Wybory w Berlinie 2026: Die Linke wygrywa z programem nacjonalizacji mieszkań

1 godzina temu

Niedzielne wybory do berlińskiego Abgeordnetenhaus przyniosły wynik, który jeszcze rok temu wydawał się nieprawdopodobny. Die Linke – partia wywodząca się z postkomunistycznej tradycji wschodnioniemieckiej – zdobyła 25,7% głosów i 38 mandatów, podwajając swój wynik z 2023 roku. Jej liderka Elif Eralp może zostać pierwszą burmistrz Berlina tureckiego pochodzenia – i pierwszą z ramienia Die Linke od czasu zjednoczenia Niemiec. Dla obserwatorów rynków finansowych znaczenie mają jednak nie tyle symboliczne przełomy, ile twarde zapowiedzi programowe: nacjonalizacja 220 tysięcy mieszkań należących do dużych korporacji deweloperskich.

Wyniki: pięciopartyjny krajobraz bez jednoznacznego centrum

Oficjalne wyniki podane przez berlińskiego komisarza wyborczego nie pozostawiają wątpliwości co do skali politycznego trzęsienia ziemi. Die Linke uzyskała 25,7% głosów z list partyjnych i 28 mandatów bezpośrednich w 78 okręgach jednomandatowych – łącznie 38 miejsc w 130-osobowym parlamencie. CDU kanclerza Friedricha Merza spadła z 28,2% do 18,8%, tracąc 24 mandaty. AfD awansowała na trzecie miejsce z wynikiem 16,3% – najlepszym w historii partii w Berlinie. Zieloni uzyskali 14,3%, a SPD zanotowała najgorszy wynik w historii berlińskich wyborów stanowych – zaledwie 12,1%.

Frekwencja wyniosła 74,2%, co stanowi wzrost o ponad 11 punktów procentowych w porównaniu z powtórzonymi wyborami z 2023 roku. To sygnał, iż berlińczycy traktowali te wybory jako głosowanie o realnej zmianie.

Tego samego dnia AfD wygrała wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim z wynikiem 38,2%, gdzie CDU uzyskała katastrofalne 4,9% – poniżej progu wyborczego. Sam Merz nazwał ten wynik „katastrofą”.

Elif Eralp i program nacjonalizacji – z czego wyrasta zwycięstwo Die Linke?

Elif Eralp, 45-letnia prawniczka i obrończyni praw człowieka, jest córką tureckich lewicowców, którzy uciekli do Niemiec po zamachu stanu w 1980 roku. W berlińskim parlamencie zasiada od 2021 roku. Jej kampanię zdominował jeden temat: kryzys mieszkaniowy.

Korzenie tego kryzysu sięgają lat. W 2021 roku berliński obywatele zagłosowali w referendum „Deutsche Wohnen & Co. enteignen” – 59% uprawnionych opowiedziało się za nacjonalizacją mieszkań należących do wielkich korporacji deweloperskich. Referendum nie miało mocy wiążącej, a rządzące wówczas SPD z koalicjantami odmówiły wdrożenia jego wyniku. Eralp uczyniła realizację woli wyborców z 2021 roku swoim bezwzględnym warunkiem wejścia do jakiejkolwiek koalicji.

Jej program wykracza jednak poza samą nacjonalizację. Die Linke zapowiedziała budowę tanich mieszkań komunalnych, przymusowe obniżki czynszów w lokalach, gdzie stawki przekraczają średnią lokalną o ponad 20%, oraz ograniczenie wynajmu krótkoterminowego (typu Airbnb). „Od dzisiaj zmieniamy Berlin razem” – powiedziała do zwolenników wieczorem wyborczym.

Dlaczego mieszkania wygrywają wybory

Aby zrozumieć wynik Die Linke, trzeba spojrzeć na realia berlińskiego i szerzej – niemieckiego rynku mieszkaniowego. Według danych IW Housing Index za I kwartał 2026 roku czynsze za nowe umowy najmu w Niemczech wzrosły o 3,5% rok do roku, a w pasach dojazdowych wokół metropolii aż o 4,2%. Choć sam Berlin odnotował niewielki spadek czynszów o 0,8% w ujęciu rocznym (wynik efektu wysokiej bazy i lokalnych regulacji), to w ujęciu absolutnym stolica pozostaje jednym z najdroższych rynków najmu w kraju – przy jednoczesnym dramatycznym niedoborze mieszkań.

W 2025 roku w całych Niemczech wybudowano zaledwie 206 600 mieszkań – o 45 tysięcy mniej niż rok wcześniej i najmniej od lat. Szacunki na 2026 rok mówią o dalszym spadku do 185 tysięcy – przy rocznym zapotrzebowaniu szacowanym przez branżę na co najmniej 400 tysięcy.

To nie jest problem wyłącznie berliński. Niemcy, kraj z najwyższym odsetkiem najemców w Europie (ponad 50% gospodarstw domowych), doświadczają strukturalnego kryzysu mieszkaniowego, który nakłada się na ogólną słabość gospodarczą. PKB największej europejskiej gospodarki kurczyło się w 2023 i 2024 roku. Przemysł traci ponad 10 tysięcy miejsc pracy miesięcznie. Ceny paliw rosną z powodu konfliktu na Blisku Wschodzie. W tym kontekście hasło „zatrzymajmy spekulację mieszkaniową” trafia w sedno społecznych frustracji.

Nacjonalizacja za 20 miliardów – czy to realne?

Centralny punkt programu Eralp – przejęcie przez państwo 220 tysięcy mieszkań należących do korporacyjnych właścicieli – budzi poważne wątpliwości wykonawcze i prawne.

Podstawą prawną miałby być artykuł 15 niemieckiej Ustawy Zasadniczej, który umożliwia nacjonalizację gruntów, zasobów naturalnych i środków produkcji „w celu uspołecznienia” za „godziwym odszkodowaniem”. Problem w tym, iż przepis ten nigdy w historii Republiki Federalnej nie został zastosowany.

Sekretarz generalny SPD Tim Kluessendorf oszacował koszt operacji na około 20 miliardów euro. Co istotne, sondaż Infratest Dimap wykazał, iż tylko 37% ankietowanych popiera nacjonalizację – znacznie mniej niż 59% w referendum z 2021 roku. Sugeruje to, iż choćby wśród wyborców Die Linke nie ma pełnego konsensusu co do tego radykalnego kroku.

Realizacja zależy od koalicjantów. Zarówno SPD, jak i Zieloni sygnalizowali gotowość do wejścia w koalicję z Die Linke (wariant R2G – rot-rot-grün, czyli czerwono-czerwono-zielony), ale na swoich warunkach. Lider Zielonych Felix Banaszak postawił wyraźne żądanie rozliczenia się z zarzutami o antysemityzm w berlińskich strukturach Die Linke. Kandydat SPD Steffen Krach – sam osłabiony śledztwem prokuratorskim ws. korupcji – przed wyborami wprost odrzucał warunek nacjonalizacji.

Negocjacje koalicyjne będą zatem trudne i mogą trwać tygodniami, jeżeli nie miesiącami.

AfD rośnie, Merz się chwieje, inwestorzy patrzą na DAX

To piąte wybory stanowe w Niemczech w 2026 roku i piąta z kolei porażka partii koalicji rządzącej (CDU-SPD). W Saksonii-Anhalt 6 września AfD zdobyła 43,8% – wynik historyczny. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim – 38,2%. W sondażach ogólnokrajowych AfD prowadzi z około 29% poparcia.

Kanclerz Merz, u władzy dopiero od maja 2025 roku, ma najniższe notowania zadowolenia ze sprawowania urzędu w historii pomiarów – jedynie około 14%. Holger Schmieding, główny ekonomista banku Berenberg, podniósł szacowane prawdopodobieństwo, iż CDU wymieni swojego lidera, z około 20% do 35%.

Dla rynków finansowych to istotna zmienna. DAX, który latem przebił poziom 26 000 punktów, odzwierciedla nie tyle kondycję niemieckiej gospodarki krajowej, ile globalną siłę eksportowych gigantów wchodzących w skład indeksu – SAP, Siemens, Rheinmetall. Ale indeks MDAX, skupiający średnie spółki zorientowane na rynek wewnętrzny, wciąż notowany jest około 9% poniżej szczytu z 2021 roku. Fundusz ETF iShares MSCI Germany na rynku amerykańskim pozostaje 6% poniżej 52-tygodniowego maksimum.

Kluczowym testem dla rynków nie będzie sam wynik wyborów berlińskich, ale to, czy koalicja CDU-SPD na szczeblu federalnym zdoła uchwalić jesienny budżet, który ma uruchomić obiecany pakiet reform wartości 500 miliardów euro na infrastrukturę i obronność. Polityczna słabość Merza może ten proces znacząco utrudnić.

Wybory w Berlinie 2026 to coś więcej niż lokalny triumf postkomunistycznej partii. To symptom głębokich pęknięć w niemieckim modelu politycznym i gospodarczym. Wyborcy – zarówno ci głosujący na Die Linke, jak i na AfD – odwracają się od centrum. Niemiecka gospodarka, fundament strefy euro, nie generuje wzrostu wystarczającego, by odpowiedzieć na społeczne frustracje związane z kosztami życia.

Elif Eralp może zostać burmistrz Berlina z programem, którego realizacja jest co najmniej niepewna – ale sam fakt, iż taki program wygrał wybory w stolicy czwartej gospodarki świata, mówi wiele o stanie europejskiej polityki jesienią 2026 roku.

Idź do oryginalnego materiału