Wystarczy. Dalsza część opowieści o Warszawie.

oszczednymilioner.pl 2 tygodni temu

Ponieważ porównanie Warszawy z resztą kraju cieszyło się zainteresowaniem, postanowiłem opowiedzieć jeszcze jedną historię, którą znam od klienta.

Na fali „powrotów do szkoły podstawowej” spotkał się z koleżankami i kolegami z klasy. Po kilku głębszych, „przedstawiciel warszawskiego sukcesu”, prawnik z Warszawy, a w zasadzie głowa departamentu prawnego dużej (giełdowej) korporacji zaczął opowieść. Pensja netto – 37 tys. zł/m-c. Zrobił wrażenie, ponieważ większość tych, którzy zostali w Lublinie, marzyła o 10 tys. zł netto. Ale potem zaczęła się dalsza część. „Prawnik z Warszawy” razem z „panią z telewizji” narzekał na wysokie koszty nieruchomości (apartament na Powiślu po 50 tys. zł/m2 plus wykończenie i urządzenie), raty, prywatne szkoły, wymagania żony (zarabia mniej, tak jak pisał Bartek) i doszedł do konkluzji „Jeśli mam dobry miesiąc, odkładam 7 tys. zł, o ile gorszy – może dobiję do 5k”. I wtedy wszystkim, którzy jeszcze mogli logicznie myśleć, otworzyły się oczy, a w zasadzie spadły klapki.

Mój klient, człowiek utrzymujący się z transakcji gruntami powiedział mi wprost – gdyby dzisiaj ktoś dał mi 37k netto/m-c (sprawdziłem – ok. 54k brutto), wziąłbym w ciemno. Natomiast był w szoku, iż można oszczędzać tylko 15-20% tak ogromnego dochodu (ok. 650k brutto/rok). I ponownie musiałem mu tłumaczyć:

  • że Lublin, to nie Warszawa – zarówno o ile chodzi o zwykłe koszty, jak i wydatki na styl życia,
  • że dyrektor w korpo musi prowadzić „odpowiednie” życie, obejmujące – wakacje 3 razy w roku plus długie weekendy, prywatne szkoły, operacje plastyczne żony (albo i zmianę żony na „nowszy model”), drogie alkohole i knajpy, markowe ciuchy itd., a mój klient jako „wolny strzelec” może przyjść na negocjacje z rolnikiem ubrany w dres z Lidla,
  • że zatrudniony na umowie o pracę płaci rocznie 200 tys. zł podatków i składek (różnica pomiędzy pensją netto i brutto), a on korzysta ze zwolnień podatkowych, bo kupione pole sprzeda po 6 latach,
  • wreszcie, iż każdą sumę można wydać, o ile nie sprawuje się odpowiedniej kontroli.

Teraz wróćmy do tych 5-7 tys. zł oszczędności. Ponieważ sam znam ten styl życia, doskonale rozumiem sytuację. 72 tys. zł rocznie, wystarczy na … dwumiesięczny fundusz awaryjny. Żeby zebrać na 12 -miesięczny (co może odpowiadać okresowi poszukiwania pracy na tak wysokim stanowisku), potrzeba 6 lat. Czyli taki dyrektor cały czas stąpa po kruchym lodzie. Parę błędów podwładnych, zmiana zarządu i szukamy nowej roboty, o co po 50-tce niełatwo. Dlatego wielu dyrektorów wychodzi z pracy z pewną kasą na koncie, ładnym domem, wykształconymi dziećmi i… tyle. Natomiast handlarze ziemią konsekwentnie budują majątek. Co wybierasz?

Idź do oryginalnego materiału