Work-life balance czy praca na 100%

oszczednymilioner.pl 2 tygodni temu

Młode pokolenie dokonało istotnego przewartościowania. Odrzuciło tzw. kulturę zapierdolu na rzecz lazy girl jobs oraz lazy boy jobs. Czy taki sposób na życie ma sens?

To zależy. o ile nasi rodzice, zapewnią nam własne mieszkanie lub po prostu kupią inwestycje, szukanie niewymagającej pracy za 5k ma sens. Nie przemęczamy się. W razie problemów łatwo znajdziemy surogat. Przychodzimy do domu na luzie. Nie oszukujmy się jednak, dane ekonomiczne są jakie są – szanse na mieszkanie kupione przez rodziców ma znikomy procent dzisiejszych studentów. Na zasponsorowaną inwestycję – jeszcze mniejszy. Reszta musi dokonać wyboru – wygoda czy spięcie pośladków.

Zawsze jestem zwolennikiem poruszania się po tzw. linii życia. Krótko mówiąc – na wszystko przypada odpowiedni czas. Harujmy jako 30-latkowie, żeby odpoczywać po 50-tce, kiedy sił ubywa. Miejmy dzieci, gdy dajemy radę wstawać w nocy (czyli znowu – przed 30-tką). Uczmy się póki czas, bo studia pięćdziesięciolatka nie przyniosą takich efektów.

Tak samo działają inwestycje. Każde 10 tys. zł odłożone i zainwestowane przed 30-tką daje nam 100 tys. zł po 50-tce. A obijając się w młodości mamy problem na stare lata, ponieważ te 100 tys. zł jednak trudniej odłożyć. Stąd – planujmy intensywny okres pracy w szczycie możliwości psychofizycznych czyli 20-45 lat.

Nie dajmy się jednak zwariować. Nikomu nie polecam 16 godzin dziennie. Bez żartów. W ten sposób tylko zużyjemy się szybciej. Jak mówi amerykańskie przysłowie: zarobił pieniądze i musiał je wszystkie wydać na lekarzy. Polecam rozsądek. Nazywam go „praca +20%”. Normalny trzydziestolatek da radę iść na 8 godzin pięć dni w tygodniu, a potem dorabiać sobie 8 godzin w sobotę lub 2 x 4 godziny w tygodniu. Tym sposobem przepracuje nie 100 godzin/tydzień (6×16) ale 48h tydzień. Zyska przy tym dodatkowe 20-30% dochodu. A to już sporo. Jest z czego oszczędzać. Podziała tak do 45r.ż. a potem….

Potem będzie miał już z górki. Sprawdziłem na własnej skórze. jeżeli pensja minimalna wynosi ok. 4000 zł/m-c, dodatkowe 800 zł sporo zmieni. Gdybyśmy pracowali w IT z pensją 20k miesięcznie, mamy 4k ekstra. Sporo. Czasem nie trzeba choćby dodatkowej pracy, wystarczą nadgodziny lub zlecenie.

Pomiędzy receptą moją, a tą od prof. Matczaka pozostało jedna różnica. On polecał dodatkową pracę choćby za darmo, ja tylko pod warunkiem proporcjonalnych dochodów. Czym innym okaże się praca w kancelarii systemem „50 godzin wyrobionych, 40 godzin płatnych”, a czym innym praca 40 godzin w biurze plus 8 h przy evencie, wykończeniach czy zleceniu. Nie chodzi bowiem o mityczne „zdobywanie doświadczenia”, „zaangażowanie” tylko o gołą gotówkę na inwestycje. Tylko tak wyrwiemy się z błędnego koła prekariatu (i klasy średniej 9-5). A i na life starczy nam czasu.

Idź do oryginalnego materiału