Domański ucina spekulacje z Londynu. Orlen tnie hurtowe ceny, Rada Ministrów szuka planu B, a diesel zmierza ku 9 zł za litr.
Benzyna po 7 złotych, olej napędowy flirtujący z granicą 8 złotych, a za rogiem – perspektywa dwucyfrowych stawek na pylonach stacji. W takiej atmosferze minister finansów i gospodarki Andrzej Domański postanowił we wtorek zdusić w zarodku jeden z najbardziej elektryzujących wątków debaty o cenach paliw. „Nie prowadzimy prac nad wprowadzeniem windfall tax” – powiedział krótko w Londynie, dodając, iż od poniedziałku ceny ropy spadły. Komunikat był lakoniczny, ale czytelny: podatku od nadzwyczajnych zysków sektora paliwowego rząd na razie nie planuje.
Tyle iż jedno zdanie ministra nie zamyka tematu. We wtorek rano ceny ropy już znów rosły, Iran przez cały czas zaprzeczał, jakoby prowadził jakiekolwiek rozmowy z USA, a Rada Ministrów w Warszawie pochylała się nad scenariuszami interwencji na rynku paliw. Spokoju na razie nie widać.
7 złotych za litr to dopiero początek?
Aby zrozumieć skalę problemu, wystarczy cofnąć się o kilka tygodni. Jeszcze w lutym ropa Brent kosztowała w okolicach 75 dolarów za baryłkę. W piątek 20 marca przebiła poziom 112 dolarów – to efekt wojny z udziałem USA, Izraela i Iranu, a przede wszystkim paraliżu Cieśniny Ormuz, przez którą normalnie przepływa około jednej piątej światowej konsumpcji ropy.
W poniedziałek baryłka potaniała o blisko 11 procent po tym, jak Donald Trump napisał na Truth Social o „produktywnych rozmowach” z Teheranem i odroczył groźby ataku na irańską infrastrukturę energetyczną o pięć dni. Rynki odetchnęły – ale na krótko. We wtorek rano kontrakty na Brent wróciły powyżej 101 dolarów, a WTI przebił 91 dolarów. Inwestorzy mają powody do sceptycyzmu: Teheran nazwał doniesienia o negocjacjach „fake newsem”, a we wtorek rano wystrzelił kolejną salwę rakiet w kierunku Izraela.
Na polskich stacjach ten rollercoaster przekłada się na twarde liczby. Według analityków, w tygodniu od 23 do 27 marca benzyna Pb95 może podrożeć do 7,19 zł za litr, a olej napędowy – do 8,19 zł. W niektórych regionach diesel przekroczył już 8 złotych. W hurcie hurtowa cena ekodiesla w Orlenie poszła w ciągu zaledwie miesiąca w górę o ponad 2500 złotych za metr sześcienny – to wzrost bez precedensu w najnowszej historii polskiego rynku paliwowego.
Orlen ścina, ale pole manewru się kurczy
We wtorek Orlen obniżył hurtowe ceny paliw – benzyny Eurosuper 95 o 45 zł za metr sześcienny, ekodiesla o 87 zł. To pierwsza korekta w dół od soboty i sygnał, iż koncern próbuje amortyzować szok. Tyle iż skala obniżki stanowi ułamek wcześniejszych podwyżek.
Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun przyznał w poniedziałek wieczorem w Polsat News, iż Orlen „minimalizuje marżę detaliczną na tyle, ile się da”, ale nie może działać na szkodę samej spółki. Jednocześnie – i to istotna deklaracja – nie wykluczył sięgnięcia po inne narzędzia. Wspomniał wprost o akcyzie, VAT, a choćby „dyskusjach o ustawie o nadmiernych zyskach”, które są „potencjalnie rozpatrywane”. To o tyle ciekawe, iż zaledwie kilka godzin później jego kolega z rządu – Domański – temat windfall tax zamknął.
Trzy scenariusze na rządowym stole
Rzecznik rządu Adam Szłapka potwierdził we wtorek, iż Rada Ministrów omawiała różne warianty reakcji na kryzys paliwowy, a decyzje zapadną „w najbliższych dniach, w zależności od przebiegu konfliktu”. Z ustaleń RMF FM wynika, iż w grze pozostają trzy ścieżki: uwolnienie rezerw strategicznych, obniżka opodatkowania paliw (akcyzy lub VAT) oraz przerzucenie dalszej części kosztów na Orlen poprzez administracyjne ograniczenie marż.
Każdy z tych wariantów ma swoje ograniczenia. Rezerwy strategiczne można uruchomić w sytuacji fizycznego braku paliwa – tymczasem paliwa na rynku nie brakuje, jest po prostu rekordowo drogie. Obniżka VAT z 23 do 8 procent, którą proponuje w swoim projekcie ustawy poseł PiS Przemysław Czarnek, mogłaby zepchnąć cenę diesla o około 1,40 zł na litrze – ale ubytek w budżecie przy napiętej sytuacji fiskalnej budzi opór resortu finansów. Z kolei dalsze drenowanie Orlenu z marży grozi powtórką sprzed lat, gdy spółkę oskarżano o „ręczne sterowanie cenami” ze strony polityków.
Premier Donald Tusk dał w piątek do zrozumienia, iż obniżkę VAT „trzyma w rezerwie”. Dodał, iż narzędzia takie jak marża, akcyza czy podatek od wartości dodanej „musimy zachować na tę najczarniejszą godzinę, bo ona, niestety, może lada chwila nastąpić”. To zdanie mówi wiele o temperaturze nastrojów w Kancelarii Premiera.
Inflacja już puka do drzwi
Implikacje makroekonomiczne są poważne. Według szacunków BNP Paribas, utrzymujący się 10-procentowy wzrost cen paliw może podbić inflację CPI w Polsce choćby o 0,8 punktu procentowego. Ekonomiści ING i Credit Agricole podwyższyli już prognozy średniorocznej inflacji na 2026 rok do przedziału 2,5–3,0 procent wobec wcześniejszych oczekiwań bliskich 2,0 procent. Sam minister Domański oceniał kilka dni temu, iż wpływ droższej ropy na wskaźnik cen nie przekroczy 0,4 punktu – ale te słowa padały, gdy baryłka była jeszcze tańsza.
Sygnałem alarmowym jest też najnowszy gusowski wskaźnik oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych, który zanotował w marcu najsilniejszy skok od czterech lat. Polacy zaczynają na poważnie wkalkulowywać drożyznę paliwową w swoje codzienne wydatki – a to właśnie spirala oczekiwań inflacyjnych bywa dla banków centralnych trudniejsza do okiełznania niż sam wzrost cen surowców.
Rynkowa ulga dla Orlenu, ale niepewność zostaje
Dla inwestorów giełdowych słowa Domańskiego o braku prac nad windfall tax to dobra wiadomość – przynajmniej w krótkim terminie. Widmo dodatkowej daniny nałożonej na rekordowe zyski Orlenu (ponad 11 mld zł netto w 2025 roku) ciążyło nad kursem akcji koncernu od tygodni. Zdjęcie tego tematu ze stołu daje chwilę oddechu, choć we wtorek akcje Orlenu i tak traciły – w ślad za całym rynkiem, który oddawał poniedziałkowe wzrosty.
Nie zmienia to faktu, iż Orlen wciąż znajduje się pod podwójną presją. Z jednej strony musi reagować na hurtowe podwyżki wynikające z globalnych cen surowca, z drugiej – rząd oczekuje od spółki roli „bufora” chroniącego konsumentów. To trudna do utrzymania równowaga, szczególnie jeżeli ropa ponownie ruszy w górę.
Wszystko zależy od jednej zmiennej
Ostatecznie sytuacja pozostaje w zawieszeniu – niemal tak samo jak sam konflikt w Zatoce Perskiej. Rząd dał wyraźnie do zrozumienia: windfall tax – nie. Ale obniżka VAT, cięcie akcyzy, a może choćby uwolnienie rezerw – to wszystko leży w szufladzie i czeka na odpowiedni moment.
Problem w tym, iż ten moment zależy od zmiennej, nad którą Warszawa nie ma żadnej kontroli. Donald Trump mówi o rozmowach, Iran strzela rakietami, a Cieśnina Ormuz jest przez cały czas zablokowana. Dla polskich kierowców tankujących po 7 złotych za litr – i dla polskich firm transportowych, dla których paliwo stanowi podstawowy koszt działalności – liczy się jedno: kiedy wreszcie ktoś podejmie decyzję. I czy nie będzie już za późno.
Źródło: PAP Biznes

21 godzin temu





