Od 1 maja 2026 r. zacznie obowiązywać umowa UE–MERCOSUR, która otwiera europejski rynek na produkty rolno-spożywcze z Ameryki Południowej. Część towarów od pierwszego dnia zostanie objęta zniesieniem ceł, co budzi rosnące obawy wśród rolników i organizacji branżowych.
Wroński: „To fikcja, nie ochrona”. Rozporządzenie nie zatrzyma MERCOSUROd 1 maja 2026 r. zacznie obowiązywać umowa UE–MERCOSUR, która otwiera europejski rynek na produkty rolno-spożywcze z Ameryki Południowej. Część towarów od pierwszego dnia zostanie objęta zniesieniem ceł, co budzi rosnące obawy wśród rolników i organizacji branżowych.
W odpowiedzi na napięcia Ministerstwo Rolnictwa zapowiedziało podpisanie wraz z resortem zdrowia rozporządzenia, które ma umożliwić czasowe zawieszenie importu produktów zawierających substancje niedopuszczone w UE. Według ministra Stefan Krajewski ma to być narzędzie chroniące zarówno producentów, jak i konsumentów.
Jednak w środowisku rolniczym narasta sceptycyzm. Padają mocne zarzuty, iż proponowane rozwiązanie może mieć bardziej charakter politycznego sygnału niż realnej bariery dla importu.
Jednolity rynek ważniejszy niż krajowe rozporządzenia
Kluczowy problem wskazywany przez krytyków dotyczy funkcjonowania wspólnego rynku UE. choćby jeżeli Polska wprowadzi ograniczenia, to towar dopuszczony do obrotu w innym państwie członkowskim może swobodnie trafić na polski rynek.
Jak podkreśla Marcin Wroński:
„Towar, który do nas przyjeżdża z państw trzecich, odprawiany jest w pierwszym kraju granicznym, później mamy wolny obrót towarów. Jak zostanie odprawiony w niemieckich czy holenderskich portach, może bez problemu trafić do Polski.”
W praktyce oznacza to, iż krajowe regulacje nie są w stanie skutecznie zatrzymać napływu produktów, jeżeli zostały one wcześniej dopuszczone do obrotu na poziomie unijnym.
„To działanie pozorowane” – padają ostre słowa
Krytyka nowych rozwiązań jest jednoznaczna i ostra. Zdaniem przedstawicieli organizacji rolniczych, rozporządzenie nie rozwiązuje problemu, a jedynie ma łagodzić nastroje społeczne.
„Rozporządzenie to jest pozorowanym działaniem, którego celem jest tylko uspokojenie rolników i konsumentów. Jego skuteczność będzie żadna” – ocenia Wroński.
W jego opinii przedstawianie tego narzędzia jako realnej ochrony przed skutkami umowy handlowej jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.
Rząd przyznaje się do problemu?
Dodatkowe kontrowersje budzi sam fakt zapowiedzi regulacji. Jeszcze niedawno zapewniano, iż żywność importowana spoza UE spełnia te same standardy co produkty unijne.
Dziś – jak zauważają rolnicy – pojawia się potrzeba wprowadzania dodatkowych ograniczeń.
„Dziś rządzący sami przyznali się do tego, iż tak nie jest, skoro mówią o konieczności wprowadzania rozporządzeń” – wskazuje Wroński.
To podważa wcześniejsze deklaracje i wzmacnia nieufność wobec skuteczności nowych mechanizmów.
Niespełnione obietnice wokół MERCOSUR
W tle całej sprawy pojawia się szerszy kontekst polityczny. Środowiska rolnicze przypominają wcześniejsze zapowiedzi rządu dotyczące blokowania lub ograniczania skutków umowy.
Chodzi m.in. o:
- budowę mniejszości blokującej w UE,
- zapowiedzi skargi do TSUE,
- postulaty wprowadzenia tzw. klauzul lustrzanych, czyli identycznych standardów produkcji dla importu.
Zdaniem krytyków żadna z tych zapowiedzi nie została skutecznie zrealizowana.
„To kolejna próba przykrycia nieskuteczności. Polacy nie dadzą się nabrać na takie chwyty” – podsumowuje Wroński.
Rolnicy między polityką a realnym rynkiem
Wejście w życie umowy UE–MERCOSUR oznacza nowy etap dla europejskiego rolnictwa. Większa konkurencja, presja cenowa i różnice w standardach produkcji to czynniki, które mogą mieć realny wpływ na opłacalność produkcji.
Choć zapowiadane rozporządzenie może mieć znaczenie symboliczne i interwencyjne, jego skuteczność w warunkach jednolitego rynku UE pozostaje poważnie ograniczona.
Dla rolników oznacza to jedno – kluczowe decyzje zapadają nie na poziomie krajowym, ale unijnym, a krajowe instrumenty mają coraz mniejszy wpływ na rzeczywistość rynkową.W odpowiedzi na napięcia Ministerstwo Rolnictwa zapowiedziało podpisanie wraz z resortem zdrowia rozporządzenia, które ma umożliwić czasowe zawieszenie importu produktów zawierających substancje niedopuszczone w UE. Według ministra Stefan Krajewski ma to być narzędzie chroniące zarówno producentów, jak i konsumentów.
Jednak w środowisku rolniczym narasta sceptycyzm. Padają mocne zarzuty, iż proponowane rozwiązanie może mieć bardziej charakter politycznego sygnału niż realnej bariery dla importu.
Jednolity rynek ważniejszy niż krajowe rozporządzenia
Kluczowy problem wskazywany przez krytyków dotyczy funkcjonowania wspólnego rynku UE. choćby jeżeli Polska wprowadzi ograniczenia, to towar dopuszczony do obrotu w innym państwie członkowskim może swobodnie trafić na polski rynek.
Jak podkreśla Marcin Wroński:
„Towar, który do nas przyjeżdża z państw trzecich, odprawiany jest w pierwszym kraju granicznym, później mamy wolny obrót towarów. Jak zostanie odprawiony w niemieckich czy holenderskich portach, może bez problemu trafić do Polski.”
W praktyce oznacza to, iż krajowe regulacje nie są w stanie skutecznie zatrzymać napływu produktów, jeżeli zostały one wcześniej dopuszczone do obrotu na poziomie unijnym.
„To działanie pozorowane” – padają ostre słowa
Krytyka nowych rozwiązań jest jednoznaczna i ostra. Zdaniem przedstawicieli organizacji rolniczych, rozporządzenie nie rozwiązuje problemu, a jedynie ma łagodzić nastroje społeczne.
„Rozporządzenie to jest pozorowanym działaniem, którego celem jest tylko uspokojenie rolników i konsumentów. Jego skuteczność będzie żadna” – ocenia Wroński.
W jego opinii przedstawianie tego narzędzia jako realnej ochrony przed skutkami umowy handlowej jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.
Rząd przyznaje się do problemu?
Dodatkowe kontrowersje budzi sam fakt zapowiedzi regulacji. Jeszcze niedawno zapewniano, iż żywność importowana spoza UE spełnia te same standardy co produkty unijne.
Dziś – jak zauważają rolnicy – pojawia się potrzeba wprowadzania dodatkowych ograniczeń.
„Dziś rządzący sami przyznali się do tego, iż tak nie jest, skoro mówią o konieczności wprowadzania rozporządzeń” – wskazuje Wroński.
To podważa wcześniejsze deklaracje i wzmacnia nieufność wobec skuteczności nowych mechanizmów.
Niespełnione obietnice wokół MERCOSUR
W tle całej sprawy pojawia się szerszy kontekst polityczny. Środowiska rolnicze przypominają wcześniejsze zapowiedzi rządu dotyczące blokowania lub ograniczania skutków umowy.
Chodzi m.in. o:
- budowę mniejszości blokującej w UE,
- zapowiedzi skargi do TSUE,
- postulaty wprowadzenia tzw. klauzul lustrzanych, czyli identycznych standardów produkcji dla importu.
Zdaniem krytyków żadna z tych zapowiedzi nie została skutecznie zrealizowana.
„To kolejna próba przykrycia nieskuteczności. Polacy nie dadzą się nabrać na takie chwyty” – podsumowuje Wroński.
Rolnicy między polityką a realnym rynkiem
Wejście w życie umowy UE–MERCOSUR oznacza nowy etap dla europejskiego rolnictwa. Większa konkurencja, presja cenowa i różnice w standardach produkcji to czynniki, które mogą mieć realny wpływ na opłacalność produkcji.
Choć zapowiadane rozporządzenie może mieć znaczenie symboliczne i interwencyjne, jego skuteczność w warunkach jednolitego rynku UE pozostaje poważnie ograniczona.
Dla rolników oznacza to jedno – kluczowe decyzje zapadają nie na poziomie krajowym, ale unijnym, a krajowe instrumenty mają coraz mniejszy wpływ na rzeczywistość rynkową.

3 godzin temu