Obserwując zachowanie rynków od początku wojny z Iranem, można odnieść wrażenie, iż globalna wyprzedaż była ruchem szerokim i dość jednorodnym. Dane z ETF-ów krajowych pokazują jednak obraz znacznie bardziej zróżnicowany. Najmocniejsza teza z tego porównania jest taka, iż polski inwestor z ekspozycją indeksową na USA stracił w tym okresie mniej niż inwestor z ekspozycją na Polskę. Między zamknięciem z 27 lutego 2026 a ostatnią wspólną sesją z 30 marca 2026 najlepiej broniły się Stany Zjednoczone, podczas gdy najmocniej traciły Niemcy, Francja i Holandia. Może to oznaczać, iż rynek nie wycenia samego konfliktu w oderwaniu od struktury gospodarki, ale różnicuje kraje przez ekspozycję na energię, przemysł oraz wrażliwość na awersję do ryzyka. Z perspektywy polskiego inwestora obraz staje się jeszcze mniej oczywisty, bo część strat na zagranicznych ETF-ach została zamortyzowana przez mocniejszego dolara.
Wojna nie uderzyła w rynki równomiernie
Obecna sytuacja na rynku pokazuje, iż po starcie konfliktu kapitał nie wycofywał się z wszystkich państw w tym samym tempie. W wariancie oczyszczonym z wpływu USD/PLN, czyli z perspektywy inwestora zabezpieczającego walutę, ETF na USA (SPY) spadł o -7,6%, podczas gdy średnia dla sześciu głównych państw Europy wyniosła około -11,0%. Najmocniej traciły Niemcy (-13,5%), Francja (-12,3%) i Holandia (-11,9%), a relatywnie najlepiej zachowywały się Wielka Brytania (-8,7%) oraz Hiszpania (-8,8%). Polska, mierzona ETF-em EPOL, spadła o -9,2%, czyli słabiej niż USA, ale wyraźnie lepiej niż rdzeń kontynentalnej Europy.

Wydaje się, iż ten rozkład nie jest przypadkowy. Rynek prawdopodobnie premiował gospodarki postrzegane jako mniej wrażliwe na szok energetyczny i mniej zależne od cyklu przemysłowego w Europie. Stąd można przypuszczać, iż Niemcy znalazły się pod presją nie tylko z powodu samej wojny, ale także z powodu obawy, iż każdy geopolityczny wzrost niepewności najmocniej ciąży segmentom opartym na eksporcie, przemyśle i kosztach energii. W rezultacie wojna nie tyle uruchomiła jedną falę wyprzedaży, ile raczej przyspieszyła istniejącą już selekcję między rynkami.
Wall Street przez cały czas wypada lepiej od Europy, ale przewaga jest już mniejsza
Dane rynkowe pokazują, iż na tle Europy amerykański rynek akcji przez cały czas wygląda relatywnie odporniej, ale przewaga nie jest już tak duża jak dzień wcześniej. Nie oznacza to oczywiście, iż inwestorzy potraktowali USA jak aktywo bez ryzyka, bo także tam skala przeceny była istotna. Wydaje się jednak, iż w momencie skoku awersji do ryzyka Wall Street znów skorzystała z pewnej premii. Można przypuszczać, iż w takim układzie część inwestorów redukowała ryzyko na peryferiach i w Europie szybciej niż w Stanach Zjednoczonych.
To rozróżnienie jest o tyle ważne, iż pokazuje mechanizm znany z wcześniejszych epizodów stresu. Kiedy rynek gwałtownie podnosi wycenę ryzyka geopolitycznego, kapitał nie szuka wyłącznie wzrostu, ale przede wszystkim płynności i przewidywalności. Stąd wydaje się, iż USA w takich momentach przez cały czas absorbują część globalnej ucieczki kapitału, choćby jeżeli same indeksy także spadają. Po sesji z 30 marca 2026 przewaga USA nad Europą w szerokiej próbie indeksów zmalała już do mniej niż jednego punktu procentowego średnio, ale w koszyku ETF-ów krajowych wciąż pozostaje wyraźniejsza.
Kurs walutowy amortyzuje straty polskiego inwestora
Z punktu widzenia inwestora z Polski najważniejsze jest jednak to, iż sam wykres z Wall Street nie pokazuje jeszcze realnego wyniku portfela. o ile Polak kupuje ETF notowany w dolarze i nie zabezpiecza waluty, jego stopa zwrotu zależy nie tylko od zachowania samego ETF-u, ale również od tego, co dzieje się z kursem USD/PLN. Bez hedga kurs dolara wzrósł z 3,5772 do 3,7253 zł, czyli o około 4,1%. Może to oznaczać, iż część straty na akcjach została po prostu zneutralizowana przez droższego dolara.
Najlepiej widać to na przykładzie amerykańskiego rynku. W wariancie z hedgem walutowym SPY spadł o -7,6%, ale bez hedga, czyli z pełną ekspozycją na USD/PLN, strata z perspektywy polskiego inwestora wyniosła już tylko -3,8%. Dla porównania polski ETF EPOL spadł o -9,2% z hedgem i -5,4% bez hedga. Różnica na rynku amerykańskim to około 3,8 pkt proc., a więc niemal dokładnie tyle, ile dał sam kurs dolara. To może tłumaczyć, dlaczego zagraniczna ekspozycja w portfelu prowadzonym w złotym nie wygląda dziś tak źle, jak wynikałoby to z samego obrazu amerykańskich indeksów liczonych w USD.

To może oznaczać, iż dla polskiego inwestora zagraniczna ekspozycja akcyjna bywa w momentach stresu częściowo chroniona przez kurs. Nie jest to oczywiście darmowy lunch, bo ten sam mechanizm może działać w drugą stronę, gdy napięcie geopolityczne słabnie, a złoty zaczyna odrabiać straty do dolara. W rezultacie waluta bywa amortyzatorem w fazie paniki, ale później może stać się hamulcem dla stopy zwrotu, jeżeli rynek akcji odbija, a USD/PLN spada.
Hedge nie usuwa całego ryzyka walutowego
Tu pojawia się jednak ważne doprecyzowanie metodologiczne. Zabezpieczenie użyte w tej analizie neutralizuje wyłącznie relację USD/PLN, czyli ostatnią warstwę ryzyka, którą widzi inwestor z Polski kupujący ETF notowany w dolarze. Nie usuwa ono tego, co już dzieje się wcześniej wewnątrz samego ETF-u. o ile więc ETF na Niemcy spada dlatego, iż niemieckie akcje tanieją, a euro słabnie do dolara, to ten efekt pozostaje już w jego dolarowej wycenie. Dopiero na końcu dochodzi dodatkowa warstwa USD/PLN, którą polski inwestor może zabezpieczyć albo zostawić otwartą.
Co z tego wynika dla polskiego inwestora?
Reasumując, wojna z Iranem nie rozlała się po giełdach w sposób równy. Najbardziej ucierpiały te rynki, które mogły wydawać się bardziej podatne na szok energetyczny, przemysłowy i geopolityczny, podczas gdy USA znów zachowały się relatywnie lepiej. Dla polskiego inwestora wniosek jest jednak jeszcze bardziej konkretny: zagraniczny ETF, zwłaszcza na USA, nie musiał przynieść aż tak dużej straty, jak wynikałoby to z samego spojrzenia na indeks liczony w dolarze. Mocniejszy USD/PLN w praktyce zamortyzował część przeceny.
Dopóki dolar pozostaje beneficjentem awersji do ryzyka, taki bufor może dalej wspierać wyniki portfeli prowadzonych w złotym. o ile jednak napięcie zacznie wygasać, a złoty zacznie się umacniać, ten sam mechanizm może odwrócić się przeciw inwestorowi bez hedga. Najbliższe tygodnie powinny więc pokazać nie tylko to, czy wojna przez cały czas będzie ciążyć europejskim parkietom mocniej niż amerykańskiemu, ale również czy USD/PLN pozostanie dla polskiego inwestora bezpieczną poduszką, czy zacznie stopniowo odbierać część walutowego zysku.

1 godzina temu






