razy do 23,6 mld dolarów, bo import się zmniejszył. Średnia stawka obliczona przez badaczy z PIIE jest zatem niższa od wynikającej z wielu innych wyliczeń, ale to dlatego, iż wzięli oni po uwagę istniejące wyjątki i zwolnienia oraz opóźnienia związane z wprowadzaniem taryf.Reklama
Cła Donalda Trumpa w praktyce. Kto płacił najwyższe stawki?
Tu nie ma niespodzianek. Oczywiście importujący towary z Chin. Na koniec czerwca średnia taryfa na chińskie towary wynosiła 37,7 proc. w porównaniu z 10,5 proc. na koniec stycznia. Import z Państwa Środka od stycznia spadł jednak ponad dwa razy. Na drugim miejscu pod względem wysokości oclenia były towary z Japonii. Średnia stawka wyniosła 15,5 proc. Kolejne miejsca zajęły Indonezja ze stawką 12,2 proc. i zaraz za nią Korea Południowa - 12,1 proc.
Importerzy towarów z Unii Europejskiej na koniec czerwca płacili stawkę 8,5 proc. w porównaniu do przeciętnie 1 proc. na koniec stycznia. Import z UE od stycznia obniżył się o ok. 20 proc. Przypomnijmy, iż generalnie import towarów z Unii ma być objęty taryfą 15 proc. z wyjątkami, jakimi są leki i ich składniki oraz samoloty.
Donald Trump rozpoczął "wojny handlowe" w trakcie swej drugiej kadencji od taryf nałożonych na najbliższych sąsiadów - Meksyk i Kanadę. I tak taryfy na towary z Meksyku wzrosły ze średnio 0,3 proc. na koniec stycznia tego roku do 3,8 proc. na koniec marca i blisko tego poziomu utrzymywały się do końca czerwca (4 proc.). Na towary z Kanady stawka celna skoczyła z 0,1 proc. na koniec stycznia do 1,8 proc. na koniec marca, a do końca czerwca wzrosła do 2,3 proc. W porównaniu z innymi krajami import z tych państw nie jest zatem obłożony wysokimi cłami, ale wzrost stawek wyniósł od kilkunastu do parędziesięciu razy.
Jakie towary z importu są najwyżej opodatkowane cłami? Dobra konsumpcyjne. Na koniec czerwca średnia stawka na nie wyniosła 13,5 proc. w porównaniu do 3,6 proc. na koniec stycznia. Na drugim miejscu znajdują się półprodukty przemysłowe ze stawką 9,7 proc. (w porównaniu do 2,3 proc. w styczniu), na kolejnym - dobra kapitałowe (np. maszyny i urządzenia wykorzystywane do produkcji) ze stawką 5,7 proc. wobec wcześniejszego 1,1 proc., a następnie surowce (1,4 proc. wobec poprzedniego 0,2 proc.) i pozostałe towary (0,4 proc. wobec styczniowego 0,2 proc.).
Dlaczego nie widać jeszcze inflacji w USA?
Wskaźnik wyliczony przez badaczy z PIIE pokazuje efektywny wpływ ceł na daną klasę towarów lub na towary danego kraju, co jest dobrym wskaźnikiem pokazującym dynamikę zmian w handlu, gdyż stawki wprowadzane przez USA na poszczególne sektory i poszczególne kraje są bardzo zróżnicowane i ulegają dynamicznym zmianom.
Odpowiada też częściowo na pytanie, dlaczego, pomimo wprowadzanych taryf, inflacja w USA - jak do tej pory - gwałtownie nie wzrosła. Wskaźnik śledzi wzrost średniej stawki z miesiąca na miesiąc, a w ten sposób pokazuje opóźnienie ponoszonych kosztów przez amerykańskich importerów. Naukowcy z PIIE stwierdzają, iż wielu producentów w USA nie przerzuca rosnących kosztów wynikających z nowych taryf na swoich klientów, dopóki mają zapasy wykorzystywane do produkcji. Dopiero jak "stare" zapasy się skończą, w kosztach produkcji zaczną odzwierciedlać się taryfy. A następnie - w cenach.
"Biorąc pod uwagę tę praktykę, wpływ wyższych taryf na ceny konsumpcyjne (mierzony wskaźnikiem cen konsumpcyjnych (CPI) lub wskaźnikiem cen osobistych wydatków konsumpcyjnych (PCE)) jest opóźniony o kilka miesięcy od ogłoszenia taryf. Opóźnienie będzie jeszcze dłuższe, jeżeli importerzy zdecydują się na absorpcję taryf przez jakiś czas" - napisali Gary Hufbauer i Ye Hang na stronach internetowych PIIE.
Przy okazji obalają także stwierdzenie prezydenta USA, jakoby cła mogły wnieść nieproporcjonalnie duży wkład do budżetu. Prognoza Biura Budżetowego Kongresu mówi, iż deficyt budżetu federalnego w roku fiskalnym 2025 wyniesie 1,9 biliona dolarów. Dochody z ceł za I półrocze to zaledwie kropla w morzu potrzeb na załatanie tak wielkiej dziury. Pozyskane z ceł w I półroczu 93,9 mld dolarów stanowi zaledwie 5 proc. prognozowanego deficytu. Dochody z ceł stanowią zaledwie 1,8 proc. prognozowanych na 5,2 biliona dolarów całkowitych dochodów federalnych w tym roku fiskalnym.
Jacek Ramotowski