Od kilku kilogramów do setek ton podłoża
Podstawą działalności gospodarstwa Kalinów jest produkcja podłoża do boczniaków na słomie. Skala jest dziś duża, ale rodzina nie produkuje ponad rynek. Ilość podłoża i grzybów dostosowuje do popytu.
– Podstawą funkcjonowania naszego gospodarstwa jest produkcja grzybni boczniaka na słomie. Tygodniowo możemy wyprodukować od 350 do 400 ton podłoża. Mimo tych możliwości produkcyjnych rzeczywista produkcja jest celowo ograniczana i dostosowywana do potrzeb rynku – mówi Zbigniew Kalina.
Gospodarstwo zajmuje się też uprawą samych boczniaków. Miesięcznie może z niego wyjechać choćby do 20 ton grzybów, choć wynik zależy od pory roku i innych czynników.
Droga do tej skali zaczęła się od bardzo małych ilości. Zbigniew Kalina przejął gospodarstwo po rodzicach, którzy prowadzili tradycyjną produkcję rolniczą: utrzymywali trzodę chlewną, bydło oraz drób, w tym gęsi i kaczki. Początkowo areał wynosił około 6-7 ha, a w momencie przejęcia gospodarstwa około 15 ha.
– Przy takiej powierzchni trudno było osiągnąć dochody wystarczające na utrzymanie rodziny. To skłoniło nas do poszukiwania alternatywnego źródła dochodu. Zaczęło się niewinnie. Najpierw próbowaliśmy samodzielnie produkować grzybnię, co okazało się trudniejsze, niż myśleliśmy. Potem zaczęliśmy kupować podłoże i prowadzić produkcję na niewielką, niemal hobbystyczną skalę – wspomina Zbigniew Kalina.
Przestawienie całego gospodarstwa na produkcję podłoża i boczniaków zajęło Karolinie i Zbigniewowi Kalinom około 10 lat.
Wiedzę podpatrywali w Europie Zachodniej
Kalinowie nie zbudowali tej produkcji z gotowego przepisu. Technologię trzeba było dopracować, sprawdzić w praktyce i dostosować do polskich warunków. Ważne były także wyjazdy do Europy Zachodniej, gdzie mogli zobaczyć, jak podobna produkcja wygląda w bardziej rozwiniętych gospodarstwach.
– Musieliśmy wypracować dokładnie całą technologię produkcji grzybni i grzybów. Kiedy Patrycja dorosła, zaczęliśmy wyjeżdżać i podpatrywać, jak taka produkcja wygląda w Europie Zachodniej. Zdobytą wiedzę dostosowaliśmy do polskich warunków, co znacząco przyczyniło się do dalszego rozwoju gospodarstwa – podkreśla Zbigniew Kalina.
Duże znaczenie miał też 2014 r., kiedy gospodarstwu udało się pozyskać dofinansowanie, głównie ze środków unijnych. Wcześniej brak kapitału ograniczał inwestycje. Wsparcie pozwoliło zaciągnąć kredyty i zrealizować większe przedsięwzięcia.
Gospodarstwo działa w zamkniętym obiegu
Dziś Zbigniew Kalina prowadzi gospodarstwo razem z żoną Karoliną i córką Patrycją. Gospodarstwo ma 19 ha i znajduje się w Jankowie Przygodzkim.
Plony z 12 ha trwałych użytków zielonych oraz z 6 ha kukurydzy, koszonej krótko przed osiągnięciem dojrzałości woskowej, są wykorzystywane w produkcji podłoża. Pozostałości po produkcji boczniaków trafiają później z powrotem na pola jako nawóz dla traw i kukurydzy.
Gospodarstwo posiada certyfikat GLOBALG.A.P., obejmujący m.in. bezpieczeństwo żywności, ochronę środowiska oraz zdrowie i bezpieczeństwo pracowników w produkcji pierwotnej.
Dziś start od zera byłby dużo trudniejszy
Kalinowie podkreślają, iż rynek rozwijał się razem z nimi. Początkowo sprzedaż obejmowała bardzo małe ilości, rzędu kilku kilogramów. Dziś podobny start byłby znacznie trudniejszy, bo liczą się doświadczenie, powtarzalność, terminowość i jakość.
– Jestem przekonany, iż w tej chwili rozpoczęcie podobnej działalności od zera byłoby bardzo trudne ze względu na konkurencję i konieczność posiadania doświadczenia. Najważniejszymi elementami działalności są powtarzalność produkcji i utrzymanie wysokiej jakości produktu. Bez tego niemożliwe jest utrzymanie klientów – przekonuje Zbigniew Kalina.
Gospodarstwo obsługuje dwie główne grupy odbiorców: producentów boczniaka, którzy kupują podłoże, oraz odbiorców gotowych grzybów. Podłoże trafia do klientów z całego kraju. W sprzedaży grzybów Kalinowie współpracują w tej chwili z trzema stałymi odbiorcami i nie szukają nowych klientów krajowych, żeby nie konkurować z tymi, którzy kupują od nich podłoże. Okazjonalnie sprzedają też za granicę, m.in. do Czech, Węgier, Niderlandów i Niemiec.
Każdy ma swoją część pracy
W gospodarstwie jest jasny podział ról. Karolina Kalina zajmuje się głównie zbiorami grzybów, przygotowaniem ich do sprzedaży, konfekcjonowaniem i organizacją dostaw. Zbigniew odpowiada przede wszystkim za produkcję podłoża. Patrycja prowadzi administrację i księgowość, ale także wdraża nowoczesne rozwiązania technologiczne oraz systemy informatyczne wspierające produkcję.
– Bez wzajemnego dopasowania i współdziałania nie osiągnęlibyśmy tego, co mamy – mówi Zbigniew Kalina.
Na stałe zatrudnionych jest 10 osób. Praca przy grzybach nie mieści się w sztywnych godzinach. Czasem trwa kilka godzin dziennie, czasem znacznie dłużej, również w weekendy. Wynika to z biologii produkcji: pewnych czynności nie da się przełożyć na później.
Automatyzacja zmieniła jednak charakter pracy. Dawne ciężkie prace manualne zostały wyeliminowane, a rodzina stale usprawnia stanowiska. Ważna jest też atmosfera, bo – jak podkreśla Zbigniew Kalina – w rolnictwie trudno znaleźć ludzi gotowych identyfikować się z takim rytmem produkcji.
Najpierw słoma, potem paszowóz
Produkcja podłoża zaczyna się od słomy. Kalinowie kupują ją głównie od zewnętrznych dostawców i zawierają specjalne umowy dotyczące jakości oraz sposobu produkcji, zwłaszcza pod kątem ograniczeń w stosowaniu chemikaliów.
– Od ostatnich żniw zgromadziliśmy około 12 tys. bel słomy. Wykorzystujemy różne rodzaje słomy, w tym rzepakową, żytnią, pszenną i z pszenżyta, a także mniej typowe surowce, jak słoma z wiesiołka. Najważniejszym kryterium jakościowym dla słomy jest jej suchość – wyjaśnia Patrycja Kalina.
Czystość surowca jest kluczowa, bo boczniaki pobierają składniki z podłoża, w tym potencjalne zanieczyszczenia. choćby minimalne ilości niedozwolonych substancji mogą później wyjść w badaniach gotowego produktu.
Jednym z najważniejszych urządzeń w całym procesie jest paszowóz. To w nim słoma jest rozdrabniana i nawilżana.
– Urządzenie wykonuje około 10 cykli dziennie. Jeden cykl pracy obejmuje załadunek około 9 ton mokrej słomy, ale zdarzało się osiągać choćby 11 ton na cykl. Głównym zadaniem urządzenia w tym procesie jest rozdrobnienie słomy na drobne cząstki oraz jej odpowiednie nawilżenie. Słoma używana do produkcji podłoża musi osiągnąć wilgotność na poziomie około 70% – tłumaczy Patrycja Kalina.
Po rozdrobnieniu i nawilżeniu materiał trafia do pasteryzacji w tunelach. Następnie słoma jest mieszana z grzybnią, ważona i formowana w prostokątne bloki. Po owinięciu folią trafiają one na linię paletyzującą. Proces jest zautomatyzowany i wymaga łącznie trzech osób. Kalinowie przygotowują też kolejne stanowisko, przy którym odkładanie bloków na stojaki ma wykonywać robot.
Tego nie można wytłumaczyć, to trzeba czuć
Pojedyncza kostka, czyli podłoże z grzybnią, potrzebuje około dwóch tygodni, aby całkowicie przerosnąć. Cały proces od zasiania grzybni do pojawienia się grzybów trwa około 21 dni. Sam zbiór trwa około 7 dni, a po zakończeniu jednego rzutu kostki są usuwane i zastępowane nowymi.
W pierwszym rzucie z jednej kostki można uzyskać około 2,5-3 kg grzybów, w zależności od warunków. Znaczenie mają temperatura, wilgotność, stężenie dwutlenku węgla i cyrkulacja powietrza.
– Grzyby nie dojrzewają jednocześnie – rozwijają się stopniowo. Z tego powodu zbiór również odbywa się etapami. Pracownicy codziennie przechodzą przez halę i zbierają tylko gotowe egzemplarze. Oceniamy dojrzałość na podstawie wyglądu: kształtu, koloru oraz charakterystycznych cech kapelusza i lameli. Tego nie można wytłumaczyć, to trzeba czuć – wyjaśnia Karolina Kalina.
Zebrane karpy trafiają do skrzynek, potem do chłodni, a następnie na sortownię, gdzie są przycinane i sortowane według zamówień.
Nic się nie marnuje
Kalinowie chcą rozwijać produkcję ekologiczną. Patrycja Kalina zapowiada, iż w przyszłości gospodarstwo ma skoncentrować się wyłącznie na uprawie grzybów ekologicznych. W przypadku podłoża planują utrzymać dwa warianty: ekologiczny i konwencjonalny. Dlatego chcą też budować relacje z dostawcami ekologicznej słomy.
W gospodarstwie ważna jest zasada zero odpadów. Pozostałości po przycinaniu grzybów, w tym dolne części karp, trafiają do przetwórstwa spożywczego, m.in. do farszów czy produktów takich jak kiełbasy z boczniaka. Zużyte podłoże wraca na pola jako materiał organiczny.
– U nas nic się nie marnuje. Każda część grzyba znajduje zastosowanie. Jedynym odpadem jest słoma, która również jest wykorzystywana – trafia na pole jako materiał organiczny – tłumaczy Karolina Kalina.
Dzięki wykorzystaniu zużytego podłoża jako nawozu gospodarstwo nie musi stosować nawozów mineralnych, a gleba jest bogata w węgiel organiczny. Kalinowie korzystają też z paneli fotowoltaicznych o mocy 31 kW i odzyskują ciepło z produkcji: z pasteryzacji do podgrzewania wody do moczenia słomy, a z urządzeń chłodniczych do ogrzewania wody do mycia oraz domu.
Zbigniew i Karolina Kalinowie są laureatami 25. edycji konkursu Wielkopolski Rolnik Roku.
Źródło: Kanał Rolniczy PL

2 godzin temu












