Zamiast dysz ma lampy UV-C. Kubota pokazuje nową maszynę do ochrony roślin

2 godzin temu

Zwalczanie chorób wcale nie musi pachnieć opryskiwaczem. Coraz częściej w pole wchodzą nie tylko chemicy, ale i inżynierowie. Najnowszy pomysł? Światło ultrafioletowe UV-C, które zamiast kropli cieczy niesie… dawkę energii niszczącą patogeny. A za sterami tej technologii stoi m.in. japońska Kubota.

Jeszcze do niedawna rolnik walczący z chorobami miał prosty wybór: albo opryskiwacz, albo… większy opryskiwacz. Tymczasem świat techniki rolniczej, jak to ma w zwyczaju, skręcił w mniej oczywistą stronę. Bo okazuje się, iż grzyby i patogeny w uprawach można potraktować… światłem.

I nie, nie chodzi tym razem o lasery rodem z filmów science fiction. Mówimy o czymś, co każdy zna – świetle ultrafioletowym. Tyle iż podanym w sposób, którego słońce samo z siebie nie zapewni.

UV-C – niewidzialny „oprysk”

Promieniowanie UV-C to bardzo krótka fala światła ultrafioletowego. W praktyce działa ono jak mikroskopijny świetlny młotek: uszkadza DNA bakterii, grzybów i innych nieproszonych gości. Efekt? Mikroorganizmy po prostu przestają istnieć.

Co ciekawe, roślina nie tylko to przeżywa, ale często wychodzi z tego silniejsza. Dzięki naświetlaniu wzrost poziomu kwasu salicylowego sprawia, iż uruchamia swój naturalny „układ odpornościowy”. Trochę jak szczepionka, tylko bez igły.

Szklarnia już to zna – pole dopiero zaczyna

W ogrodnictwie szklarniowym roboty wykorzystujące UV-C nie są już ciekawostką, tylko narzędziem pracy. Autonomiczne maszyny jeżdżą między rzędami i ograniczają rozwój mączniaka czy innych chorób.

W Norwegii, Wielkiej Brytanii i USA testy wyszły już poza szklarnię – na pola truskawek i winorośli. A od 2025 roku technologia trafia także do warzyw polowych w Hiszpanii. Czyli krótko mówiąc: to nie jest eksperyment z laboratorium, tylko rozwiązanie, które właśnie puka do drzwi gospodarstw.

Kubota wchodzi do gry

Do tej technologicznej układanki dołącza Kubota, która rozwija własne systemy „UV Boosting”. Japończycy nie ukrywają ambicji – chcą ograniczyć zużycie środków ochrony roślin, a przy okazji poprawić kondycję upraw.

Według producenta takie „naświetlanie” może:

  • ograniczyć choroby grzybowe,
  • zwiększyć odporność na suszę,
  • zmniejszyć uszkodzenia mrozowe,
  • poprawić jakość owoców (mniej skaz, lepsza skórka).

Ale żeby nie było zbyt pięknie – roślinę trzeba potraktować światłem kilka razy w okresie (3–7 przejazdów).

System ten spokojnie obsłuży to niewielki ciągnik sadowniczy czy winnicowy, fot źródło UV Boosting

Maszyna jak opryskiwacz… tylko świeci w rośliny

Sprzęt do UV-C nie przypomina statku kosmicznego. To raczej znajomy widok z pola – maszyna zaczepiana, tylko zamiast dysz ma panele świetlne.

  • odległość pracy: 15–25 cm od rośliny,
  • prędkość robocza: ok. 4 km/h,
  • masa: 850–1100 kg,
  • zapotrzebowanie mocy: 12–24 KM.

Czyli spokojnie obsłuży to niewielki ciągnik sadowniczy czy winnicowy.

Rolnictwo precyzyjne świeci coraz jaśniej

Nie bez znaczenia jest rozwój diod LED UV – coraz tańszych i bardziej wydajnych. W połączeniu z autonomicznymi robotami może to oznaczać, iż za kilka lat zamiast opryskiwacza zobaczymy w polu… cicho sunącego robota z lampami jak w solarium. I wtedy pytanie nie będzie brzmiało „czy pryskać?”, tylko „czy naświetlać?”.

Chemia nie znika, ale…

Nie ma co się łudzić – chemiczna ochrona roślin jeszcze długo pozostanie podstawą. Ale widać wyraźnie, iż inżynierowie zaczynają ją uzupełniać, a czasem choćby zastępować.

Bo skoro można ograniczyć oprysk, poprawić jakość plonu i jeszcze zrobić to przy pomocy światła – to trudno się dziwić, iż takie pomysły budzą zainteresowanie.

Na koniec, po chłopsku

Słońce zawsze pomagało roślinom rosnąć. Teraz człowiek nauczył się nim sterować. I jak tak dalej pójdzie, to zamiast „ile litrów na hektar”, będziemy liczyć… ile lumenów na rząd.

Idź do oryginalnego materiału