World Liberty Financial – kryptowalutowy projekt rodziny Trumpów w coraz głębszych tarapatach

2 godzin temu

Ponad 550 mln dolarów zebranych od inwestorów, 80 proc. tokenów wciąż zamrożonych bez harmonogramu odblokowania, a nowa propozycja zarządzania de facto zmusza posiadaczy do jeszcze głębszego zamknięcia kapitału. Flagowy kryptowalutowy projekt rodziny urzędującego prezydenta USA staje się studium przypadku dla tych, którzy chcą zrozumieć, czym w praktyce bywa „demokratyzacja finansów” w branży cyfrowych aktywów.

Kiedy jesienią 2024 r. Donald Trump, jego synowie Eric, Donald Jr. i Barron, a także współtwórcy Chase Herro i bracia Witkoff ogłosili powstanie World Liberty Financial (WLF), obietnica brzmiała znajomo i atrakcyjnie: otwarta, zdecentralizowana platforma finansowa, która wyrwie kontrolę z rąk tradycyjnych banków i odda ją zwykłym ludziom. Narzędziem tej rewolucji miał być token WLFI – oferowany w presale’u po 0,015 USD w pierwszej rundzie i 0,05 USD w drugiej. Łącznie inwestorzy wpłacili ponad 550 mln dolarów, przekonani, iż kupują bilet do nowej ery finansów.

We wrześniu 2025 r. token trafił wreszcie na otwarty rynek. Cena wystrzeliła do historycznego szczytu na poziomie 0,33 USD – niemal dwudziestokrotność najwcześniejszej ceny sprzedaży. Na papierze fortuny rosły w oczach. Problem polegał na tym, iż praktycznie nikt nie mógł ich zrealizować. Twórcy projektu odblokali jedynie 20 proc. zakupionych tokenów, pozostawiając 80 proc. „w zamrażarce” – bez jakiegokolwiek opublikowanego harmonogramu ich uwolnienia. Na początku marca 2026 r. sytuacja wygląda jeszcze gorzej: kurs WLFI oscyluje wokół 0,10 USD, co oznacza spadek o ponad 70 proc. od szczytu, a inwestorzy wciąż nie wiedzą, kiedy – i czy w ogóle – odzyskają pełny dostęp do swoich środków.

Zyski płyną w jednym kierunku

Kluczem do zrozumienia problemu jest dokument nazywany przez WLF „złotą kartą” (gold paper), będący w istocie rozbudowanym materiałem marketingowym. Wynika z niego wprost kilka niepokojących rzeczy. Po pierwsze, posiadacze tokena WLFI nie kontrolują protokołu – mimo iż oficjalnie jest to token zarządczy (governance token). Propozycje zmian mogą wprawdzie składać wszyscy posiadacze, ale współzałożyciele projektu zastrzegają sobie prawo do zablokowania dowolnego wniosku przed głosowaniem, wedle własnego uznania. Po drugie, token WLFI nie daje prawa do żadnych dywidend, zwrotów ani udziału w przychodach platformy. Po trzecie – i to być może najbardziej kontrowersyjny element – nie istnieje żadna gwarancja, iż pozostałe 80 proc. tokenów kiedykolwiek zostanie odblokowane.

Tymczasem najbardziej dochodowy produkt platformy, stablecoin USD1, z podażą przekraczającą już 5 mld dolarów i pozycją piątego co do wielkości stablecoina na rynku, generuje przychody idące w setki milionów dolarów rocznie. Zgodnie z zapisami gold paper całość tych zysków – pomniejszona jedynie o 15 mln USD rocznych kosztów operacyjnych – trafia bezpośrednio do kieszeni rodziny Trumpów i rodziny Witkoffów. Zwykli posiadacze tokenów nie partycypują w tych przychodach ani jednym centem.

Pułapka na własnych inwestorów

Sytuację dodatkowo skomplikował nowy wniosek zarządczy opublikowany na platformie Snapshot pod koniec lutego 2026 r. Projekt proponuje, by odblokowane tokeny WLFI (te same 20 proc., które stanowią jedyną płynną część inwestycji) utraciły prawo głosu, o ile ich posiadacze nie zdecydują się na tzw. staking – czyli dobrowolne zablokowanie ich na minimum 180 dni w zamian za roczną stopę zwrotu rzędu 2 proc., wypłacaną zresztą w kolejnych tokenach WLFI, po kursie ustalanym jednostronnie przez zespół projektowy. Głosowanie trwa do 13 marca.

Mechanizm ten tworzy paradoks rodem z Kafki: aby zachować prawo głosu w sprawie tego, kiedy ich zamrożone tokeny zostaną uwolnione, inwestorzy muszą najpierw pozbyć się jedynego płynnego aktywa, jakie posiadają. Inwestorzy znaleźli się w pułapce, z której nie ma dobrego wyjścia.

Sprawa Justina Suna

Emblematycznym przykładem problemów WLF jest historia Justina Suna, miliardera i założyciela blockchainu Tron. Sun zainwestował w presale 75 mln dolarów. Gdy we wrześniu 2025 r. część tokenów została odblokowana, próbował przetransferować ok. 9 mln USD w WLFI na inny portfel. Reakcja twórców projektu była natychmiastowa – jego portfel został zamrożony, uniemożliwiając jakąkolwiek transakcję. Oficjalne wyjaśnienie mówiło o „ochronie użytkowników przed phishingiem”; dane on-chain wskazywały jednak, iż zablokowano łącznie 272 portfele, a zamrożenie Suna nastąpiło bezpośrednio po jego próbie transferu. Sun, zamiast walczyć, publicznie zadeklarował, iż kupi kolejne aktywa powiązane z Trumpem – gest, który komentatorzy odczytali jako próbę ugłaskania twórców projektu. Jego tokeny pozostają zamrożone do dziś, a ich wartość od czasu blokady drastycznie spadła.

Polityczne konsekwencje

Sprawa WLF wykracza daleko poza problemy jednego projektu kryptowalutowego. W Senacie USA stała się ona kamieniem obrazy przy pracach nad Clarity Act – kluczową ustawą regulującą rynek cyfrowych aktywów, która przeszła już przez Izbę Reprezentantów w lipcu 2025 r. Demokraci odmówili poparcia projektu w komisji senackiej, argumentując, iż nie mogą wspierać regulacji kryptowalut w sytuacji, gdy urzędujący prezydent jednocześnie czerpie z branży osobiste korzyści. Senator Cory Booker, główny demokratyczny negocjator ustawy, porównał sytuację do wydania przez siebie „Cory Coina”, nazywając ją absurdalną.

Prace nad Clarity Act utknęły, co paradoksalnie uderza w cały sektor kryptowalutowy – branżę, która rozpaczliwie potrzebuje jasnych ram prawnych. Trump zareagował atakiem na banki, oskarżając je o blokowanie postępu legislacyjnego, co tylko pogłębiło polityczny impas.

Narastające zagrożenia

Do listy problemów WLF doszedł w lutym 2026 r. tak zwany „skoordynowany atak” – hakerzy przejęli konta współzałożycieli w mediach społecznościowych, rozpowszechnili fałszywe informacje i otworzyli duże pozycje krótkie. Stablecoin USD1 chwilowo stracił powiązanie z dolarem, spadając poniżej 1 USD. Zespół WLF twierdzi, iż odparł atak i zabezpieczył infrastrukturę, ale incydent ujawnił kruchość zaufania do projektu.

Na forum zarządczym WLF nastroje wśród posiadaczy tokenów wahają się między desperacją a ślepą wiarą. Jedni piszą wprost: „Staliśmy się zakładnikami”, „To są moje pieniądze i chcę mieć do nich dostęp”. Inni przekonują, iż zamrożenie 80 proc. tokenów to element strategii, która w przyszłości przyniesie „transfer bogactwa”. Jak dotąd, jedyny udokumentowany transfer bogactwa odbywa się w kierunku współzałożycieli.

Dla polskiego inwestora, który obserwuje ten przypadek z dystansu, jest w nim kilka uniwersalnych lekcji. Nazwa polityczna na szyldzie nie jest gwarancją czegokolwiek. Governance token bez realnego governance to oksymoron. A obietnica „demokratyzacji finansów” nabiera szczególnie gorzkiego smaku, gdy jedyni, którzy mogą swobodnie dysponować środkami, to ci, którzy je zebrali.

Źródła: Bloomberg, DL News, Reuters, CoinDesk

Idź do oryginalnego materiału