Kryzys w Cieśninie Ormuz to nie tylko ropa po 100 dolarów za baryłkę. To także gwałtowny cios w globalny rynek helu, którego Katar jest jednym z dwóch największych dostawców na świecie. Producenci półprzewodników w Korei Południowej zapewniają, iż mają zapasy na pół roku. Eksperci wyliczają jednak, iż powrót do normalności w dostawach zajmie znacznie więcej czasu niż sam konflikt.
Gdy cały rynek skupia uwagę na notowaniach ropy i cenach na stacjach paliw, na zapleczu globalnej gospodarki narasta kryzys o znacznie węższej skali, ale potencjalnie równie dotkliwych konsekwencjach. Dotyczy helu – gazu szlachetnego, którego nie da się zastąpić w produkcji nowoczesnych chipów, a którego główne źródło właśnie wypadło z gry.
Kompleks przemysłowy Ras Laffan w Katarze, należący do państwowego QatarEnergy, został unieruchomiony 2 marca po irańskim ataku dronowym. Dziesięć dni później produkcja wciąż nie została wznowiona. QatarEnergy ogłosiło siłę wyższą na dostawy LNG, a katarski minister energetyki Saad al-Kaabi ostrzegł, iż choćby po zakończeniu konfliktu powrót do normalnych dostaw zajmie „tygodnie, jeżeli nie miesiące”. Ponieważ hel jest produktem ubocznym przetwarzania gazu ziemnego, zatrzymanie produkcji LNG automatycznie oznacza zatrzymanie dostaw helu.
Jedna trzecia światowej podaży wypadła z rynku
Skala problemu jest poważna. Dane amerykańskiej służby geologicznej (USGS) za 2025 rok wskazują, iż Katar wyprodukował ok. 63 mln metrów sześciennych helu rocznie, co stanowi blisko jedną trzecią globalnej podaży szacowanej na ok. 190 mln mł. Największym producentem pozostają Stany Zjednoczone (ok. 81 mln mł), ale daleko za nimi plasują się Rosja (18 mln mł), Algieria (11 mln mł) czy Kanada (6 mln mł). Żaden z tych państw nie jest w stanie gwałtownie zwiększyć wolumenów na tyle, by wypełnić katarską lukę.
To oznacza, iż rynek traci ok. 5,2 mln metrów sześciennych helu miesięcznie – wylicza Aleksandr Romanenko, szef firmy badawczej IndexBox. A ponieważ moce produkcyjne poza Katarem są w zasadzie na granicy wydajności, szybkich alternatyw po prostu nie ma.
Ceny już podwoiły się, a może być gorzej
Phil Kornbluth, jeden z najbardziej znanych konsultantów rynku helu na świecie, powiedział wprost agencji Reuters: „trudno sobie wyobrazić, iż przerwa w katarskiej produkcji helu potrwa krócej niż trzy miesiące„. Do tego należy doliczyć co najmniej dwa dodatkowe miesiące na przywrócenie sprawności logistyki. Gdy przestój przekroczy dwa tygodnie, dystrybutorzy gazów przemysłowych będą zmuszeni relokować sprzęt kriogeniczny i weryfikować relacje z dostawcami od nowa – a to proces ciągnący się miesiącami.
Ceny helu na rynku spot zdążyły się już podwoić od wybuchu kryzysu bliskowschodniego. Przy dłuższej przerwie mogą przekroczyć 2000 dolarów za tysiąc stóp sześciennych, testując historyczne szczyty. Z szacunków IndexBox wynika, iż przy przestoju trwającym 60-90 dni ceny dostarczonego helu wzrosną o 25-50 proc. dla odbiorców pozbawionych kontraktów długoterminowych.
Dodatkowym problemem jest sama natura tego rynku. Hel nie jest handlowany na giełdzie – większość wolumenu sprzedaje się na kontraktach bilateralnych, co oznacza ograniczoną przejrzystość cenową i wolne sygnały. Co więcej, hel skroplony paruje podczas transportu, więc odbiorca ma faktycznie ok. 45 dni od załadunku na jego wykorzystanie. To nie jest surowiec, który można gromadzić na zapas w nieskończoność.
Korea Południowa narażona najbardziej
Według Korea International Trade Association Korea Południowa importowała w 2025 roku aż 64,7 proc. helu właśnie z Kataru. Gaz ten jest niezbędny do chłodzenia płytek krzemowych w procesie produkcji chipów – i na tym etapie nie istnieje żaden substytut technologiczny.
Południowokoreańskie Ministerstwo Handlu, Przemysłu i Energii uruchomiło dochodzenie dotyczące podaży i popytu na 14 materiałów oraz typów urządzeń półprzewodnikowych o wysokiej zależności od źródeł bliskowschodnich. Oprócz helu na liście znalazł się m.in. brom, z którego aż 90 proc. koreańskiego importu pochodzi z Izraela.
Oficjalne komunikaty producentów chipów brzmią uspokajająco. SK Hynix oświadczył, iż zdywersyfikował źródła dostaw i dysponuje wystarczającymi zapasami. Samsung Electronics poinformował, iż na części linii produkcyjnych wdrożył systemy recyklingu helu. Branżowi urzędnicy przekazali Korea Times, iż producenci mają zapasy na około sześć miesięcy.
Sześć miesięcy to jednak horyzont, który w warunkach eskalującego konfliktu może się okazać niewystarczający – zwłaszcza iż Kornbluth mówi o wielomiesięcznym procesie normalizacji choćby po zakończeniu samej wojny. TSMC, który obok Korei odpowiada za 18 proc. globalnych mocy produkcyjnych w sektorze chipów, stwierdził, iż „na razie nie przewiduje istotnego wpływu”, ale sytuację monitoruje.
Droższe chipy, droższe centra danych, słabszy popyt
Nawet jeżeli produkcja chipów nie zatrzyma się z dnia na dzień, wyższe koszty helu i niepewność dostaw mogą wymusić na producentach ograniczenie mniej rentownych linii produktowych. W praktyce Samsung i SK Hynix będą priorytetyzować najbardziej marżowe zamówienia – czyli pamięci HBM dla centrów danych AI – kosztem tańszych produktów konsumenckich. Dla kupujących komputery czy telefony może to oznaczać dalszy wzrost cen pamięci DRAM.
Na problem nakłada się jeszcze drugi mechanizm, na który zwracają uwagę analitycy. Rosnące ceny energii – napędzane tą samą wojną – podnoszą koszty operacyjne centrów danych, które odpowiadają za gros popytu na zaawansowane chipy. Mniej więcej połowa kosztów operacyjnych data center to rachunki za prąd. jeżeli jednocześnie podrożeją chipy pamięciowe i energia, operatorzy tacy jak Microsoft, Amazon czy Google mogą ograniczyć wydatki kapitałowe na infrastrukturę AI.
Rynek to wycenia. Od początku wojny z Iranem łączna kapitalizacja Samsunga i SK Hynix stopniała o ponad 200 mld dolarów. Fundusz VanEck Semiconductor ETF stracił ok. 3 proc., odrabiając część spadków dopiero po słowach Trumpa o „szybkim zakończeniu” konfliktu.
Beneficjenci kryzysu: producenci helu spoza regionu
W sytuacji gdy katarskie dostawy wypadły z rynku, na znaczeniu zyskują producenci helu spoza Bliskiego Wschodu. ExxonMobil, największy dostawca helu poza Katarem, jest w naturalny sposób beneficjentem obecnego kryzysu. Analitycy wymieniają także kanadyjski North American Helium oraz notowane w Londynie Helix Exploration i australijski Blue Star Helium jako spółki, które mogą skorzystać na przekierowaniu popytu.
Wśród koncernów gazów przemysłowych najbardziej eksponowane są te z kontraktami na katarski hel: Air Liquide (który w styczniu br. podpisał nową umowę odbioru helu z QatarEnergy), Linde oraz Air Products. Air Liquide podkreśla, iż korzysta z wielu źródeł na różnych kontynentach i posiada własny podziemny magazyn helu w Europie. Linde odmówił komentarza.
Japoński Iwatani, najważniejszy dostawca helu dla tamtejszego przemysłu chipowego, poinformował, iż utrzymuje stabilność dostaw dzięki dwutorowym źródłom – z USA i Kataru – oraz zapasy zarówno w Japonii, jak i w Stanach.
Lekcja, którą rynek przechodzi po raz kolejny
Obecna sytuacja to echo kryzysu z 2022 r., gdy rosyjska inwazja na Ukrainę wywołała niedobór helu i neonu. Wówczas Korea Południowa uruchomiła program dywersyfikacji dostaw i budowy krajowych zdolności produkcyjnych. Cztery lata później widać jednak, iż zależność od dominującego dostawcy – leżącego nad Zatoką Perską – nie została przełamana.
Dla inwestorów wniosek jest taki, iż konsekwencje wojny z Iranem sięgają znacznie dalej niż notowania ropy. Rynek helu jest mały, nieprzejrzysty i zdominowany przez dwóch graczy. To idealne warunki do podażowego szoku, który – choć niewidoczny na pierwszych stronach serwisów finansowych – może realnie wpłynąć na wyceny sektora półprzewodników i tempo budowy infrastruktury AI na całym świecie.
Źródła: Reuters, IndexBox, Nikkei Asia

3 godzin temu