Marzec 2026 roku przejdzie do historii rynku metali szlachetnych jako miesiąc brutalnej korekty. Uncja złota, która jeszcze pod koniec stycznia kosztowała rekordowe 5 594 USD, dziś wyceniana jest w okolicach 4 550–4 580 USD. Spadek w samym marcu przekracza 13 proc., co czyni go najgorszym miesiącem dla królewskiego metalu od października 2008 roku – czyli od szczytu globalnego kryzysu finansowego.
Sytuacja jest o tyle zaskakująca, iż mamy do czynienia z okresem skrajnego napięcia geopolitycznego. Trwający konflikt zbrojny z udziałem Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi, zakłócenia żeglugi w Cieśninie Ormuz i skok cen ropy – to okoliczności, w których złoto teoretycznie powinno błyszczeć. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Rynek pokazał, iż w obecnych realiach to dolar amerykański, a nie złoto, stał się preferowaną bezpieczną przystanią.
Dolar wygrał rywalizację o status safe haven
Indeks dolara (DXY) wspinał się przez cały marzec, osiągając pod koniec miesiąca poziom około 100,5 punktu – najwyższy od maja 2025 roku. Dolar zmierza ku najsilniejszemu miesiącowi od lipca ubiegłego roku, zyskując w marcu ponad 2 proc. Stany Zjednoczone, będące eksporterem netto energii, okazały się w oczach inwestorów najbezpieczniejszym portem w obliczu bliskowschodniego kryzysu paliwowego. Kapitał uciekał w gotówkę dolarową, a nie – jak można by się spodziewać – w metale szlachetne.
Silniejszy dolar automatycznie podrożył złoto dla posiadaczy innych walut, co ograniczyło popyt. Mechanizm ten, dobrze znany z podręczników, tym razem zadziałał z pełną siłą.
Stopy procentowe – koniec marzeń o cięciach
Jeszcze przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie rynki wyceniały dwie obniżki stóp procentowych w USA w 2026 roku. Dziś, według FedWatch grupy CME, inwestorzy niemal całkowicie wykreślili jakiekolwiek cięcia w tym roku. Rezerwa Federalna na posiedzeniu w marcu utrzymała stopy bez zmian, a przewodniczący Jerome Powell dał jasno do zrozumienia, iż bank centralny może poczekać i obserwować, jak konflikt wpłynie na gospodarkę oraz inflację.
Wyższe ceny energii – ropa Brent oscylowała w marcu między 100 a 126 dol. za baryłkę – podsycają obawy inflacyjne, a te z kolei wymuszają jastrzębią retorykę Fed. Dla złota, które jako aktywo nieprzynoszące odsetek traci na atrakcyjności w środowisku wysokich stóp, to podwójnie niekorzystna kombinacja.
Skala korekty robi wrażenie
Warto uzmysłowić sobie skalę przeceny. Od styczniowego rekordu na poziomie 5 594 dol. za uncję złoto straciło blisko 19 proc. W samym marcu notowało dziesięć sesji spadkowych z rzędu – najdłuższą taką serię od lat. Jednocześnie srebro, platyna i pallad zachowały się jeszcze gorzej, tracąc w marcu po około 20 proc. każdy. Cały sektor metali szlachetnych znalazł się pod ogromną presją.
Mimo to w ujęciu kwartalnym bilans złota wciąż pozostaje dodatni – od początku roku metal zyskał około 5 proc. To jeden z paradoksów obecnej sytuacji: styczeń przyniósł euforyczny rajd ku rekordowi wszech czasów, po czym nadszedł gwałtowny zwrot.
Byki nie składają broni
Mimo marcowej wyprzedaży część dużych instytucji podtrzymuje optymistyczne prognozy. Goldman Sachs jeszcze w styczniu podniósł swoją cenę docelową złota na koniec 2026 roku do 5 400 dol. za uncję (z wcześniejszych 4 900 dol.) i – jak wynika z marcowych komentarzy banku – nie wycofał się z tej projekcji. Analitycy Goldman Sachs wskazują na trwające zakupy banków centralnych, proces dywersyfikacji rezerw walutowych z dala od dolara oraz perspektywę ewentualnego luzowania polityki pieniężnej Fed w dalszej części roku.
Z kolei UBS poszedł jeszcze dalej, celując w 6 200 dol. za uncję. Obie prognozy zakładają, iż obecna korekta ma charakter przejściowy, a strukturalne czynniki wspierające złoto – w tym popyt ze strony banków centralnych państw rozwijających się – pozostają nienaruszone.
Wtorkowe odbicie i co dalej
We wtorek 31 marca złoto odbiło o ok. 1–1,5 proc. Impulsem były doniesienia Wall Street Journal, iż prezydent Trump wyraził gotowość do zakończenia kampanii militarnej przeciwko Iranowi, choćby jeżeli Cieśnina Ormuz pozostanie częściowo zamknięta. Rynki odebrały to jako sygnał potencjalnej deeskalacji, co osłabiło dolara i dało chwilowy oddech metalowi.
Kluczowe pytanie na najbliższe tygodnie brzmi: czy konflikt na Bliskim Wschodzie zacznie wygasać, czy będzie się dalej eskalował. W pierwszym scenariuszu ceny ropy mogą spaść, otwierając Fed drogę do obniżek stóp – a to byłby silny impuls wzrostowy dla złota. W drugim presja inflacyjna się utrzyma, dolar pozostanie królem i złotu będzie trudno odrobić marcowe straty.
Jedno jest pewne: marzec 2026 roku przypomniał inwestorom brutalną lekcję – choćby aktywo uważane za najstarszą bezpieczną przystań świata może w określonych warunkach stracić tę funkcję na rzecz zielonego banknotu z Waszyngtonu.

20 godzin temu








