Złoto pokonało Dow Jones. Co wyścig o kamień milowy mówi o kondycji rynków kapitałowych

4 godzin temu

26 stycznia uncja złota przebiła 5 tys. dolarów. Jedenaście dni później Dow Jones zamknął się powyżej 50 tys. punktów. Kruszec wygrał ten wyścig, choć jeszcze pięć lat temu stawianie na niego w tym zakładzie byłoby czystym szaleństwem. Co to mówi o stanie światowych rynków i portfelach inwestorów?

Marty Fridson, wydawca „Income Securities Advisor” i były doradca Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej, opisał w analizie dla agencji Reuters coś, co sam nazywa „fotofiniszem na skalę makroekonomiczną”. Chodzi o wyścig dwóch kamieni milowych – historycznych, okrągłych progów, które rynki finansowe przekroczyły na przełomie stycznia i lutego 2026 roku niemal równocześnie.

Liczby mówią same za siebie. W grudniu 2020 roku Dow Jones był już w 61 proc. drogi do poziomu 50 tys. punktów. Złoto? Zaledwie w 37 proc. drogi do 5 tys. dolarów za uncję. Gdyby ktoś wtedy wyciągnął linijkę i przedłużył trendy z lat 1985-2020, wyszłoby mu, iż Dow powinien osiągnąć swój cel około 2027 roku, a złoto – dopiero w 2035. Tymczasem to kruszec „dobiegł” pierwszy.

Cena się podwoiła w dwa lata. Dlaczego?

Za kulisami tego zaskoczenia stoi przede wszystkim to, co wydarzyło się z ceną złota w ciągu ostatnich pięciu lat. Między 2022 a 2024 rokiem notowania kruszcu się podwoiły i nie był to łagodny, przewidywalny trend, ale gwałtowny skok napędzany splotem czynników, których żaden historyczny model nie był w stanie uwzględnić.

Pierwszy i najważniejszy z nich to niestabilność geopolityczna. Trwająca już piąty rok wojna w Ukrainie, konflikty na Blisku Wschodzie, a w ostatnich tygodniach – dramatyczna eskalacja wojen celnych Donalda Trumpa i jego deklaracje w sprawie Grenlandii. Za każdym razem, gdy na świecie robi się niespokojnie, inwestorzy instynktownie szukają bezpiecznych przystani. Złoto pełni tę funkcję od tysięcy lat i nie zamierza z niej rezygnować.

Drugi czynnik to zakupy banków centralnych na niespotykaną skalę. Jak wynika z danych World Gold Council, w 2025 roku banki centralne kupiły netto 863 tony złota. To co prawda o 21 proc. mniej niż w rekordowym 2024, ale wciąż grubo powyżej wieloletnich średnich. Tempo zakupów instytucjonalnych podwoiło się po inwazji Rosji na Ukrainę i od tamtej pory nie zwalnia. Na czele stawki jest Ludowy Bank Chin, który w styczniu 2026 roku kupował złoto piętnasty miesiąc z rzędu, zwiększając rezerwy do 2 308 ton. Polska, notabene, jest w tym zestawieniu drugą siłą. NBP od 2020 roku dodał do rezerw ponad 314 ton.

Jest też trzeci element – obawy inflacyjne. Inflacja PCE w USA przyspieszyła w grudniu 2025 roku do 3,0 proc., najwyżej od kwietnia 2024. A powtarzające się naciski Trumpa na Fed, by ten obniżał stopy procentowe, tylko podsycają niepokój o niezależność polityki monetarnej. Co prawda nominacja Kevina Warsha na nowego szefa Fed pod koniec stycznia nieco uspokoiła rynki. Złoto cofnęło się od szczytu 5 589 dolarów z 28 stycznia, ale w piątek 27 lutego notowania spot wciąż utrzymywały się w okolicach 5 180-5 210 dolatów za uncję.

Do tego dochodzi gigantyczny popyt detaliczny z Chin. World Gold Council raportuje 28-procentowy wzrost zakupów sztabek i monet przez chińskich konsumentów w 2025 roku, a tamtejsze fundusze ETF notują rekordowe napływy.

Dow Jones: „dobiegł”, ale bez fajerwerków

Historia Dow Jonesa jest w tym zestawieniu mniej emocjonująca. Indeks po prostu przyspieszył w latach popandemicznych, gdy globalny kapitał płynął szerokim strumieniem do amerykańskich akcji, ciągnięty boomem na sztuczną inteligencję, silnymi wynikami korporacji i magnetyzmem dolara. 28 stycznia S&P 500 dotknął intraday poziomu 7 002 punktów, bijąc własny rekord. Osiem dni później Dow zamknął się na 50 115,67 pkt., zyskując na jednej sesji ponad 1 200 punktów.

Kluczowa różnica jest jednak taka, iż wzrost Dow był, jak pisze Fridson, „przyspieszeniem istniejących trendów”. Nie wymagał żadnego szoku zewnętrznego. Rajd złota natomiast wynikał z kumulacji czynników egzogenicznych i spekulacji, co czyni go z natury trudnym do przewidzenia.

Magia okrągłych liczb. Ile jest warta?

Gdy złoto przekroczyło 5 tys. dolarów, a Dow 50 tys. punktów, z każdego rogu rynku posypały się komentarze o „psychologicznie krytycznych progach”, które mają generować dalszy impet wzrostowy. Brzmi dobrze, ale jak to wygląda w praktyce?

Po przekroczeniu przez Dow kolejnych wielkich barier, tj. 1000 (1972), 5000 (1995), 10 000 (1999) i 25 000 (2018), indeks w dwóch przypadkach rósł w kolejnych dwunastu miesiącach o dwucyfrowe wartości procentowe. Ale w dwóch pozostałych – spadał. Remis. Przyjemne uczucie po przebiciu okrągłej liczby wyparowuje szybko, gdy na rynek wpadają nowe dane.

Dowodem jest choćby to, co dzieje się teraz. Trzy tygodnie po przebiciu 50 tys. Dow oscyluje w okolicach 49 200-49 500. S&P 500 zmierza ku najgorszemu miesiącowi od marca, przygnieciony wyprzedażą spółek technologicznych po rozczarowującej reakcji rynku na rekordowe wyniki Nvidii, obawami o bańkę AI i nowymi cłami. Wskaźnik Dow/Gold, mierzący, ile uncji złota trzeba, by „kupić” cały indeks Dow, spadł do około 9,6. Dla porównania: w szczytowym momencie dominacji akcji w 1999 roku wynosił ponad 40.

JP Morgan mówi: 6 300 dolarów za uncję do końca roku

Prognozy na kolejne miesiące wyraźnie przechylają się w stronę kruszcu. JP Morgan podtrzymuje cel 6 300 dolarów za uncję na koniec 2026 roku i jednocześnie podniósł długoterminową prognozę o 15 proc. – do 4 500 dolarów. Goldman Sachs celuje w 5 400 dolarów. Mediana prognoz 30 analityków w ankiecie Reutersa wynosi 4 746 dolarów na 2026 rok. To rekord w historii tych sondaży.

Dla akcji amerykańskich perspektywy są mniej klarowne. Morgan Stanley utrzymuje cel 7 500 dla S&P 500 na koniec roku, ale główny strateg Mike Wilson ostrzegał w tym tygodniu, iż indeks może najpierw „dogonić” korektę, która od miesięcy toczy się pod powierzchnią rynku – poza wąską grupą mega-capów. Cła Trumpa, narastające obawy o wpływ AI na rynek pracy (Goldman Sachs szacuje, iż sztuczna inteligencja może zastąpić 6-7 proc. miejsc pracy w USA) i uporczywa inflacja to czynniki, które mogą skutecznie hamować Wall Street w najbliższych miesiącach.

Co z tego wynika dla inwestora?

Najważniejsza lekcja płynąca z tego wyścigu nie dotyczy wyłącznie złota ani giełdy. Ekstrapolacja przeszłych trendów, zarówno dla akcji, jak i surowców, jest obarczona fundamentalnym ryzykiem: nie uwzględnia szoków, które z definicji są nieprzewidywalne. Złoto pokonało Dow nie dlatego, iż „rynek surowcowy jest lepszy od akcyjnego”, ale dlatego, iż skala globalnej niepewności okazała się większa, niż ktokolwiek zakładał jeszcze pięć lat temu.

Dla polskiego inwestora, który w ostatnich latach i tak mógł obserwować, jak NBP z drugim największym programem zakupów złota na świecie de facto stawiał na ten sam trend, to potwierdzenie starej zasady. Dywersyfikacja portfela, obejmująca zarówno aktywa wzrostowe, jak i zabezpieczające, pozostaje jedyną naprawdę sprawdzoną receptą na świat, w którym modele regularnie przegrywają z rzeczywistością.

Jak podsumowuje Fridson:

„Kamienie milowe to świetny materiał na nagłówki, ale kiepska podstawa strategii inwestycyjnej”.

Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza gdy złoto właśnie udowodniło, iż potrafi zrobić w pięć lat to, na co analitycy dawali mu dziesięć.

Źródła: Reuters, World Gold Council, J.P. Morgan, Goldman Sachs, Bloomberg

Idź do oryginalnego materiału