Zanim powstał C-45, Ursus produkował taką maszynę. Jej historia zaczęła się w USA

1 godzina temu
Zdjęcie: ciągnik Ursus


Pierwszy produkowany ciągnik Ursus znacząco różnił się od maszyn, które później rozsławiły polską markę. Jego historia prowadzi do Stanów Zjednoczonych i modelu Titan 10-20 firmy International Harvester Company. Ciągówka Ursusa miała ogromny silnik o pojemności 8,68 l, rozwijała około 25 KM i wykorzystywała rozwiązania techniczne, które dzisiaj mogą zaskakiwać. Powstało prawdopodobnie mniej niż 100 egzemplarzy tej maszyny.

Ciągówka to zapomniana dziś nazwa ciągnika rolniczego. Pierwsze takie maszyny sprowadzano ze Stanów Zjednoczonych na tereny obecnej Wielkopolski już przed I wojną światową. Były wówczas dostępne przede wszystkim dla dużych i zamożnych majątków ziemskich.

Pierwszy polski ciągnik rolniczy Ursus zaprojektował w 1915 r. Karol Taylor, profesor Politechniki Warszawskiej. Jeżdżący prototyp powstał w ciągu następnych trzech lat w fabryce Ursus na Woli. Jednak ciągnik ten nie doczekał się wprowadzenia do produkcji. Na drodze stanął wybuch wojny – Rosjanie wywieźli wówczas większość urządzeń z hal Ursusa, a po zakończeniu działań wojennych fabryka straciła główny, rosyjski rynek zbytu. Chcąc dalej produkować należało zakłady doinwestować, a to zaś wymagało wielkiego kapitału. Aby go zgromadzić 4 czerwca 1920 r. powołano do życia spółkę akcyjną pod nazwą Fabryka Silników i Traktorów Ursus S.A.

Prototyp pierwszego polskiego ciągnika z 1915 r. zaprojektowany przez Karola Taylora. Ten dość duży pojazd był napędzany rzędowym, wzdłużnie ustawionym silnikiem.

Ciągnik Ursus powstał na bazie amerykańskiego Titana 10-20

Udziałowcy spółki Ursus dostrzegali duży potencjał w produkcji ciągników rolniczych, jednak opracowanie własnej konstrukcji od podstaw wiązało się z wysokimi kosztami i sporym ryzykiem. Zdecydowano się więc wykorzystać rozwiązania sprawdzone już na rynku. Wybór padł na konstrukcję amerykańskiej firmy International Harvester Company (IHC), producenta popularnych wówczas ciągników rolniczych.

Pierwsze ciągniki IHC były duże, ciężkie i kosztowne, dlatego producent zaczął rozwijać mniejsze i bardziej przystępne cenowo konstrukcje. Jedną z nich był jednocylindrowy Mogul, wprowadzony w 1914 r., a rok później do produkcji trafił Titan 10-20. Model ten gwałtownie zdobył popularność i dobrze współpracował między innymi z trzyskibowym pługiem.

Rok później fabryka w Milwaukee rozpoczyna produkcję traktora Titan 10-20, który z powodzeniem współpracował z 3-skibowym pługiem. Amerykańskie źródła podają, iż w wytwórni w Milwaukee powstało ich ponad 700 tysięcy. Tego typu ciągówki, można było nabyć po niskich cenach. Traktor Mogul w 1914 r. kosztował niecałe 680 dolarów. Była to dość atrakcyjna kwota, gdyż na większość konkurencyjnych traktorów trzeba było wyłożyć powyżej 1000 dolarów.

Trudno ukryć amerykańskie pochodzenie ciągówki Ursusa. Na wielu jej elementach znajdują się sygnowane znaki IHC.
Silnik i jego osprzęt: A-gaźnik, B-dźwignie zaworowe, C-popychacze, D-dolny styk elektryczny zapłonu „make&brake”, E-pompa olejowa z okienkami wskazującymi przepływ oleju, F-iskrownik. Fot. R. Mazur
Fot. R. Mazur

Pierwszy ciągnik Ursus – jak rozpoczęła się produkcja?

Widniejące na błotnikach Titana cyfry 10-20, informowały o mocy na haku, oraz na kole pasowym. W rzeczywistości wartości te był większe. Test Nebraska nr 23 wykazał, maksymalną moc na dyszlu 16 KM oraz 25 KM na kole pasowym. Fot. R. Mazur

W 1920 r. Syndykat Rolniczy Warszawski SA sprowadził do Polski 250 traktorów Titan 10-20 oraz ich mniejszą, jednocylindrową odmianę Junior 8-16. Maszyny trafiły do majątków ziemskich i gwałtownie zdobyły uznanie użytkowników. Ich powodzenie zwróciło uwagę zarządu Ursusa, który zdecydował się uruchomić produkcję ciągników opartych na konstrukcji Titana.

W przypadku ciągówek Ursusa trudno mówić o produkcji licencyjnej. Był to raczej montaż prowadzony na niewielką skalę. Firma nie ograniczała się jednak do samej produkcji i sprzedaży maszyn. Nabywca mógł liczyć na dostawę ciągnika koleją, jego uruchomienie oraz szkolenie traktorzysty. Ursus zapewniał również odpłatne naprawy i bieżącą konserwację. Podobny model obsługi serwisowej firma stosowała już wcześniej w przypadku lokomobil spalinowych i silników stacjonarnych.

Ciągówki składano na kilku stanowiskach w systemie montażu gniazdowego. Przy każdym z nich pracował pięcioosobowy zespół mechaników odpowiedzialny za montaż ciągnika.

Źródłem podzespołów mogły być znaczne zapasy części dostępnych w sieci Deeringa, która zajmowała się sprzedażą ciągników Titan. O amerykańskim pochodzeniu pierwszego Ursusa świadczą między innymi oznaczenia IHC widoczne na wielu elementach maszyny. Konstrukcja była więc bardzo bliska swojemu amerykańskiemu pierwowzorowi.

Nie wiadomo jednak, czy montaż prowadzono w porozumieniu z siecią handlową Deeringa, czy bez formalnej zgody strony amerykańskiej. W tym okresie International Harvester Company stopniowo kończyła już produkcję modelu Titan, który tracił znaczenie w ofercie producenta.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Ciągówka Ursus miała silnik 8,68 l i zaledwie 25 KM

Ciągówka Ursusa wykorzystywała rozwiązania techniczne znacznie różniące się od tych, które upowszechniły się w ciągnikach w drugiej połowie XX wieku. Była konstrukcją typową dla wczesnego etapu rozwoju mechanizacji rolnictwa, gdy wiele układów napędowych, chłodzenia i zapłonu dopiero ewoluowało. Dwucylindrowy, leżący silnik z poprzecznie ułożonym wałem umieszczono centralnie na ramie nośnej. Z pojemności 8,68 l jednostka osiągała około 25 KM przy 575 obr./min.

Cechą charakterystyczną traktorów z pierwszej połowy XX w, były zwolnice łańcuchowe, które również znajdziemy w ciągówce Ursusa. Fot. R. Mazur

W silniku uwagę zwracał układ górnozaworowy, który wyróżniał się na tle powszechnie stosowanych wówczas konstrukcji dolnozaworowych. Nietypowym rozwiązaniem była także dysza umieszczona w przewodzie dolotowym, rozpylająca niewielkie ilości wody.

Do czego służył wtrysk wody? Podczas spalania nafty wczesne silniki iskrowe były narażone na przedwczesny zapłon mieszanki spowodowany wysoką temperaturą w komorze spalania. Mogło to powodować nieprawidłową pracę jednostki i czarne dymienie.

Rozpylona woda tworzyła mgłę, która parując, obniżała temperaturę mieszanki i ograniczała ryzyko spalania detonacyjnego. Było to proste, ale skuteczne rozwiązanie stosowane w ówczesnych silnikach zasilanych naftą.

Jak działał nietypowy układ zapłonowy ciągówki Ursusa?

Nietypowym rozwiązaniem był również iskrowy układ zapłonowy, który nie wykorzystywał klasycznych świec zapłonowych. System make and break wykorzystywał styki przerywacza umieszczone wewnątrz cylindra. Jeden znajdował się na denku tłoka, a drugi na elastycznym uchwycie w głowicy. Gdy tłok zbliżał się do górnego martwego położenia, obwód elektryczny był zamykany. Po jego przekroczeniu styki się rozłączały, a powstająca między nimi iskra inicjowała zapłon mieszanki.

Umieszczony nad przednią osią zbiornik wody chłodzącej o pojemności 117 litrów, pełnił dodatkową funkcję obciążnika. Fot. R. Mazur

Układ zapłonowy wykorzystywał cewkę indukcyjną, a prąd wytwarzał iskrownik. Stosowany od początku XX wieku system make&brake przez wiele lat znajdował zastosowanie w amerykańskich ciągnikach, choć jego wadą była stosunkowo niska trwałość styków i dobra skuteczność głównie w wolnoobrotowych silnikach.

Nietypowy z dzisiejszej perspektywy był również brak klasycznej chłodnicy i pompy wody. Ciągówka wykorzystywała termosyfonowy układ chłodzenia, w którym obieg cieczy odbywał się samoczynnie dzięki różnicy gęstości wody ciepłej i zimnej.

Gorąca woda znajdująca się w okolicy cylindrów silnika stawała się lżejsza, przesuwając się do góry układu, a schłodzona opadała na dół, tworząc samoczynny obieg grawitacyjny. Wraz ze wzrostem obciążenia silnika powiększała się intensywność chłodzenia. Niewielka szybkość krążenia cieczy, wymuszała zastosowanie dużego 117 litrowego rezerwuaru wody, który stanowił ogromny cylindryczny zbiornik. Był to przestarzały, ale i dość dobrze działający w wolnoobrotowym silniku układ. Zbiornik wody umieszczony z przodu ciągnika pełnił dodatkową rolę obciążnika.

Jak smarowano silnik pierwszego ciągnika Ursus?

Również system smarowania różnił się od obecnych rozwiązań. Serce tego układu stanowiła 6-tłoczkowa olejarka Madison Kipp z szeregiem miedzianych rurek, podających olej do kluczowych punktów jednostki napędowej. W urządzeniu tym pierwszymi dwoma przewodami, olej dozowany był do sworzni tłokowych. Kolejnymi dwoma dostawał się do panewek głównych.

Pozostałe dwa szły do skrzyni korbowej, gdzie odbierały go rynienki zwane łapaczami oleju. One następnie kierowały olej nad panewki korbowodowe. Szklane okienka olejarki umożliwiały kontrolowanie ciągłości dozowania oleju do lejków odbierających. Wydajność podawania oleju można było zmieniać dzięki położenia krzywek. Instrukcja określała dokładną ilość oleju podawanego podczas jednego obrotu wałka olejarki: 3 krople do panewek głównych, 4 do korbowodów i 5 do sworzni tłokowych. Przy lżejszej pracy ciągnika dawkę oleju kierowaną do sworzni tłokowych można było zmniejszyć o jedną kroplę.

Ile ciągówek Ursusa wyprodukowano i gdzie jest ostatnia?

Ciągówki Ursusa zademonstrowano po raz pierwszy podczas polsko–francuskiej wystawy rolniczej w Wilanowie, a potem na II Targach Wschodnich we Lwowie w roku 1922 roku. Otrzymały one wiele pozytywnych opinii. Z myślą o jesiennym sezonie prac polowych do czerwca 1922 r. zmontowano około 50 ciągówek. Mimo pozytywnych opinii maszyny nie odniosły sukcesu handlowego, ponieważ ich produkcja na niewielką skalę oznaczała wysokie koszty jednostkowe.

W praktyce import ciągnika ze Stanów Zjednoczonych był tańszy niż zakup maszyny montowanej w kraju. Dla polskich producentów maszyn rolniczych był to trudny okres, naznaczony słabym popytem, problemami z dostępem do kapitału i niestabilnością gospodarczą.

W tych warunkach Ursus zdecydował się zakończyć produkcję ciągówek. Skala sprzedaży pozostała niewielka, a szacunkowa liczba wyprodukowanych egzemplarzy nie przekroczyła 100 sztuk.

Dwustopniowa skrzynia biegów umożliwiała na drugim przełożeniu rozwinięcie prędkości 4,5 km/h. Czyli tyle, ile w tamtych czasach potrzeba było do przemieszczenia ciągnika wraz z pługiem na pole.
Ciągówka Ursusa, w stosunku do amerykańskiego odpowiednika miała zmienioną z szarej na zieloną barwę zbiornika wody i błotników.
Fot. R. Mazur

Jeden z pierwszych Ursusów pracował jeszcze kilkadziesiąt lat później

Niewielka skala produkcji nie oznaczała, iż konstrukcja była nieudana. Titan 10-20, na którym bazował Ursus, był już wówczas konstrukcją stosunkowo prostą, ale właśnie prostota i solidność sprzyjały długiej eksploatacji.

Świadczy o tym historia jednego z zachowanych ciągników. Egzemplarz należący do Stanisława Rakowskiego pozostawał sprawny jeszcze kilkadziesiąt lat po zakończeniu produkcji. W 1968 r. traktor został przekazany do ówczesnego muzeum fabrycznego Ursusa. w tej chwili zachowany egzemplarz znajduje się w zbiorach Narodowego Muzeum Techniki w Warszawie.

Pierwsza produkowana ciągówka Ursusa nie przypominała więc maszyn, które kilkadziesiąt lat później uczyniły tę markę symbolem polskiego rolnictwa. Jej amerykańskie korzenie pokazują jednak, jak wyglądały początki mechanizacji w odradzającej się Polsce i jak długą drogę przeszła krajowa produkcja ciągników, zanim na polach pojawiły się późniejsze modele Ursusa.

Zabawka Ursus C-360 czerwony

Zobacz w sklepie

Zabawka Ursus C-360 żółty

Zobacz w sklepie

Koszulka dziecięca Ursus C-330

Zobacz w sklepie

Koszulka rolnicza Ursus C-360

Zobacz w sklepie
Idź do oryginalnego materiału