Czy tak prosta czynność jak wymiana akumulatora w ciągniku może skończyć się telefonem do serwisu? W starym Ursusie czy MTZ‑cie raczej nie. W nowoczesnym ciągniku, naszpikowanym elektroniką i wartym często więcej niż dom na wsi – już prędzej. I wcale nie dlatego, iż producenci chcą nam utrudnić życie.
Jeszcze kilkanaście lat temu akumulator był elementem niemal „mechanicznym”: ciężki, czarny klocek z dwoma klemami. Dziś przez cały czas wygląda podobnie, ale pracuje w zupełnie innym towarzystwie – sterowników silnika, skrzyni biegów, hydrauliki, elektroniki pokładowej i całej armii czujników. Nic więc dziwnego, iż rolnicy podchodzą do jego wymiany z pewną rezerwą.
Samochód nauczył ostrożności
Wielu użytkowników zna historie z motoryzacji: wymiana akumulatora w aucie, a potem kontrolki jak choinka i konieczność wizyty u diagnosty. Na szczęście w przypadku ciągników sytuacja jest zwykle prostsza. Paradoksalnie, mimo iż są one bardziej skomplikowane niż samochody osobowe.
Dlaczego? Bo producenci maszyn rolniczych od lat stosują rozwiązanie stare jak elektryczność, a genialne w swej prostocie – wyłącznik prądu, zwany potocznie wyłącznikiem masy.
Po zdjęciu klem, słupki akumulatora obowiązkowo czyścimy szczotką druciana lub papierem ściernym do białości, fot. Adam ŁadowskiWyłącznik masy – najlepszy przyjaciel akumulatora
Wyłącznik masy odcina obwód na przewodzie „minusa”, pozbawiając ciągnik zasilania. I co ważne, jego używanie nie szkodzi elektronice. najważniejsze dane sterujące pracą silnika, skrzyni czy hydrauliki zapisane są w elektronicznych pamięciach typu EEPROM, które nie boją się zaniku napięcia.
Producenci wprost zalecają korzystanie z wyłącznika masy podczas dłuższych postojów i wszelkich prac przy instalacji elektrycznej. A wymiana akumulatora zdecydowanie się do nich zalicza.
Co mówią autoryzowane serwisy?
Autoryzowane serwisy producentów ciągników – m.in. Deutz‑Fahr, Claas, Zetor czy New Holland – są w tej kwestii zgodne: podstawą jest instrukcja obsługi, która jest (a przynajmniej być powinna) Biblią użytkownika. To tam znajdują się konkretne zalecenia dla danego modelu maszyny.
Warto przy tym podkreślić jedną rzecz: autoryzowane serwisy nie zajmują się wyłącznie samą wymianą akumulatora. Świadczą one również usługi prawidłowego doboru akumulatora – o odpowiedniej pojemności, prądzie rozruchowym i odporności na wibracje. A to w nowoczesnym ciągniku ma znacznie większe znaczenie niż w maszynach sprzed dekad.
Kolejność ma znaczenie
Jeśli decydujemy się na samodzielną wymianę akumulatora, trzeba trzymać się kilku żelaznych zasad:
- Wyłączamy masę – bez dyskusji.
- Odpinamy zaciski, zawsze zaczynając od „minusa”.
- Dopiero wtedy wyjmujemy akumulator z gniazda.
Montaż nowego akumulatora wykonujemy dokładnie w odwrotnej kolejności:
- Akumulator na miejsce.
- Najpierw zacisk „plus”, potem „minus”.
- Dokręcamy z wyczuciem klemy i zabezpieczamy je wazeliną techniczną.
Akumulator nie może „tańczyć”
Tu dochodzimy do elementu często bagatelizowanego. Akumulator musi być solidnie umocowany w swoim miejscu. Żadnego luzu, żadnego podskakiwania na wybojach.
Dlaczego to takie ważne? Bo wstrząsy i drgania mogą prowadzić do uszkodzenia płyt w celach akumulatora, a w efekcie do jego przedwczesnej śmierci. A winny nie będzie producent, tylko niedokręcona obejma.
Ładowanie? Tylko poza ciągnikiem
Jeżeli zachodzi potrzeba doładowania akumulatora prostownikiem, producenci zalecają jednoznacznie: wyjmujemy go z maszyny. Podczas ładowania może dojść do wydzielania gazów, a w skrajnych przypadkach do wybuchu. Lepiej, żeby taki scenariusz rozegrał się na podwórzu, a nie pod maską ciągnika.
Jeśli nie posiadamy przyżądu do pomiaru akumulatora pod obciążeniem, wystarczy prosty multimetr, fot. Adam ŁadowskiJeśli jednak jesteśmy zmuszeni ładować akumulator zapięty do ciągnika, oczywiście po uprzednim wyłączeniu “masy”, to koniecznie trzeba wykonać dwie czynności:
- po pierwsze sprawdzić, gdzie akumulator ma odpowietrznik i sprawdzić, czy nie jest zatkany
- po drugie: na czas ładowania zdjąć mu osłony, którymi czasem jest okryty, czyli dopuścić do niego powietrze. Zapobiegnie to ewentualnemu gromadzeniu się wodoru wydostającego się z odpowietrznika, który powinien swobodnie wydostawać się do atmosfery.
Banał z instrukcją w ręku
Wymiana akumulatora w nowoczesnym ciągniku nie musi kończyć się błędami, kontrolkami i rachunkiem z serwisu. Warunek jest jeden: stosować się do instrukcji obsługi i podstawowych zasad zdrowego rozsądku.
A jeżeli mamy wątpliwości co do doboru akumulatora lub jego montażu – autoryzowany serwis nie jest wrogiem rolnika. Czasem jedna fachowa porada kosztuje mniej niż nowy akumulator po sezonie.
Bo jak to zwykle bywa w technice rolniczej – diabeł tkwi w szczegółach – choćby jeżeli ten “szczegół” waży 30 kilogramów i ma dwie klemy.

2 godzin temu















