Wysokie koszty energii i pracy obniżają atrakcyjność inwestycyjną Polski. Ma to większe znaczenie niż bliskość wojny

4 godzin temu

To nie sama wojna za wschodnią granicą najbardziej studzi dziś napływ kapitału do Polski – ocenia Jadwiga Emilewicz, wiceprezeska Instytutu Sobieskiego. Jej zdaniem inwestorów bardziej odstraszają koszty energii i pracy oraz brak przewidywalności regulacyjnej. To powoduje, iż w wyścigu o projekty inwestycyjne coraz częściej przegrywamy z innymi krajami regionu, np. Rumunią, ale też odległą Hiszpanią. Jak podkreśla ekspertka, Polska potrzebuje nowego silnika wzrostu inwestycji.

– Tocząca się za granicą Polski wojna sprawia, iż inwestorzy się zastanawiają, czy przyjechać do Polski, czy tutaj inwestować. Jak jednak pokazują dane, to nie strach przed wojną, ale przed cenami energii elektrycznej czy wysokimi kosztami pracy sprawia, iż inwestycje dzisiaj do nas nie przychodzą. W krajach również znajdujących się blisko, takich jak Rumunia czy Węgry, inwestorzy pojawiają się pomimo toczącego się konfliktu – mówi agencji informacyjnej Newseria Jadwiga Emilewicz, wiceprezeska Instytutu Sobieskiego. – Ten konflikt zresztą prędzej czy później się zakończy i Polska powinna być na to przygotowana. Powinna mieć parki inwestycyjne, w których nowi inwestorzy obecni na Ukrainie będą mogli się ulokować, abyśmy nie przegrali konkurencji z naszymi sąsiadami z południa.

W międzynarodowym rankingu atrakcyjności inwestycyjnej – FDI Confidence Index 2025 firmy Kearney – wśród rynków wschodzących Polska zajęła ósme miejsce (spadek z siódmego miejsca w 2024 roku). Następne były Węgry – na 17. pozycji (po awansie o pięć oczek) oraz Rumunia – na 21. miejscu (spadek o cztery pozycje). Raport Instytutu Sobieskiego „Włączmy silnik wzrostu. Nowy system wsparcia inwestycji po 2026 roku” wskazuje, iż jedną z głównych zalet inwestycyjnych Węgier jest bardzo korzystne położenie geograficzne, ale także najniższa stawka podatku CIT w Europie (9 proc.), szybki proces rejestracji działalności i proprzedsiębiorcze, indywidualne podejście do inwestorów. Z kolei Rumunia wygrywa niższymi kosztami pracy, dostępnością terenów przemysłowych i wysokim wsparciem dla inwestorów w ramach pomocy regionalnej. Ten kraj odnotował w 2024 roku dynamiczny wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych pomimo ogólnej tendencji spadkowej w Europie (wartość napływu spadła o 14 proc., ale o 57 proc. wzrosła liczba nowych projektów). Jak podkreślają eksperci IS, również Czechy i Słowacja mają swoje silne punkty, które przyciągają coraz więcej inwestorów (np. rozwój terenów inwestycyjnych i przemysłowych), a dodatkowo coraz częściej w rywalizację o nowe projekty włącza się również Hiszpania.

– Konkurencja jest bezwzględna. My od lat nie wskazywaliśmy państw z Europy Zachodniej jako tych, które konkurują z Europą Środkową. Dzisiaj bardzo mocno wybija się Hiszpania. To ona ma tanią energię czy wyjście na rynki basenu Morza Śródziemnego czy Ameryki Południowej. Dzisiaj inwestorzy się zastanawiają, czy Polska, a może Węgry, Hiszpania bądź Portugalia. My dzisiaj w konkurencji z Hiszpanią przegrywamy – ocenia Jadwiga Emilewicz. – Nasz raport mówi dużo przede wszystkim o bezpośrednich inwestycjach zagranicznych, ale ciągle mamy potencjał nieuruchomionych inwestycji krajowych.

Jak wynika z ostatnich danych Narodowego Banku Polskiego, napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich do Polski w ujęciu rocznym uległ zmniejszeniu ze 125,7 mld zł w 2023 roku do 56,5 mld zł w 2024 roku. Eksperci Instytutu Sobieskiego w opublikowanym pod koniec 2025 roku raporcie „Włączmy silnik wzrostu (...)”, wskazują, iż ten znaczący spadek nie jest zjawiskiem odosobnionym w regionie, ale stanowi szczególnie bolesny cios dla polskiej gospodarki. Dane za 2025 rok nie są jeszcze dostępne. Ze statystyk Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu wynika, iż w zakresie inwestycji wspieranych przez tę organizację ubiegły rok był rekordowo dobry. Agencja doprowadziła do finalizacji 64 projektów, których łączna deklarowana wartość przekroczyła 4 mld euro, a deklarowane zatrudnienie wyniosło ponad 6,6 tys. miejsc pracy.

Słaby udział inwestycji w polskim PKB jest bolączką polskiej gospodarki od wielu lat. Jak wskazuje raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, stopa inwestycji w Polsce spada od 2015 roku i od tej pory zwiększa się dystans dzielący nas od średniej w Unii Europejskiej w tym obszarze. Od 2015 do 2024 roku udział inwestycji w tworzeniu PKB UE spadł z 20 proc. do 16,9 proc., przy średniej unijnej na poziomie 21,2 proc. w 2024 roku. Spada także stopa inwestycji sektora firm prywatnych, która od 2002 roku ani razu nie przekroczyła średniej stopy w Unii, a w 2023 roku wynosiła 9,1 proc., czyli zaledwie 70 proc. średniej unijnej.

– Bez inwestycji oparcie się wyłącznie na konsumpcji jest słabym silnikiem. To wciąż jest lewar wzrostu, ale ten złoty wiek, z którego się cieszymy w ostatnich 30 latach, może przejść niebezpiecznie do historii, jeżeli nie włączymy piątego biegu, którym są inwestycje – podkreśla wiceprezeska Instytutu Sobieskiego.

Niska stopa inwestycji firm prywatnych oznacza, iż przedsiębiorstwa w Polsce napotykają istotne bariery inwestycyjne, a dalszy wzrost gospodarczy wymaga ich zniwelowania. Z ubiegłorocznych badań PIE wynika, iż główną przeszkodą dla polskich firm są wysokie koszty inwestycji oraz niepewność sytuacji gospodarczej. Częściej niż w UE wskazują też na wysokie koszty energii, niepewność co do przyszłości i słaby popyt na produkty. Zdaniem autorów raportu kluczowym warunkiem pobudzenia inwestycji przedsiębiorstw jest stworzenie stabilnego otoczenia regulacyjnego oraz ograniczenie obciążeń administracyjnych.

– jeżeli w ciągu trzech lat od wejścia w życie ustawy o fundacji rodzinnej Ministerstwo Finansów zmienia tę regulację, duże polskie podmioty gospodarcze się zastanawiają, po co tworzyć taki podmiot, po co wchodzić w te rozwiązania prawne w Polsce, skoro w Luksemburgu od 120 lat te regulacje się nie zmieniły. Zatem ważne są: pewność, stabilność prawa, przewidywalność oraz otwarcie się na słuchanie biznesu, który jasno mówi, co jest mu potrzebne, aby inwestować – przekonuje Jadwiga Emilewicz.

W tym roku struktura wzrostu gospodarczego może się nieco zmienić ze względu na uruchamiane inwestycje w ramach Krajowego Planu Odbudowy. W ocenie ekspertki strategia inwestycyjna nie może się jednak opierać tylko na krótkoterminowym instrumencie wsparcia.

– Warto korzystać i przygotować bardziej wyrafinowane instrumenty, które sprawią, iż Polska będzie atrakcyjna przez kolejną co najmniej dekadę. Czas zatem na strategię i szybkie rozwiązania, bo w przeciwnym razie inwestorzy z Polski uciekną – mówi wiceprezeska Instytutu Sobieskiego.

Instytut Sobieskiego w swoim raporcie przekonuje, iż w warunkach globalnej konkurencji o kapitał polityka inwestycyjna musi wyjść poza klasyczne zachęty fiskalne (ulgi, granty, specjalne strefy ekonomiczne). najważniejsze natomiast stają się stabilność otoczenia regulacyjnego i makro, przewidywalność prawa/podatków/energetyki, dostęp do taniej i zielonej energii, wykwalifikowane kadry, logistyka oraz długoterminowy popyt (np. przez zamówienia publiczne).

Autorzy raportu proponują nowy „silnik wzrostu”, czyli system wsparcia inwestycji po 2026 roku: stworzenie nowej generacji specjalnych stref ekonomicznych (SSE 2.0), konsolidację zarządzania i wzmocnienie roli instytucji rozwoju oraz budowę ogólnopolskiej sieci strategicznych parków przemysłowo-inwestycyjnych. Koncepcja ma być kompatybilna z europejskimi ramami pomocy publicznej CISAF, które – według autorów – otwierają możliwość wspierania projektów przemysłowych, energetycznych i technologicznych, w tym w strategicznych sektorach obronnym i półprzewodnikowym.

Konieczność przygotowania nowych narzędzi wsparcia związana jest również z wygaśnięciem w grudniu 2026 roku zezwoleń na działalność w specjalnych strefach ekonomicznych.

Idź do oryginalnego materiału