Wysiedlenia pod CPK. „Nie mieliśmy wyboru” – dramat rolnika z Mazowsza

2 godzin temu
Zdjęcie: CPK


To był przymus i ogromna presja psychiczna związana z realizacją inwestycji CPK. Rodzina została rozbita, a skutki tych decyzji są odczuwalne do dziś. Jedna z córek już nie wróci do rodzinnego domu. W okolicy doszło również do tragedii – jeden z mieszkańców, na kilka dni przed opuszczeniem swojej nieruchomości, nie wytrzymał psychicznie i zmarł. Samych bohaterów tej historii wysiedlono w środku zimy, podczas silnych mrozów.

Wysiedlenia pod CPK – dramat rolników z Mazowsza

Tadeusz Szymańczak, rolnik ze Skrzelewa na Mazowszu, jeszcze niedawno prowadził wraz z rodziną gospodarstwo o powierzchni 83 hektarów. Było to miejsce budowane przez pokolenia – wspólne dla niego, żony, dzieci i wnuków. Dziś to już przeszłość. Nieruchomość została przejęta decyzją administracyjną z rygorem natychmiastowej wykonalności.

Jak relacjonuje, działania związane z inwestycją doprowadziły do rozpadu rodziny. Córka straciła wszystkie grunty, syn część majątku, a on sam wraz z żoną również zostali pozbawieni znacznej części gospodarstwa. W obliczu nadchodzącego wysiedlenia musiał podjąć szybkie decyzje – zaciągnął 200 tys. kredytu i sprzedał plony kukurydzy, by kupić niewielką nieruchomość w innym miejscu.

Przymusowe wykupy i presja czasu

Rolnik, podobnie jak wielu innych mieszkańców, działał pod presją przepisów i terminów. Wysiedlenie nastąpiło na początku lutego, w momencie gdy kończył się czas na skorzystanie z dodatkowej premii finansowej. Aby jej nie stracić, rodzina była zmuszona w pośpiechu opuścić gospodarstwo.

Jak podkreśla, mimo wcześniejszych zapowiedzi o „prospołecznym” charakterze zmian, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Po opuszczeniu nieruchomości otrzymał jedynie częściową wycenę – obejmującą wyłącznie działkę z zabudowaniami. Za pozostałe grunty nie wypłacono ani odszkodowania, ani zaliczki, a termin ich wypłaty pozostaje nieznany.

Konflikt zakończył się katastrofą. 200 ha pszenicy zniszczone glifosatem! Straty sięgają pół miliona

Rozpad gospodarstwa i niepewna przyszłość

Konsekwencje wysiedlenia okazały się dramatyczne dla całej rodziny. Córka nie zamieszka już z rodzicami, syn musiał przenieść się do krewnego, a maszyny rolnicze zostały rozlokowane w różnych miejscach. Dotychczas spójne gospodarstwo przestało istnieć jako całość.

Sam Tadeusz Szymańczak wraz z żoną kupił niewielką nieruchomość – dom z około 2,5 hektara ziemi. Zakup był możliwy tylko dzięki zaciągnięciu kredytu i sprzedaży części plonów jeszcze przed zbiorami. Nowy dom wymaga jednak gruntownego remontu, którego koszt szacowany jest na kilkaset tysięcy złotych.

Jednocześnie małżeństwo utrzymuje się wyłącznie z emerytury, która wynosi kilka ponad 2000 zł miesięcznie. W tej sytuacji każda decyzja finansowa wiąże się z ogromnym ryzykiem, a przyszłość pozostaje niepewna.

Kontrowersyjne wyceny i decyzje

Szczególne emocje budzą wyceny nieruchomości. Dom o powierzchni ponad 240 m² został oszacowany na 900 tysięcy złotych, podczas gdy – jak wskazuje rolnik – podobne, znacznie mniejsze budynki osiągają na rynku znacznie wyższe ceny. Podobne rozbieżności dotyczą także innych elementów gospodarstwa, w tym infrastruktury technicznej.

Wątpliwości budzi również sposób traktowania gruntów – prywatne wyceniane są znacznie niżej niż niektóre działki komunalne, które osiągają wielokrotnie wyższe ceny w przetargach. Zdaniem rolnika trudno znaleźć w tym spójność i logikę.

Szarek komośnik w burakach cukrowych – jak go zwalczyć i uchronić plantację?

„To nie były dobrowolne wykupy”

Choć formalnie procedura określana była jako dobrowolna, w praktyce – jak relacjonuje Pan Tadeusz – miała charakter przymusowy. Właściciele nieruchomości mieli świadomość, iż odmowa sprzedaży może skutkować wysiedleniem na mniej korzystnych warunkach.

Dodatkowo presję potęgowały krótkie terminy i brak realnego wsparcia ze strony instytucji publicznych. Mieszkańcy wielokrotnie zwracali się o pomoc prawną i psychologiczną do władz lokalnych oraz samorządów. Do dziś – jak podkreślają – nie otrzymali systemowego wsparcia.

W efekcie osoby dotknięte wysiedleniami zmuszone są samodzielnie finansować obsługę prawną, aby móc kontrolować przebieg procedur i nie narazić się na dodatkowe straty.

Historia ze Skrzelewa pokazuje, iż za dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi stoją często dramaty konkretnych ludzi. W tym przypadku – jak podkreśla bohater tej relacji – kosztem zmian stały się rodziny i gospodarstwa budowane przez pokolenia.

Idź do oryginalnego materiału