Decyzja Wizz Aira o ukrywaniu airbusów A321XLR w systemach rezerwacyjnych pod oznaczeniem zwykłego A321neo trzeba interpretować jako coś więcej niż tylko kosmetyczną zmianę nazewnictwa. To sygnał, iż węgierski przewoźnik dostrzegł ograniczenia własnego modelu biznesowego w segmencie lotów dalekiego zasięgu. Sam samolot pozostaje bowiem konstrukcją o ogromnym potencjale, ale jego eksploatacja w formule niskokosztowej – przy zachowaniu standardu produktu znanego z krótkich tras europejskich – od początku jawiła się jako projekt skazanym na porażkę. Wizz Air chowa A321XLR. Nie samolot problemem, ale tanie latanie